BEZMYŚLNIK, czyli absurdy konsumpcyjnego świata. Zobacz, czego nie potrzebujesz, żeby żyć szczęśliwie

Witajcie w muzeum konsumpcjonizmu, gdzie każdy eksponat można nie tylko dotknąć, ale i kupić. A nawet trzeba! Tak przynajmniej twierdzą ich producenci, zacierając ręce. Wiedzą, że uda im się sprzedać wodę delfinowi.
.get_the_title().

„Pieniądze są po to, żeby je wydawać” – mówią niektórzy z szelmowskim uśmiechem, przepuszczając lekką ręką zawrotną kwotę na coś zupełnie zbędnego lub niewartego swojej ceny. Są też rzeczy, których zakup byłby tak bezsensowny, że aż trudno uzasadnić to, że w ogóle zostały wyprodukowane. Są namacalnym dowodem na to, że da się nam opchnąć wszystko. Niektóre z tych przedmiotów są po prostu bezużyteczne, inne to pochwała lenistwa. Niektóre są nawet śmieszne i z jajem, ale ich efekt WOW trwa jakieś 3 minuty, a potem lądują na śmietniku. I to jest problem, bo nie chodzi przecież o to, żeby komuś zaglądać do portfela i rozliczać z wydatków.

Ludzkości nie stać na produkcję i posiadania badziewia, które będzie się potem rozkładało latami na wysypisku – i to w najlepszym wypadku, bo może przecież trafić też do lasu czy oceanu.

via GIPHY

Tymczasem lista tego typu rzeczy, które możemy znaleźć w sklepach jest długa i wciąż się rozrasta. Oto kilka naszych typów.

1. Etui na telefon z kobiecą ręką

FOt. Rakuten.co.jp

Są takie sklepy, gdzie od dawna sprzedaje się repliki ludzkich – nomen omen – członków. Tam przynajmniej sprawa jest jasna – co, na co i dla kogo.

Tymczasem naszym oczom ukazuje się obudowa na telefon z imitacją ludzkiej dłoni i w tym wypadku nie potrafimy już znaleźć odpowiedzi na żadne z tych pytań.

Fot. Rakuten.co.jp
Fot. Rakuten.co.jp
Fot. Rakuten.co.jp

Etui wykonane zostało z dużą pieczołowitością i oddaje wszystkie niezbędne detale. Producent, japońska firma Hamee, deklaruje, że model powstał na podstawie prawdziwej, kobiecej dłoni. Coś dziwnego jest więc tu na rzeczy.

A że obudowa nazywa się Nami’s hand”, czyli „ręka dziewczyny imieniem Nami”, czujemy że powinniśmy zgłosić sprawę do prokuratury.

Fot. Rakuten.co.jp
Fot. Rakuten.co.jp

Jakoś nie kupujemy reklam produktu zapewniających, że etui świetnie się sprawdzi w przypadku związków na odległość lub gdy chcemy mieć w naszym telefonie „wirtualnego towarzysza”.

Hannibal Lecter alert jak nic!

Kosztuje ok. 350 złotych.

2. Słomki od Diora

Fot. Dior.com

Niby „tyle coś jest warte, ile jesteśmy w stanie za to zapłacić”, ale halo!

Wywaliło nam właśnie skalę na mierniku absurdu.

Jako że tematy związane z ekologią są nam bliskie, to czujemy, że Dior w tym momencie pojechał po bandzie. Od każdego, kto zdecyduje się na ten zakup, żądamy konsekwencji – następne na liście powinny się znaleźć wysadzany diamentami kompostownik i papier toaletowy wielorazowego użytku – może być nawet jedwabny i wyszywany kryształkami Svarowskiego.

Fot. Dior.com

Dior trochę się spóźnił z tymi słomkami. Rezygnacja z tych plastikowych jest dobrą zmianą, ale po pierwsze – nie wiąże się z żadnym poświęceniem, bo są setki ekologicznych zamienników, a to tego można przecież pić po prostu z gwinta! Temat słomek powoli staje się memem – są w końcu osoby, w przypadku których jedynym wyrzeczeniem dla klimatu było właśnie zrezygnowanie ze słomek i picie prosto ze szklanki. Tak, nawet takie małe kroczki się liczą, ale żeby gdzieś dojść, nie można wykonać tylko jednego!

Cena to około 580 złotych.

3. Mayochup

Fot. Kraft Heinz

„Ojej, uwielbiam majonez i kocham ketchup! Zawsze marzyłem/am, żeby nie musieć dokonywać wyboru i móc pałaszować jedno i drugie naraz!” – powiedział… nikt. Nigdy. Nie to, żeby z tym połączeniem było coś nie tak, ale każdy może to przecież przygotować samodzielnie w domu. A jeśli faktycznie uwielbiacie i majonez i ketchup, to idziemy o zakład, że składniki na ten sos macie w lodówce.

Niestety mamy poczucie, że to i tak się sprzeda. Że kiedyś chcieliście iść na sushi, a mama wam powiedziała, że zrobi wam takie w domu, albo i lepsze. A potem dostaliście gołąbki. I teraz kompletnie nie wierzycie, że w domu zjecie to samo.

Plus wyobraźcie sobie, że zapraszacie znajomych na kolację i wołacie z kuchni: „A do tych parówek chcecie majonez, ketchup czy Mayochup?”. To dość kusząca wizja!

Cena to ok. 26 złotych.

4. Wytatuowane wdzianko dla twojego kota

Fot. SimplySphynx via Etsy.com

Niektórzy lubią przebieranki. I okej – każdemu jego porno. Kotów jednak w to nie mieszajmy! Bo niby czemu mielibyśmy je przebierać? Żeby się prezentowały lepiej?

Bądźmy szczerzy – nawet zwykły śmietnikowiec po całonocnym czołganiu się po krzaczorach z jakąś słodką kotką czy kociakiem, zdobyłby z marszu na insta więcej lajków, niż my przy misternie wybieranym selfie przepuszczonym przez setki filtrów.

Taka już ich natura.

Fot. SimplySphynx via Etsy.com
Fot. SimplySphynx via Etsy.com
Fot. SimplySphynx via Etsy.com

Ich naturą jest też latanie na golasa.

Jeśli komuś to przeszkadza, to niech sobie może założy to wdzianko na głowę, żeby nie musiał oglądać tych bezeceństw.

Koszt wdzianek to ok. 190 złotych.

5. Kieliszek o pojemności całej butelki prosecco

Fot. CoolStuff.com

Prosecco parę lat temu stało się bardzo popularnym trunkiem – do tego stopnia, że właściwie można powiedzieć, że to nie alkohol, to stan umysłu. Ilość koronowanych głów w każdym państwie diametralnie wzrosła przez wysyp prosecco princesses. Proporcjonalnie wzrosła też ilość bolących głów – to już od kaca po bąbelkach, które są wyjątkowo zdradliwe.

Gdybyśmy jednak mieli jakiś problem z alkoholowym samozniszczeniem, możemy się wspomóc kieliszkiem, w którym zmieści się cała butelka.

via GIPHY

Nie dość, że jest szansa, że opróżnimy cały, skoro już jest nalany, a gdzieś po drodze zostanie przekroczona granica sfery naszego instynktu samozachowawczego, to jeszcze pewnie będziemy chcieli pić nieco szybciej, zanim nam uciekną wszystkie bąble, a trunek nabierze temperatury grzańca.

Fot. CoolStuff.com

Najgorsze jest to, że przecież ten kieliszek jest jak szklana kula, z której możesz wyczytać przyszłość i dokładnie wiesz, co cię czeka.

Ale damy sobie marketingowo wkręcić, że to konieczne insygnium bąbelkowej księżniczki czy księcia. Tymczasem chyba już lepiej zostać zwykłym, ale prawdziwym browarowym ziomkem.

Cena to ok. 95 złotych.

6. Widelec, który sam nawija spaghetti

Fot. Hammacher.com

Jedzenie spaghetti nie zawsze przebiega w wielce elegancki sposób, co nie zmienia faktu, że na pierwszej randce polecalibyśmy zamówić właśnie to danie. Najlepiej na spółę.

A jeśli nie wiecie czemu, przypomnijcie sobie kultową scenę z „Zakochanego kundla”.

via GIPHY

Makaron to zwykle kwintesencja comfort food i choć akrobacje z łyżką i widelcem nad talerzem mogą być mniej komfortowe, to taka gimnastyka dla palców i nadgarstków zdecydowanie się przyda.

Będzie miłą odmianą od wiecznego scrollowania!

Widelec kosztuje ok. 117 złotych.

7. Wyrzutnia kasy

Fot. UrbanOutfitters.com

Jeśli posiadasz już którąś z przedstawionych powyżej rzeczy, to pewnie znaczy, że masz też to urządzenie i to na prawdziwe pieniądze.

Fot. UrbanOutfitters.com

W tym wypadku mamy do czynienia z gadżetem, który jest z definicji absurdalny i stworzony dla żartu. Z drugiej strony trudno nam sobie wyobrazić przedmiot, który lepiej podsumowuje temat i oddaje ducha konsumpcjonizmu. Z taką maszynką można nakręcić boomerang na insta, który godny byłby Oscara, gdyby Akademia miała taką kategorię (to pewnie kwestia czasu).

Jeśli jednak kręcą was takie akcje, to proponujemy wziąć wiatrak, który pewnie już macie w domu, plik banknotów o dużym nominale i zrobić taki mały performance pod naszą redakcją. Zapraszamy!

Zdjęcia główne (od lewej): Hemee via Rekuten.co.jp, Urbanoutfitters.com, SilmpySphynx via Etsy.com
Tekst: Kinga Dembińska

Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook