Nie rodzą się dzieci, bo są zwierzątka!

Chomik ma dwa lata i jest ciężko chory, para zrozpaczona, chce go ratować, bo jak twierdzą – jest dla nich jak dziecko. Weterynarz mówi, że jedyne, co może pomóc, to chemioterapia, ale to drogie i bezsensowne, bo chomiki żyją góra 3 lata i kosztują 50 zł. Czy tylko ja dostrzegam tu absurd?
.get_the_title().

Od pewnego czasu obserwuję interesujące zjawisko wśród moich znajomych w wieku około 30 lat – nasilające się adopcje i kupowanie zwierząt. Dlaczego? O co wam chodzi, ludzie? Jesteście w wieku produkcyjnym, powinniście się wiązać i rozmnażać, a nie przelewać swój instynkt macierzyński na zwierzęta. Sorry, ale pies to pies. Możesz do niego gadać, ale ci nie odpowie. Możesz go czegoś nauczyć, ale jego możliwości są dość ograniczone. Wiem, będziecie hejtować, że zwierzęta są wspaniałymi i oddanymi przyjaciółmi. Zgodzę się. Ale wszystko w swoim czasie. No, chyba że nie chcecie zakładać rodziny, takich ludzi też mam w swoim otoczeniu.

Opowiem wam śmieszną anegdotę, którą usłyszałam od znajomej weterynarz. Przychodzi do lekarza małżeństwo z chomikiem. Chomik ma dwa lata i jest ciężko chory, para zrozpaczona, chce go ratować, bo jak twierdzą – jest dla nich jak dziecko. Weterynarz mówi, że jedyne, co może pomóc, to chemioterapia, ale to drogie i bezsensowne przedsięwzięcie w tym przypadku.

Dla tych, którzy nie wiedzą (ja nie wiedziałam) – chomiki żyją góra 3 lata i kosztują maksymalnie 50 zł. Czy tylko ja dostrzegam tu absurd?

Para moich przyjaciół, małżeństwo od 3 lat. Oboje po trzydziestce. Kupili sobie jakiś czas temu pieska. Jest absolutnie uroczy, słodki i fajny. Dlaczego pies, a nie dziecko? No niby chcą, ale jednak trochę się boją, może to nie ten czas… A kiedy będzie ten odpowiedni? Jak pojawią się problemy z zajściem w ciążę, bo sorry, facet dziecko zrobi zawsze, ale kobieta ma dość ograniczony czas na zajście w ciążę, zwłaszcza pierwszą, aby przebiegła ona bezproblemowo, bez serii badań genetycznych (kosztownych, bolesnych i czasem inwazyjnych). Na co jeszcze będą czekać?

Koleżanka z pracy – od dawna nie ma faceta, parę lat, chyba 5. Ale od 3 lat ma psa. A na portalach społecznościowych pełno zdjęć: pies śpi, pies je, pies ma nowe łóżeczko, pies jest na spacerze, pies po kąpieli w ręczniczku, selfie z psem, nosz kurwa. Mówi, że chce mieć rodzinę, dzieci, dom, ale jakoś nie wychodzi. No a jak ma wyjść? Jak wszystkie twoje uczucia są skierowane na PSA. Cała uwaga poświęcona PSU. Przecież wychodzisz na wariatkę.

Facet, którego poznałam jakiś czas temu: planował założyć rodzinę, ale laska się wypięła. Byli razem dekadę. Kupił ostatnio zwierzątko. Po tym, jak ta jego była dziewczyna urodziła miesiąc temu dziecko. Ale nie jemu. W ciążę zaszła kilka miesięcy po poznaniu nowego partnera. Klops, trzeba było się wcześniej ogarnąć.

Strach przed odrzuceniem? Porzuceniem? Lęk przed podjęciem ryzyka? Skąd u ludzi w wieku, w którym powinni zakładać rodziny, taka potrzeba lokowania uczuć w zwierzętach?

Samotne kobiety po 30. z kotami i pieskami. Ciężko im będzie znaleźć faceta. Bo:
– faceci w każdym wieku wolą laski przed 30.
– mężczyźni wiedzą, że tym dziewczynom tyka zegar biologiczny i prędzej czy później (ale raczej prędzej) zaczną myśleć o dziecku.
– facet zawsze znajdzie kobietę przed 30., która będzie chciała założyć rodzinę, często przy pomocy stabilnej sytuacji finansowej.

Moja przyjaciółka oddała kota, bo miłość jej życia, którą poznała ma zajebistą alergię. Ciotka mojego byłego chłopaka oddała psa, bo nowy facet nie lubił zwierząt. Znajomi musieli wydać pupila, bo urodziło im się dziecko i był w stosunku do niego agresywny, na dodatek szczekał. Inny znajomy zawiózł psa do rodziców, bo dziewczyna, z którą zamieszkał ma kota i nie bardzo się zwierzątka polubiły.

Psa można oddać rodzicom, bo mają dom z ogródkiem. Rybki spuścić w kiblu. Dla kota na bank znajdzie się jakiś miły domek. Jaszczurkę czy innego węża zaniesiesz do sklepu zoologicznego. Ale z dzieckiem już ciężej.

Samotność, chęć posiadania rodziny i jednoczesny brak odwagi do poczynienia jakiś kroków w tym kierunku, strach przed odpowiedzialnością, podjęciem ryzyka. Strasznie zastraszeni ci ludzie. Pisaliśmy jakiś czas temu, o tym, że dwudziestoparolatków traktuje się obecnie jak nastolatków, a trzydziestoparolatków jak dwudziestolatków. Wszystko fajnie, feel free, wieczna młodość, zabawa, bycie niezależną jednostką, idąca do przodu medycyna, która tę granicę wieku przesuwa. Do czasu. Aż obudzicie się z ręką w nocniku, bo chęć poczucia przynależności i tworzenia własnej przestrzeni, znalezienie sobie miejsca z kimś, z kim zwyczajnie jest wam dobrze prędzej czy później was dopadnie. A wtedy dobry boże nie pomoże, będziecie zwyczajnie ZA STARZY.

Faceci czekają na księżniczkę, która im warkocz rzuci z wieży (serio, to już chyba nie działa odwrotnie). Kobiety mają czas, tu się jeszcze pobawią, tam popracują nad płaskim brzuchem, kto by tam myślał o zakładaniu rodziny, małżeństwach, budowaniu wspólnej przyszłości, a tym bardziej o rozmnażaniu. Koniec końców, ludzie to istoty stadne. Biologia daje się we znaki i choć głośno o tym nie mówicie, nie przyznajecie się przed sobą do swoich pragnień, w końcu nikt nie chce być sam. Stąd te pieski, kotki i inne maskotki. Bo w głębi duszy czujecie, że coś chcielibyście zmienić, ale nie bardzo wiecie, jak się za to zabrać.

To teraz wam powiem, że ani ta księżniczka, ani książę się nie pojawią. Związek czy rodzina to cała masa wyrzeczeń, niezależnie od tego, na jaki ideał traficie. Zawsze pojawią się zgrzyty, nieporozumienia. Większość pewnie do przepracowania, jeśli tylko wykaże się odrobinę chęci. I czy zdecydujecie się na to w wieku 20, 30 czy 40 lat – wystąpią zawsze, mniej będziecie mieć tylko czasu na popełnianie błędów i ewentualną pracę nad nimi.

Kotek, piesek i chomik kiedyś zdechną. Też będzie wam smutno.

Tekst: Laura Skroll

Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook