Hiphopowcy-milionerzy łączcie się: oto SUV Rolls-Royce’a!

Padł ostatni bastion: modzie na tworzenie SUV-ów uległ nawet Rolls-Royce. Przełomowy dla tej brytyjskiej marki model jest dobitnym dowodem tego, jak zmienia się natura luksusu.
.get_the_title().

Rolls-Royce nie robił nigdy SUV-ów, więc jeśli już jednego zrobił to wiedz, że coś się dzieje. Z połączenia bezkompromisowego podejścia do luksusu, z którego znana jest ta brytyjska legenda i podwyższonej, uterenowionej bryły SUV-a musiało wyjść coś wielkiego. Dosłownie: mierzące blisko 5,4 metra długości, 2,2 metra szerokości i 1,8 metra wysokości nadwozie tworzy chyba najbardziej ostentacyjny samochód w historii motoryzacji. Całkiem trafnie model ten zerwał także z tradycją nazewnictwa modeli Rolls-Royce’a odnoszących się do dyskrecji, zamiast tego zyskując miano Cullinan, po największym odkrytym diamencie na świecie.

Czy tak szanowana marka jak Rolls-Royce, która na każdym kroku podkreśla, że nie musi gonić za liczbami ani ulegać żadnym przemijającym modom, mogła zaprzeczyć samej sobie w bardziej absurdalny sposób niż pójściem w ślad za Bentleyem, Maybachem czy Lamborghini i stworzeniem własnego SUV-a? Cóż, to nie takie proste. Rolls-Royce zrobił taki model, ponieważ prosili o niego sami klienci. Wraz z otwarciem się tej szanowanej brytyjskiej marki na nowe pieniądze z Rosji, Chin czy Bliskiego Wschodu, krajobraz odbiorców samochodów ze Spirit of Ecstasy na masce bardzo się zmienił: radykalnie odmłodniał i zaczął żądać rzeczy, przed którymi dotychczas klienci Rolls-Royce’a stronili. Pierwszym efektem tego było pojawienie się w roku 2016 specjalnej linii modeli Black Badge, która obok mrocznie czarnego wykończenia nadwozia objęła także niewidziane nigdy wcześniej w historii marki modyfikacje pokroju utwardzenia zawieszenia, zwiększenia mocy silnika czy aplikacji wstawek z włókna węglowego.

Charakter klientów Rolls-Royce’a bardzo się zmienił: radykalnie odmłodniał i zaczął żądać rzeczy, przed którymi wcześniej w tym segmencie stroniono.

Ale tak naprawdę, czy klienci Rolls-Royce’a zmienili się aż tak bardzo? Lubimy myśleć o naszych przodkach jako o poważnych, statecznych, starszych ludziach, ale tak naprawdę często mieli polot, którego możemy dziś tylko zazdrościć. Ta od zawsze produkująca najbardziej luksusowe samochody marka od samego początku swojej działalności przyciągała także różnych milionerów-ekscentryków, którzy zabierali swoje Rollsy na wszelkie pustynie, szczyty gór i bagna. To były pierwsze SUV-y tej marki, choć wtedy ich po prostu jeszcze tak nie nazywano. Jak mówi brytyjskie powiedzenie – im bardziej rzeczy się zmieniają, tym bardziej pozostają takie same.

Co się więc w Cullinanie zmieniło, a co pozostało takie samo? Nowa dla tej marki jest niewątpliwie bryła nadwozia, zakończona po raz pierwszy w jej 112-letniej historii klapą. Pod nią kryje się mieszczący całe 600 litrów bagażnik. Są tu elementy, których można się spodziewać – jak składane oparcia tylnych foteli – jak i takie, którymi producent zaskakuje, jak opcjonalna szyba dzieląca przestrzeń bagażową od kabiny pasażerskiej (w ten sposób nawet po otwarciu klapy w środku panuje niezmiennie taka sama temperatura). Innowacją bardzo w duchu Rolls-Royce’a jest zestaw dwóch foteli wyjeżdżających z bagażnika wraz z małym stolikiem – w sam raz, by ustawić się swoim Cullinanem przed jakimś ładnym widokiem, otworzyć butelkę wina, rozsiąść się i wygrywać w życie. Ewolucję w produktach marki pokazuje także odważniejsze wykorzystanie elektroniki: analogowy zestaw wskaźników deski rozdzielczej zastąpił ekran, a centralny wyświetlacz jest teraz dotykowy.

Pod wieloma względami Cullinan pozostał jednak w dużej mierze tradycyjnym, pełnowartościowym Rolls-Roycem. W zakresie technicznym i stylistycznym jest bardzo zbliżony do pokazanego tylko chwilę wcześniej modelu Phantom. Podobnie jak we flagowej limuzynie marki, tu tylne drzwi także otwierają się pod wiatr, a tapicerowanie wnętrza pochłania jakąś połowę stada szkockich krów. Obydwa modele napędza ten sam, cudownie oderwany od dzisiejszej rzeczywistości benzynowy silnik V12 o pojemności 6 ¾ litra, tu dysponujący całymi 571 KM – dość, by rozpędzić ten ważący 2660 kg zamek na kołach do 250 km/h.

Cullinan to siłą rzeczy pierwszy model marki wyposażony w napęd na cztery koła, jak i specjalne tryby do jazdy w terenie. Wraz z prześwitem podnoszącym się o całe 4 cm po zajęciu miejsc w środku ma to mu wystarczyć na, jak mówią przedstawiciele Rolls-Royce’a, „zrobienie tego wszystkiego, co potrafi robić Range Rover”. Czy nowy, bezprecedensowy SUV na rynku rzeczywiście będzie w stanie zajechać tak daleko poza drogę jak ten słynący z terenowych kompetencji model jeszcze zdążymy się przekonać, ale już teraz możemy stwierdzić, że Cullinan będzie najdroższym, najbardziej luksusowym – i najbardziej niezwykłym – SUV-em, jaki świat widział. Pod tym względem to prawdziwy Rolls-Royce.

Tekst: Matt Zuchowski

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook