Najntisy w Szczecinie

Pierwsze w Polsce kino erotyczne Beate Ushe, moda na buty Buffalo zwane „żelazkami”, młody Radosław Majdan, masowe imprezy techno, „Młode Wilki” i pierwszy rap Łony przez telefon w audycji radiowej - tak wyglądały lata 90. w Szczecinie.
.get_the_title().

Szalony to był czas i szalone to były zdarzenia. Z jednej strony to właśnie tej dekadzie dzisiejszy Szczecin zawdzięcza zawiązanie się znaczących kapel muzycznych w Polsce, jak Hey, Pogodno, Łona i Webber, z drugiej zaś chętnie wygumkowałby epizod chłopców tzw. „mikmaków” i żółtego ferrari gangstera Oczki.

„Mikmaki”
Pomyśleć, że takich Silnych z „Wojny polsko-ruskiej” Doroty Masłowskiej było w Szczecinie na pęczki. Ich żywot był ściśle określony: juma – kebab w Mik Maku na Bramie Portowej – juma. Zupełnie nieprzypadkowo film „Młode Wilki” powstał w Szczecinie. Tyle tylko, że w filmie gangsterski narybek był piękny, młody i momentami mądry, a w realu może tylko młody. Skądinąd, podczas wizyty w Szczecinie szczególnie zaleca się odwiedzić ul. św. Wojciecha – tę, która w filmie Radosława Żamojdy „robiła” za Berlin.

imprezy klubowe / fot. rafał bajena

Klubowy Szczecin
W latach 90. szczecińscy DJ-e masowo jeździli do stolicy Niemiec po tzw. „placki” i grali z nich nielegalne imprezy w różnych miejscach. Dziś to norma, ale kiedyś grać w willi na Pogodnie (to jedna ze szczecińskich dzielnic) otwartą imprezę to był spory wyczyn. Wyczynem było także pomieścić fanów techno w klubie Meratronik na imprezach „Techno Dance Mission”, bo gromadzili się oni regularne nie setkami, a tysiącami. Usłyszeć tam można było dobre dźwięki z Berlina, ale także nacieszyć oko „szmulami” („dziewczynami” po szczecińsku) ubranymi w słynne „żelazka”, czyli buty Buffalo na ogromnej platformie. Warto dodać, iż noszono je wyłącznie w Szczecinie. Muzycznie i nielegalnie działo się też w „Tamie Pomorzańskiej”, klubie, w którym grało się pierwsze w Polsce drum’n’bassowe imprezy. Jeśli pamiętacie debiutancką płytę formacji Electric Rudeboyz nominowaną do Fryderyka w 2002 roku, to wiedzcie, że chłopaki swoje dźwięki nie dość, że najpierw musieli ograć w Szczecinie, to jeszcze nagrać u Marcina Macuka, który w tamtym czasie prowadził szczecińskie studio nagraniowe. Lata 90. to także muzyczne początki Łony – wtedy jeszcze pod pseudonimem DoYouWanna. W tym czasie z ówczesnym Rymotwórcą (dziś Rymkiem) zawiązali oni znaczącą dla Szczecina grupa Wiele CT, do której potem dołączyli też inni członkowie. To także czas ogromnie popularnej audycji radiowej Wu Doo (trwającej do dziś) prowadzonej przez absolutną królową polskiego hip-hopu Ahę Tyszkiewicz. To właśnie w jej audycji Łona stawiał swoje pierwsze kroki, rapując przez… telefon.

Lumpeksy
Gdybyśmy wsiedli na pokład DeLoreana DMC-12 i przenieśli się do lat 90. do Szczecina, znaleźlibyśmy jeszcze kilka innych, kultowych miejsc. M.in. pierwszy lumpeks „Szafa”, mieszczący się w garażu przy ulicy Mickiewicza, do którego masowo chodziły dziewczęta i chłopcy w poszukiwaniu używanych, firmowych ubrań. To było dopiero kuriozum, aby za za brudne, używane dresy w latach 90. płacić fortunę.

Szmula, many i Radek Majdan
Kuriozalne, choć może lepiej brzmi „zjawiskowe”, były także wizyty Radka Majdana w klubach studenckich. Trzeba powiedzieć to zupełnie serio: Radek był wtedy szczególnie wyczekiwanym wśród młodych dziewcząt „manym”, jak po szczeciński mówi się na chłopaka. W studenckim klubie Agrafka wypatrywano go co tydzień.

Szczecińskie lata 90. to w skrócie:
– pierwsze w Polsce kino erotyczne Beate Ushe, skutecznie i dość szybko zamknięte;
– pierwszy wieżowiec i pierwszy „szklany dom” w Szczecinie; budynek PAZIM-u;
– nielegalne kluby muzyczne;
– działalność gangstera zwanego „Oczko”;
– mocny ruch punkrockowy – czas Kolaborantów, The Analogs;
– rozwój targowisk – dosłownie wszystko sprzedawane z łóżek polowych;
– regularne graffiti jamy pod klubem Oszołom, następnie pod Teatrem Lalek „Pleciuga” – m.in. z Lumpem, który dziś jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych artystów street artu w kraju.

imprezy klubowe / fot. rafał bajena

Lata 2000
Trochę jak za pociągnięciem czarodziejskiej różki z początkiem lat 2000 zaczęły stopniowo zanikać szalone, szczecińskie inicjatywy. Likwidowano kina studyjne, nielegalne kluby przestawały istnieć, niektóre zespoły zawieszały działalność (Elektric Rudeboyz), inne przeprowadzały się do Warszawy (Hey), a w miejscu klubów z prawdziwego zdarzenia pojawiły się dyskoteki. Słowem tzw. cywilizacja. Czy wyszło to Szczecinowi na lepsze? Stopniowo tak, bo z czasem (po około 10 latach ugoru) wakat po clubbingu zaczęły wypełniać instytucje i inicjatywy kulturalne. Niestety życie klubowe już nigdy nie wróciło w takim szerokim i różnorodnym wymiarze. Już nie ma dzikich plaż!

Tekst: Monika Petryczko
Zdjęcie główne: fot. Rafał Bajena

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook