5 przypałowych rzeczy, których nie chcemy oglądać na Instagramie cz. 2

Instagram już dawno przestał być jedynie aplikacją do dzielenia się zdjęciami. Stał się również maszynką do robienia pieniędzy, wybiegiem dla ekshibicjonistów, a nawet stanem umysłu.
.get_the_title().

Już kiedyś pisaliśmy o tym, co nas wkurza na Instagramie (sprawdźcie tutaj). Nie planowaliśmy wtedy części drugiej, ale najwyraźniej aplikacja potraktowała nasz pierwszy tekst jako wyzwanie. Dlatego też mamy dla was 5 kolejnych punktów. Tym razem zagrożenie czai się wszędzie – na kontach prywatnych, celebrytów, influencerów i dużych marek.

1. Social Media Ninja aka detektyw Rutkowski

via GIPHY

Pierwsze wkurzające zjawisko związane jest najczęściej z markami, które stawiają dopiero pierwsze kroki w social mediach i decydują się przeznaczyć na te działania jakiś budżet. A budżet to słowo-klucz, który sprawia, że żarty się kończą, a wjeżdża Excel, wyniki i targety.

Pomysł, żeby płacić komuś za siedzenie na Insta wydaje się dyrektorom finansowym niedorzeczny, dolepia się więc te obowiązki komuś z podwładnych, ewentualnie zatrudnia social-mediowego stażystę.

Ten nie bardzo wie, co ma robić, ale żeby było, że robi cokolwiek, stawia na aktywność.

Mamy tu na myśli ten rodzaj hiperaktywności, kiedy próby angażowania obserwatorów do interakcji na danym koncie mogą skończyć się zbiorowymi pozwami i zakazem zbliżania się do nich w przyszłości.

Po naszym niewinnym komentarzu typu „świetny produkt, 3/10”, social media ninja wkracza do akcji i nie bierze jeńców!

Musi pociągnąć temat, więc chce wiedzieć wszystko: czy używasz go, kiedy jesteś sam, czy raczej przy ludziach, które to już opakowanie – możesz się pomylić o 234 sztuki, czy gdybyś był kotem a ziemia była płaska, zrzuciłbyś go z jej powierzchni czy oszczędził? Spirala pytań się nakręca i nagle żałujemy, że się wypowiedzieliśmy, założyliśmy Instagrama, czy że się w ogóle urodziliśmy. Dzięki!

via GIPHY

2. Unboxing, którego końca nie widać

Człowiek to z natury ciekawskie stworzenie. Lubimy zaglądać ludziom w różne miejsca. W tym również do pudełek, które dostają – paczek z zakupami czy przesyłek PR-owych. Zdaje się, że niektórzy są wręcz fetyszystami tego napięcia związanego z odkrywaniem przed widzami pewnej tajemnicy. My też chętnie oglądamy na Instagramie unboxingi. Mamy jednak małą uwagą do osób, które się nimi zajmują.

Długą grę wstępną zarezerwujcie na inne sfery życia, a tu – na litość boską! – odpakujcie to nieszczęsne pudełko przed rozpoczęciem nagrywania!

Obserwowanie jak 15 minut szamoczecie się z taśmą, folią i kartonem to strata naszego czasu.

W sieci czeka na nas tyle filmików z kotami do obejrzenia, że nie możemy utknąć na waszym koncie na tak długo. Jeśli więc widzicie, że przyszła paczka, której otwarcie wymaga użycia nożyczek, młota pneumatycznego, sekatora lub obecności sapera – najpierw ją rozpieczętujcie, a potem wciśnijcie start.

via GIPHY

3. Boty musza odejść!

via GIPHY

To temat-rzeka. Jakimś cudem nie jesteście w temacie i nadal myślicie, że bardzo przystojny aktor z L.A. rzeczywiście uważa, że wasze zdjęcie kanapki z pasztetem i ogórkiem konserwowym jest fabulous i śle zza oceanu moc całusów? Musimy rozwiać wasze marzenia o zielonej karcie. Rzućcie tylko okiem na eksperyment Warszawiaka z Warszawy.

Choć miło jest czytać pod swoimi – umówmy się – kiepawymi fotami pochwały, zwłaszcza ludzi z celebryckiego świata, to nie gódźmy się na taką ściemę.

Lepiej załóżcie Instagrama swojej mamie – ona będzie lajkować wszystko, za darmo i z prawdziwym zachwytem.

My tymczasem widząc komentarz „Piękny profil, zapraszam do mnie!”, korzystamy z zaproszenia tylko po to, żeby zablokować tam tego użytkownika na zawsze.

via GIPHY

4. Relacje z imprez, czyli co ja paczę

Tu już nie chodzi nawet o alkohol. Komu po pijaku udało się nie zapomnieć o pierwszej regule posiadacza smartfonu, czyli „piłeś – nie publikuj”, niech pierwszy odfollowuje!

Po prostu jeśli jesteś na koncercie i chcesz się podzielić relacją, upewnij się, że nie rejestrujesz tyłu głowy kolesia stojącego przed tobą i komentarza koleżanki, która właśnie wróciła z toalety i uprzedza cię, żebyś nie korzystała z drugiej kabiny po prawej, opisując ze szczegółami, co tam widziała.

Jeśli jest to impreza tańczona – pamiętaj, że wielu osobom hasło „tańcz, jakby nikt nie patrzył!” mogło wejść za mocno, więc uszanuj ich prywatność i nie kręć z tego stories.

via GIPHY

I ostatni przypadek – zakrapiane kolacje influencerów. Chyba wszyscy trochę zazdrościmy im takiej ilości darmowej szamy z popitką, musieliśmy się więc do tego przyczepić. I poprosić o wyjaśnienie jednej sprawy. Wiemy, co jecie każdego dnia, w jakiej pidżamie śpicie i że wasz kot ma od trzech dni rewolucje żołądkowe.

Mimo to relacje z tego typu imprez wyglądają tak, że osoba nagrywająca po kolei wykrzykuje imiona swoich koleżanek i kolegów „po fachu”, a ci uciekają przed obiektywem, zasłaniają się serwetką lub koleżanką.

Niech ktoś zatrzyma tę karuzelę nagłego zawstydzenia!

5. Selfie spam

Myśleliśmy, że moda na wrzucanie hurtowych ilości selfie minie, ale niestety jest to epidemia, która tylko przybiera coraz to nowe filtry. Zresztą według wielu badaczy robienie i upublicznianie przeogromnej ilości autoportretów świadczy o zaburzeniach psychicznych. To jednak śliski temat plus już za dzieciaka, dzięki słowom popularnej piosenki, dowiedzieliśmy się jednej zasadniczej prawdy o ludziach – „każdy ma jakiegoś bzika, każdy jakieś hobby ma”.

Jeśli już jakiś wewnętrzny imperatyw sprawia, że musisz kompulsywnie trzepać selfiaki i umieszczać na Instagramie, to bądź kreatywny! Wiemy, że wszystkie poradniki typu „Jak wyjść dobrze na zdjęciu” polecają opanowanie mimiki twarzy przed lustrem i ustalenia, który profil mamy lepszy i z jaką miną wyglądamy dobrze. Ale uwaga! Pamiętajcie, że to może być więcej niż jedna mina!

Namawiamy do eksplorowania możliwości swojej twarzy i ćwiczenia różnych jej mięśni. Nie tylko dzióbek, nie tylko pół-uśmiech.

Podrzucamy też kilka bardziej pomysłowych selfie.

I pamiętajcie, nie zapomnijcie zaobserwować naszego konta na Instagramie!

Zdjęcia główne: serial „The Office”
Tekst: Kinga Dembińska

Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook