startup

Pole Na Stole - czyli zrób zakupy od lokalnych producentów przez Internet

Rzucił pracę w korporacji i ruszył ze swoim biznesem. Andrzej Basiukiewicz, współzałożyciel platformy Pole Na Stole, zdradza swój przepis na dobrze zaplanowany startup.

F5: Co to za biznes?
Andrzej Basiukiewicz: Pole Na Stole to internetowa platforma, na której można kupić lokalne produkty spożywcze od kilkudziesięciu małych dostawców. Miejsce, w którym produkty mają apetyczne zdjęcia, ich pochodzenie jest znane, a skład jest dobrze widoczny i pozbawiony zbędnych konserwantów. Dostawcy nie są anonimowi, o każdym można przeczytać informację i bliżej go poznać. Chcemy sprawić, żeby odkrywanie smaków od niewielkich, lokalnych producentów było przyjemne i bezproblemowe.

Skąd pomysł? Co was zainspirowało?
Jak to najczęściej w życiu bywa - z potrzeby. W pewien wiosenny weekend jeździliśmy rowerem po mieście i wpadliśmy na targ z jedzeniem. Wypiliśmy kawę, coś zjedliśmy. Od pewnego czasu lubiliśmy próbować nowych smaków na targach, zawsze interesowały nas też nowe knajpy. Można powiedzieć, że byliśmy takimi 'foodie' (modne ostatnio słowo). Pijąc tę kawę na targu, zorientowaliśmy się, że dobre, lokalne produkty najczęściej nam bardzo smakują, ale kupujemy je tylko od czasu do czasu, bo najzwyczajniej w świecie nie mamy gdzie tego zrobić. Po wstępnym researchu zobaczyliśmy, że takiego miejsca nie ma w polskim Internecie - mieliśmy na myśli platformę internetową, gdzie zakupy robi się przyjemnie, produkty są dobrze wystawione, a dostawcy opisani. Ponieważ własny biznes był naszym marzeniem już od kilku lat, zakasaliśmy rękawy i przystąpiliśmy do pracy.

pole

Do kogo chcecie trafiać?
Naszymi klientami są głównie ludzie z dużych miast, w dość różnym przedziale wiekowym, (od 20. do nawet 60. lat). Zwracają uwagę na to, co jedzą, są ciekawi nowych smaków, chcą być świadomi pochodzenia spożywanej przez nich ich żywności. Traktują jedzenie jako przyjemność i mają wysokie wymagania odnośnie spożywanych produktów. Często są znudzeni półkami w supermarketach, które są przepełnione tymi samymi towarami. Abstrahując od preferencji smakowych, klienci Pole Na Stole lubią swój kraj i chcą wspierać lokalnych przedsiębiorców.

Co jest w tym innowacyjnego?
Innowacyjnie podchodzimy do całego konceptu sprzedaży lokalnego jedzenia przez Internet, który w Polsce dopiero raczkuje. Pozwalamy dotrzeć do niszowych produktów, bo próżno szukać ich na zwykłych półkach sklepowych w supermarketach. Zapewniamy łatwy dostęp, wychodzimy tam, gdzie są nowocześni klienci, czyli do sieci. I chcemy to robić po prostu solidnie. Mimo że wszyscy nasi dostawcy mają swoje zdjęcia produktów, uznaliśmy, że to nas nie zadowala – każde zdjęcie jest w innym stylu, inaczej pokazuje produkt. Dlatego wszystkie 200 zdjęć produktów, które są w startowej ofercie Pole Na Stole, zrobiliśmy sami od podstaw. Podobnie podchodziliśmy do estetyki strony i przystępności 'klikania' – za każdym razem zadawaliśmy sobie pytanie, czy dany element musi być na naszej platformie. Jeżeli okazał się zbędny, to go usuwaliśmy, tak, żeby klient mógł zrobić zakupy przy jak najmniejszej ilości kroków. Nie ma co się oszukiwać, coraz częściej z Internetu korzystamy na tych małych ekranach telefonów, więc Pole Na Stole musi wyglądać dobrze na komórce.

pole

Jak przebiegała realizacja?
Po analizie rynku podobnych rozwiązań w Polsce i za granicą przystąpiliśmy do realizacji. Od samego początku mocno postawiliśmy na produkt i pozyskiwanie solidnych dostawców. Wiedzieliśmy, że smaku nie da się poczuć przez internet, więc ruszyliśmy w drogę. Przez kilka weekendów odwiedziliśmy producentów oraz targi żywności w najbardziej płodnych rolniczo rejonach Polski.

Dostawcy sprzedający w Pole Na Stole są starannie wyselekcjonowani, ponieważ muszą być na tyle mali, żeby nadal wytwarzać swoje produkty ręcznie, rzemieślniczymi metodami, a jednocześnie na tyle duzi, żeby produkcja była profesjonalna, spełniała wysokie standardy jakości, była powtarzalna, a przede wszystkim, żeby produkty były smaczne!

Po przejrzeniu ofert i przetestowaniu produktów od ponad 100 dostawców ostatecznie wybraliśmy 20, których wyroby są obecnie dostępne. Oczywiście będziemy ciągle dodawać nowych producentów. Kilku kolejnych dołączy do Pole Na Stole w najbliższych tygodniach. Przeszliśmy także przez inne etapy tworzenia biznesu, czyli napisanie planu finansowego, określenie charakteru marki, zaprojektowanie materiałów graficznych czy wymyślenie nazwy - to zajęło nam 3 miesiące. W międzyczasie wzięliśmy udział w ogólnopolskim konkursie na e-biznesplany, organizowanym przez jeden z funduszy venture capital. Po trzech etapach wygraliśmy konkurs, w tym nagrodę główną, czyli finansowanie naszego pomysłu. Ostatecznie uznaliśmy jednak, że - przynajmniej na razie - chcemy budować Pole Na Stole w 100 proc. zgodnie z naszą wizją i wyłożyliśmy własne oszczędności, rezygnując z finansowania zewnętrznego.

Jak widzicie swój biznes za 5 lat?
Planujemy rosnąć w Polsce i stworzyć silną markę, która będzie pierwszym skojarzeniem, gdy klient pomyśli: 'lokalne jedzenie'. Podobnie jak IKEA = łatwo dostępne i dobrze zaprojektowane meble, chcemy, żeby Pole Na Stole = unikalne, 'rzemieślniczo' wytworzone rarytasy do jedzenia. Chcemy organizować targi żywności dla naszych dostawców pod szyldem marki Pole Na Stole - tak, aby świetne produkty stawały się jeszcze łatwiej dostępne i rozpoznawalne. Być może otworzymy także sklepy stacjonarne? Chcemy również pomagać naszym dostawcom w lepszym docieraniu do klientów, w dystrybucji ich produktów, a także w konstruowaniu oferty, marketingu, brandingu. Coś, czego nikt wcześniej nie robił, bo się to nie opłaca, bo często lokalni producenci są za mali. My jesteśmy innego zdania – pomóż teraz komuś małemu, żeby w przyszłości stał się wielki! Na pewno planujemy wyjście poza Polskę, do innych krajów europejskich. Nasz kraj ma genialne tradycje kulinarne, możemy być z tego dumni. Za 5 lat chcielibyśmy być obecni w co najmniej 5 krajach Europy. Planujemy też poszerzać portfolio produktowe o np. sprzęt do kuchni, naturalne kosmetyki...

Jak się promujecie?
Zaczęliśmy od standardowej poczty pantoflowej, zarażenia naszych znajomych pomysłem – mieszczuchy takie jak my od razu poczuły, że jest to coś, czego im brakowało. Dalej zamierzamy komunikować się przez media społecznościowe, ale nie tylko Facebook, ale także miejsca, gdzie jakość dobrych zdjęć jest doceniana, w tym przede wszystkim na Pinterest i Instagram. Pragniemy zarazić naszą pasją także osoby związane ze światem jedzenia – kucharzy, blogerów kulinarnych, restauratorów. Chcemy też wyjść do prawdziwego świata, więc obecność na targach z żywnością będzie nieodzownym elementem naszej promocji. W skrócie: chcemy być tam, gdzie są nasi klienci.

Startujesz z biznesem i chcesz o nim opowiedzieć? Pisz na adres:

pole