kultura

5 miejsc w Warszawie, w których znajdziecie 'najmodniej' ubranych ludzi

Okazuje się, że subkultury nie zniknęły z polskich ulic wraz z przemianą ustrojową. Charakterystyczne zachowania i ubiór to nieodłączne cechy grup społecznych, które odwiedzają m.in. popularne warszawskie miejscówki. Paweł Zmitrowicz, autor bloga Just Little Disaster, postanowił pochylić się nad tym tematem i opisał typy ludzi, którzy odwiedzają najmodniejsze miejsca w stolicy.

Już na początku lat 80. wygląd warszawskich przechodniów rozpoczął swój proces różnicowania. Podział nie obejmował już tylko liczby bonów towarowych, skrzętnie skrywanych w skarpecie, ale przynależność do konkretnej grupy. Masowy wysyp subkultur znacząco przyczynił się do urozmaicenia ulic stolicy. Z czasem można było sporządzić swego rodzaju mapę modowych dystryktów Warszawy. Podwinięte nogawki, glany i irokezy na głowie łatwo było spotkać w 'Bemowskim królestwie punków', z kolei okolice stadionu i głębokiej Pragi wręcz tonęły w 'ciężkich butach, zimnych twarzach, zimnych oczach, pewnych krokach, łysych głowach i tatuażach' rodem z hitów zespołu Legion. Jak dzisiaj noszą się ludzie odwiedzający popularne miejscówki? Oto zestawienie 5 najmodniejszych miejsc w Warszawie.

1. The View

Last night ???? #theviewwarsaw #rooftop #party #warsaw

Post udostępniony przez The View Warsaw (@theviewwarsaw)

Ekskluzywny klub na dachu jednego z najwyższych, architektonicznych reprezentantów tętniącego życiem Śródmieścia co weekend zrzesza najwierniejszych wyznawców luksusu. Już po przedarciu się przez labirynt Mercedesów, Porsche i nieco mniej odzianych w splendor taksówek dostrzec możemy morze wysokich, bo ponad dziesięciocentymetrowych szpilek opatrzonych w loga projektantów światowej klasy, niekiedy z literówkami w nazwie, kroczące dostojnym krokiem w nieco krzywej linii prostej, dostawiając swoje cudeńka jedna za drugą w rytm strzelających korków spienionego Moeta.

Czerwony dywan wyznacza drogę do wypełnionych lustrami wind, w których świetnie prezentują się ucięte w 1/3, ściśle przylegające do ciała sukienki, podkreślające to, co natura dała w wydaniu nieco ulepszonym przez speców z Racławickiej.

Cekiny odbijające światło niczym najlepsze blendy, jakby oset wyrywają kolejno splątane weń w wirze tańca, pojedyncze, blond kosmyki idealnie zakonserwowanych taflą lakieru fal.

Wijące się między barem a parkietem panie cieszą oko eleganckich mężczyzn, w podobnie jak one opiętych, taliowanych koszulach ze spoglądającym w prawo orłem na piersi.

Kuszących złotym zegarkiem, potupujących lakierowanymi przed wyjściem mokasynami. Niekiedy w tłumie dostrzec można również przemykające, niemalże nienaganne sylwetki prosto z szanghajskich wybiegów, okryte czarną bluzką typu t-shirt wpuszczoną w przylegające niby druga skóra rurki, bujające się z drinkiem w ręku, podśpiewujące najnowszy hit Rihanny.

2. Charlotte

Śniadanie czas start! #charlotte_bistro #zdjecie @_sweetie_m_ #croissant #bajgle #whitechocolte

Post udostępniony przez Charlotte Bistro (@charlotte_bistro)

Tytuł niegdyś bestsellerowej książki Anne Berest 'How to be Parisian wherever you are' najtrafniej określa ludzi przychodzących do popularnej sieci restauracji.

Już od wczesnych godzin porannych, wygłodniali polscy Paryżanie zasiadają przy biało-marmurowych, okrągłych stolikach, trochę jakby w piosence Ireny Jarockiej, tylko po francusku.

Grają w twistera nad swoim talerzem, by wzbogacić instagramową siatkę o zdjęcie kolejnego, idealnie wypieczonego, złocistego croissanta, muśniętego domową konfiturą we wdzięcznym słoiczku. Po około połowie godziny przedśniadaniowej rozgrzewki, przyodziane w czarny starter pack typowej tumblr girl dziewczyny, zasiadają wreszcie do obróbki, w swoich czarnych rurkach z wysokim stanem, zarzucając czarnym Roshe, zmęczone, wyczerpane, podduszone lekko czarnym ażurowym chokerem, za to z telefonem pełnym materiału. Skrzętnie go selekcjonują w poszukiwaniu odpowiedniego kadru, światła, ustawienia..

Zgarniając włosy ze zroszonego potem czoła w niedbały koczek typu messy bun, kończą nakładać kolejną warstwę F2 w VSCO CAM.

Miedzy skupionymi na swojej ciężkiej pracy InstaGirls, dostrzeżemy pretendentki do tego miana, błądzące wzrokiem po karcie w poszukiwaniu czegoś co brzmi podobnie do opisów obrazów wyświetlanych pod hashtagiem #charlotte. Dumnie reprezentują wartości płynące z nadrukowanych na niewyprasowane t-shirty z wątpliwej jakości bawełny haseł: 'Teraz albo nigdy' czy 'Najlepsze przyjaciółki na zawsze' – tyle, że po angielsku, bo brzmi lepiej – patrząc na doświadczone koleżanki, inspirując się ich oryginalną twórczością.

3. Pawilony na Nowym Świecie

Niegdyś dumnie wzniesione sklepy i warsztaty rzemieślników lat 70., tworzące pierwszą, pozbawioną kościelnych wpływów jurydykę, dziś dumnie służą nieumiarkowaniu w jedzeniu i piciu studentom i wschodnim turystom. Przekształcone z biegiem czasu przez potomków majstrów budynki cieszą tanią wódką i swojskim klimatem. Styrani nauką i studenckimi powinnościami reprezentanci warszawskiej młodzieży, w kraciastych niczym symbol Burberry, wygniecionych koszulach, dziarskim krokiem przemierzają pełne obcokrajowców knajpki i sklepiki Nowego Światu, by przy akompaniamencie fałszujących, wyśpiewujących kolejne zwrotki 'przez twe oczy zielone' w szerokich sztruksach i spranym polo, brzuchatych fanów Zenka Martyniuka, napić się wyczekiwanego przez cały tydzień szota za jedynie 4 złote.

Turyści zaś z jednej wazy spijać mogą polską kulturę małomiasteczkową reprezentowana przez wszystkich samozwańczych warszawiaków z każdego zakątka kraju. Na powierzchni kilku tysięcy metrów kwadratowych imprezowicze wybierają miedzy około trzydziestoma przytulnie klaustrofobicznymi pubami, tak podobnymi w swojej różnorodności, że po n-tym piwie zakłopotani, przyszli przedstawiciele polskiej inteligencji, gubią się w łączeniu wątków, jakby wspominając oralne egzaminy dojrzałości.

4. Smolna

Zagłębie warszawskiej technokultury, skryte w pobliży pawilonów, jednakże kompletnie ich nie przypominające. Owiane rąbkiem tajemnicy, odgania, a jednocześnie wabi Millenialsów, którzy zmuszeni zaklejonym obiektywem aparatu swojego najnowszego smartfona otwierają oczy, przypominając sobie świat pozbawiony szklanego filtra.

Surowe, piwniczne wnętrze wypełnione jest ortalionami wszelakiej maści, od najnowszych Championów, zakupionych za tłuste pliki banknotów w Vitkacu, po tradycyjne trzy paski – w każdym odcieniu tęczy, warte kilka monet z pobliskiego lumpeksu, wygrzebane na dwie godziny przed imprezą.

Line-up tworzą rezydenci najbardziej rozchwytywanych i niedostępnych berlińskich klubów i choć do Berghain wciąż daleko, to wyznawcy wschodnich wpływów Goshy Rubczynskyiego, z równiutko przyciosaną grzywką, tłumnie ustawiają się w kolejkach przed budynkiem. Podrygując w oparach tytoniu i alkoholu, pośród upojonych nie tylko etanolem ludzi o poszerzonych chwilowo połączeniach nerwowych, dostrzec można także licznych sneakerheadów w unikalnych kicksach wartych zarwania kilku nocy, by koczując w kolejce przed obuwniczym, niczym bezdomni na centralnym, dostąpić zaszczytu wydania najniższej krajowej na pare butów.

5. Miłość Kredytowa

#club #mood #fridaynight #party #warszawa

Post udostępniony przez Miłość X Patio Kredytowa9 (@milosc_k9)

Umiejscowione między kamienicami Goldsteina patio, niegdyś stanowiące kulturalne kino plenerowe i miejsce spotkań warszawiaków, trzy lata temu otrzymało tchnienie, kolorowego niczym szoty spożywane przez młode hipsterki, wiatru muzyki alternatywnej – jak to piszą właściciele.

Pełnia zieleni owitej świątecznymi lampeczkami rodem z balu licealnego w High School Musical, i osób reprezentujących równie zbliżony do obsady przedział wiekowy, wprawia nas w iście Disneyowski nastrój. Pośród czarnych torebek Korsa ustawionych gęsiego przy barze, należących do przedstawicielek 'młodzieży' niezależnej, wyposażonej w złote karty nowoczesnych rodziców, przebłyskują czerwone jak krew z sagi 'Zmierzch' truskawkowe drinki.

Niekiedy pod nogami przemknie nam jakaś rolka, deska czy innego typu longboard, prowadzone przez chudą nóżkę przytwierdzoną do czarnych Vansów. Każda potańcówka prowadzona jest często przez kręcących talerzami Villeroy and Bosch 'DJ-ów' wprawiających młode ciała w chocholi taniec. Nie brak tam również, prawdziwych fashion killers, którzy w outfitach odwzorowanych z mediolańskich wybiegów za przykładem projektantów z Zary, przemierzają drogę od stolika do baru, ciesząc podkrążone oczy skejtów i hipsterów.

tekst: Paweł Zmitrowicz, autor bloga Just Little Disaster

  • kupprenumerata