Te tatuaże są tak złe, że aż dobre. Dlatego do Heleny Fernandes ustawiają się kolejki

Jedno jest pewne – nikt nie będzie miał takiego samego wzoru.
.get_the_title().

Lubimy pokazywać wam przezdolnych tatuatorów i ich świetne prace. Zerknijcie sobie na zjawiskowe watercolory od Mothlocha czy genialne tatuatorki z Polski. Przeglądając te prace, można utwierdzić się w przekonaniu, że tatuaże to sztuka, która łączy się z człowiekiem chyba w możliwie najbliższy bliski i intymny sposób: nosimy ja na ciałach i to już do końca swoich dni.

Nic więc dziwnego, że wiele osób przed wybraniem tego jedynego wzoru całymi latami ma na pulpicie folder, w którym zbiera inspiracje. W projekcie końcowym liczy się przecież każda kropka i kreska.

Okazuje się jednak, że czasem to wcale nie oznacza, że finalnie na naszym ciele ma się znaleźć dzieło na miarę Kossaka.

Najlepszym dowodem na to jest ogromna popularność tatuaży tworzonych przez Brazylijkę Helenę Fernandes.

Prawdopodobnie ten, kto zobaczy taki tatuaż, pomyśli, że został on zrobiony na jakimś wieczorze kawalerskim, który wymknął się spod kontroli.

O ile nie zrobił go nam któryś z naszych kolegów, musieliśmy się pewnie uprzeć w studio tatuażu, żeby projektem był rysunek wykonany przez naszego 5-letniego siostrzeńca, który z sentymentu, na nasze nieszczęście, nosimy w portfelu.

Pewnie można to załatwić właśnie w ten sposób, jednak mimo wszystko sugerujemy oddać się w ręce profesjonalistki.

Helena Fernandes aka Melfeitona specjalizuje się w – jakkolwiek dziwnie nie brzmiałoby to w tym wypadku – sztuce tatuagens peba, czyli „śmieciowych tatuaży”.

Wykonane jakby od niechcenia, na kolanie, niby niedojrzałą, niedopracowaną kreską, ale tak naprawdę są dokładnie przemyślanymi projektami. I znakiem rozpoznawczym tej artystki.

Jeszcze 2 lata temu 28-letnią dziś Fernandes obserwowało na Instagramie ok. 14 tysięcy osób. Teraz jest ich już prawie 90 tysięcy.

Od nas ma kilka serduszek jak w banku, bo dawno nie wiedzieliśmy czegoś coś tak idealnie nieperfekcyjnego i uroczo szpetnego.

Tymczasem jeśli do Brazylii akurat wam nie po drodze, to możecie póki co zamówić coś ze sklepiku artystki. Koszulki, klapki, czapki z daszkiem – na pewno znajdziecie coś, co nada waszej wakacyjnej stylówce nowego, intrygującego wyrazu. Plus będzie próbą generalną przed dziabaniem na żywej skórze!

Źródło zdjęć: Facebook i Instagram – Helena Fernandes
Tekst: Kinga Dembińska

Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook