Dzień z Mercedesem SL63 AMG – taka motoryzacja już nigdy nie wróci

Mercedes SL ma wyścigowy rodowód i jest na rynku już od ponad sześćdziesięciu lat. Wkrótce historia modelu SL zmieni się diametralnie, więc jest to dobry czas, by przyjrzeć się starszym egzemplarzom. Oto jeden z nich.
.get_the_title().

Mercedes SL to samochód z bogatą przeszłością, którą warto pokrótce przytoczyć.

Mercedes po raz pierwszy po wojnie wrócił do wyścigów w 1952 roku. Stworzony przez dział motorsportu model W194 stał się pierwowzorem pierwszego Mercedesa SL. Dzięki aluminiowej konstrukcji wyróżniał się niską masą. Samochód z sukcesami uczestniczył w wielu słynnych wyścigach lat pięćdziesiątych, takich jak włoski Mille Miglia, 24-godzinny Le Mans w Szwajcarii czy zwycięski Carrera Panamericana w Meksyku.
Mercedes 300 SL W198 zadebiutował na salonie w Nowym Jorku w 1954 roku. Nazwa pochodzi od pojemności 3-litrowego silnika i skrótu Sport Leicht. Idea sportowego, lekkiego i robiącego olbrzymie wrażenie samochodu świetnie wpisała się w zapotrzebowanie powojennego rynku Stanów Zjednoczonych. Gullwing z charakterystycznymi, unoszonymi do góry drzwiami został wyprodukowany w zaledwie 1400 egzemplarzach, a łącznie z wersją roadster powstało około 3200 sztuk. Rok później wprowadzono do oferty Mercedesa 190 SL z czterocylindrowym, niewiele ponad 100-konnym silnikiem.
Kolejna generacja zaprezentowana została w 1963 roku w Genewie. Mercedes 230 SL W113 stał się ikoną rynku motoryzacyjnego, posiadali go między innymi Stirling Moss, John Lennon czy Sophia Loren. Dzisiaj Pagoda jest jednym z najchętniej kupowanych samochodów klasycznych. Ponadczasowy design to dzieło Paula Bracqa, a Béla Barényi wymyślił wiele rozwiązań z zakresu pasywnego bezpieczeństwa. W Mercedesie 230 SL pojawiły się kontrolowane strefy zgniotu, pasy bezpieczeństwa czy niezależne zawieszenie przednie. Wynikające z tego dodatkowe kilogramy masy auta zbilansowano maską, tylną klapą i poszyciami drzwi wykonanymi z aluminium.
W 1971 roku zadebiutowała trzecia generacja Mercedesa SL – roadster o oznaczeniu R107 i coupe C107. Samochód z sukcesem zastąpił słynną Pagodę, powstał w łącznej liczbie ponad trzystu tysięcy sztuk i zjeżdżał z taśm produkcyjnych przez osiemnaście lat. Dłużej w ofercie Mercedesa jest tylko Gelandewagen, czyli klasa G. Mercedes R107 dzielił wiele rozwiązań z S klasą W116 i był wielokrotnie modernizowany. Do napędu służyły głównie silniki V8, a większość produkcji trafiła na rynek amerykański. W związku z trwającym wówczas kryzysem naftowym do oferty dołączyły też oszczędniejsze silniki R6.
Kolejna generacja o oznaczeniu R129 została pokazana w Genewie w 1989 roku. Podczas trwania targów na samochód zaprojektowany przez Bruno Sacco podpisano 960 zamówień. Gigantyczny sukces sprzedażowy świadczy o olbrzymim przełomie w Mercedesie. W procesie projektowania R129 skupiono się na aerodynamice, po raz pierwszy pojawił się elektrycznie składany dach i pałąk kapotażowy chroniący pasażerów w przypadku dachowania. Do wyboru była cała paleta silników V6, V8, V12, które można było wzmocnić, wysyłając auto do Affalterbach. Po raz pierwszy pakiety akcesoriów AMG dostępne były w salonach, gdzie można było wymienić zderzaki, felgi i zawieszenie. Najrzadziej spotykaną wersją jest Mercedes SL73 AMG, który powstał w zaledwie 85 egzemplarzach. Napędzająca go jednostka V12 o pojemności 7,3 litra była montowana w Pagani Zonda i lekko zmodyfikowana w modelu Huayra.
Piąte wcielenie zadebiutowało na targach we Frankfurcie w 2001 roku. Model R230 to pierwszy SL zaprojektowany wirtualnie przy pomocy potężnej maszyny obliczeniowej „CAVE” (Computer Aided Virtual Environment). Po stworzeniu modelu 3D badano i optymalizowano jego aerodynamikę. Samochód po raz pierwszy w historii modelu otrzymał sztywny, składany elektrycznie dach. W 2006 i 2008 roku przeszedł dwa faceliftingi, które zmieniały przede wszystkim wygląd przednich reflektorów i atrapy chłodnicy. Na bazie odświeżonego R230 powstał między innymi SL65 AMG Black Series, który w celu usztywnienia nadwozia i redukcji masy pozbawiony został rozkładanego dachu. 6-litrowe V12 BiTurbo rozwijało zawrotne 660 KM, a moment obrotowy musiał być elektronicznie ograniczony do 1000 Nm.

Mercedes SL63 AMG z oferty VCentrum to poliftowe R230 z 2008 roku. Cieszyłem się na myśl o dniu spędzonym za jego kierownicą, bo uważam, że jest to ostatni ładny Mercedes SL. Stylistyka obecnie produkowanego R231 już mnie tak nie pociąga. Ten wygląda tak samo dobrze ze złożonym, jak i rozłożonym dachem.

Granatowy lakier połyskuje w promieniach słońca. Felgi o średnicy 19 cali, układ wydechowy z czterema końcówkami i masywne zderzaki nie pozostawiają złudzeń – mam do czynienia z prawdziwą bestią.

Po zajęciu miejsca za kierownicą doceniam estetykę wykonania, elegancką kolorystykę skór oraz elementy wykończeniowe z włókna węglowego. Jeszcze przed zdjęciem dachu, dociera do mnie, że skądś znam zapach unoszący się w kabinie. „Ten dziesięcioletni samochód pachnie jak klasyk, ma dobre geny” – pomyślałem, po czym uruchomiłem silnik. Głośno dał o sobie znać poprzez warknięcie z wydechu. Pod długą maską pracuje wolnossące V8 o pojemności 6,2 litra. Jeszcze nie ruszając z miejsca, muskam pedał gazu, a cała karoseria przechyla się w rytm obrotów niczym w amerykańskim muscle car. Soczysty dźwięk dobiega do mnie przez otwarty dach i ani myślę o włączaniu systemu audio sygnowanego przez Harman Kardon. To jedna z tych przejażdżek, podczas których muzyka tylko przeszkadza w doświadczaniu auta. Na liczniku zaledwie 75 tysięcy kilometrów, a wewnątrz nie widać żadnych śladów zużycia.

Sunę powoli w korku, ściągając uwagę innych użytkowników drogi, a wszystkiemu towarzyszy charakterystyczny bulgot. Wzbudzam zainteresowanie, bo samochody takie jak SL63 AMG wietrzone są raczej sporadycznie.

W celebrowaniu jazdy pomaga bogate wyposażenie. Elektrycznie regulowane fotele są dodatkowo podgrzewane i wentylowane, więc można poczuć się tu komfortowo niezależnie od temperatury zewnętrznej. Jest tempomat i nawigacja, które pomagają kierowcy w dłuższej trasie. Samochód oferuje różne tryby jazdy, od komfortowego po sportowy S+. Ten ostatni najbardziej wyczula reakcję na wciśniecie pedału gazu. Zmienia też charakterystykę pracy poszczególnych podzespołów – układ wydechowy staje się głośniejszy, pneumatyczne zawieszenie zbliża nadwozie do nawierzchni, a skrzynia automatyczna MCT Speedshift AMG o siedmiu przełożeniach szybciej zmienia biegi. Kierowca może też operować przekładnią za pomocą łopatek umieszczonych przy kierownicy.

Praca wolnossącego, potężnego silnika podczas rozpędzania jest doznaniem porównywalnym do obcowania z żywiołem. Moc przychodzi stopniowo, aż nagle orientujesz się, że zbudziłeś całe stado 525 koni, które tylnymi kołami wściekle zwijają asfalt za samochodem.

Dźwięk kręconego wysoko silnika jest wręcz uzależniający i powoduje w mojej głowie wewnętrzną walkę, by nie zignorować kolejnego znaku z ograniczeniem prędkości. Maksymalny moment obrotowy na poziomie 630 niutonometrów błyskawicznie radzi sobie z wprawianiem w ruch dwóch ton masy.

Czas przyspieszenia do setki wynosi 4,6 sekundy i robi to naprawdę niewiarygodne wrażenie. Ciężki roadster płynnie przyspiesza z każdego biegu i z każdej prędkości.

Z wyłączoną kontrolą trakcji za mocno wciśnięty pedał gazu w zakręcie spowoduje wyjechanie z niego narowistym poślizgiem nadsterownym. Sprawia to oczywiście mnóstwo frajdy, ale prowadząc to auto, należy respektować siłę drzemiącą pod prawym stopą. Elektronicznie ograniczona prędkość maksymalna to 250 km/h.

Samochód napędzany jest ręcznie składanym silnikiem M156, skonstruowanym od początku przez AMG. Jednostka V8 o pojemności 6208 cm3 była wielokrotnie nagradzana w konkursach International Engine of the Year. W najmocniejszej wersji występowała w modelu SLS AMG.

Ta jednostka to przejaw inżynieryjnego geniuszu, ale niestety też ostatni tego typu motor w historii. Uśmierciły go wyśrubowane normy ekologiczne, w związku z czym został zastąpiony doładowanym V8 o pojemności 5,5 litra – mocniejszym, ale pozbawionym charakteru. W pewnych kręgach silnik o oznaczeniu kodowym M156 pozostanie kultowy. „Te czasy już nie wrócą” – z sentymentem pomyślałem, wyłączając zapłon.

Mercedes SL ma wyścigowy rodowód i ponad sześćdziesięcioletnią historię. W tym modelu marka prezentowała swoje najnowsze technologie, a dłużej produkowane generacje były wielokrotnie modernizowane. SL zawsze traktowany był przez Mercedesa priorytetowo, więc do wyboru było mnóstwo opcji personalizacji. Na całym świecie nie brakuje zwolenników tych roadsterów, a wśród nich są między innymi Steve Jobs, John Travolta czy Nico Rosberg. Niestety, pewien etap historii modelu powoli się kończy. Kolejny SL będzie czteromiejscowym coupe o napędzie hybrydowym. Jest to zatem dobry moment na zainteresowanie się Mercedesem SL63 AMG z mocarną jednostką benzynową. Zakup tego modelu to potencjalna lokata kapitału – wystarczy spojrzeć na ceny dobrze zachowanych egzemplarzy starszych generacji.

TEN KONKRETNY EGZEMPLARZ DOSTĘPNY JEST W OFERCIE V CENTRUM TUTAJ

 

Tekst: Krystian Kaleta
Zdjęcia: Filip Blank
Filmy: Sebastian Czarnecki, Krystian Kaleta

Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook