Niezwykłe dzieciństwo w wersji slow i unplugged

Jeśli dorastaliście na wsi lub chociaż spędzaliście tam czasem wakacje, to oglądając te foty, możecie mieć flashback do jednych z najfajniejszych i najbardziej beztroskich chwil w swoim życiu. Możecie zapewnić coś podobnego też swoim dzieciom.
.get_the_title().

Mimo że nie pozują do obiektywu z uśmiechem od ucha do ucha, widać, że tym dzieciakom jest dobrze w ich życiu w wersji slow. Między innymi dlatego te fotki ogląda się z dużą przyjemnością i sporą dawką melancholii oraz tęsknotą za tymi czasami – i za naszym dzieciństwem, i za urokiem tamtych lat.

Aż chce się zapewnić namiastkę tego życia współczesnemu najmłodszemu pokoleniu.

Zdjęcia Niki Boon dowodzą, że jest to możliwe. Choć najpierw najlepiej rzucić wszystko i wyjechać – czy to w te sławetne Bieszczady, czy chociażby kilkanaście kilometrów od naszego miasta, o ile znajduje się tam nieco odcięta od świata wioska.

Absolutnie nie chcemy umniejszać roli rozwoju technologii w naszych życiach, bo płynie z tego wiele dobrego. Te fotki sprawiają jednak, że ma się ochotę mocno ograniczyć dostęp do całego wirtualnego świata dzieciakom.

A w zamian zapewnić im kilka lat beztroskiego dzieciństwa w wersji unplugged.

„Dorastałam na nowozelandzkiej farmie. Moje dzieciństwo było pełne przygód, swobody i latania na bosaka. Te wspomnienia nadal pozostają żywe i są nieodzownym elementem mojej pracy” – tłumaczy na swojej stronie fotografka. – „Dzisiaj mieszkamy całą rodziną na kawałku ziemi, na którym chce stworzyć moim dzieciom replikę mojego dzieciństwa. W tych niezwykłych okolicznościach przyrody, które nas otaczają, tworzę foto-historię ich życia. Takiego, jakim jest.”

Zanim Niki Boon zajęła się fotografią na pełen etat, była psychoterapeutką, więc można przypuszczać, że co nieco wie na temat tajników ludzkiego szczęścia. W każdym razie każdego dnia pragnie zapewnić je czwórce swoich dzieci. Wszystkie jej latorośle mają nauczanie domowe i dostęp do technologii tylko wtedy, gdy jest ona potrzebna właśnie w tym celu. Zdaje się jednak, że się nie nudzą.

Oprócz wykonywania drobnych prac na terenie ich 10-akrowego gospodarstwa, mają do dyspozycji jeden, wielki, pełen tajemnic plac zabaw, jakim jest otaczająca je przestrzeń i przyroda.

Fotografka zdecydowała się prezentować swoje zdjęcia w wersji czarno-białej. Ten zabieg jeszcze bardziej podkręca ich emocjonalny ładunek, a jednocześnie to puszczenie oka do odbiorcy w czasach, kiedy zwykle na social mediach oglądamy fotki skrzące się feerią barw i przepuszczone przez przeróżne filtry. Jeśli chcecie być na bieżąco z pracami Boon, a tym samym śledzić losy jej rodzinki na farmie gdzieś w Nowej Zelandii, obserwujcie jej konto na Instagramie. Warto!

Cousins at home

Źródło użytych w tekście zdjęć: Nikiboonphoto.com
Tekst: Kinga Dembińska

Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook