kultura

Krytyka 'muralozy' jest moim zdaniem nieuzasadniona

Czy w polskich miastach jest wciąż za mało sztuki? O inicjatywach artystycznych w przestrzeni miejskiej rozmawiamy z z założycielką fundacji Urban Forms – Teresą Latuszewską-Syrdą.

F5: Jak Pani zdaniem wyglądałyby miasta, gdyby kompletnie pozbawić je sztuki?

Teresa Latuszewska-Syrda: W polskich miastach jest mało sztuki. Pytanie należałoby raczej postawić: jak wyglądałyby polskie miasta, gdyby do nich wprowadzić sztukę. Jeśli zgodzimy się, że jedną z jej funkcji jest wytrącanie z codziennej rutyny i uruchamianie emocji, to miasta pozbawione sztuki w przestrzeni publicznej, egalitarnej – a nie dla garstki utalentowanych czy uprzywilejowanych – wzmagałyby poczucie pustki i osamotnienia.

Ale jednak możemy znaleźć sztukę na polskich ulicach?

Tak, mimo że polskim miastom dojmująco jej brakuje – np. prawie w ogóle nie ma na nich rzeźby. Dlatego wszelkie inicjatywy artystyczne w przestrzeni publicznej są tak ważne. Murale wypełniają tę lukę, odpowiadają na potrzebę umieszczania sztuki w przestrzeni publicznej. Zatem wszelka krytyka tzw. 'muralozy' jest moim zdaniem nieuzasadniona. Bo jeśli nie murale, to co?

W jaki sposób oddziałują na mieszkańców wszelkie publiczne inicjatywy artystyczne?

Aktywizują na wielu poziomach i obszarach. Czasami jest to jawny sprzeciw i niezgoda, kiedy indziej uruchamiają się postawy odpowiedzialności za wspólną przestrzeń. Przykładem są chociażby murale, które stanowią dla mieszkańców punkty orientacyjne w mieście, miejsca spotkań, wprowadzają kolor, upiększają, skłaniają do refleksji i analizy rzeczywistości czy w końcu są sztuką w zasięgu ręki. Ale też integrują i identyfikują z najbliższym otoczeniem, budują poczucie dumy z 'bycia stąd', stymulują do dbałości o przestrzeń na zewnątrz.

Jakie znaczenie ma aspekt ulotności, czasowości w przypadku niektórych projektów (happeningi, akcje, murale)?

Pokazuje, że miasto jest w ciągłej przemianie; w cyklu, w którym coś pojawia się, coś ginie; zostaje w pamięci lub jest z niej wymazywane. Ta efemeryczna sztuka pozwala lepiej zrozumieć rzeczywistość.

Łódź, autor: Eduardo Kobra Łódź, autor: Eduardo Kobra

Jakie projekty kulturalne są realizowane w ramach Pani fundacji Urban Forms, która już od 8 lat działa na terenie Łodzi?

Zaczęliśmy od Galerii Urban Forms, czyli umieszczaniu murali na ścianach kamienic w centrum miasta. Murale to szalenie spektakularne działania, w krótkim czasie sprawiły, że nasza aktywność stała się widoczna i akceptowana. Dzięki temu mogliśmy wejść głębiej 'w miasto', skupić się na aktywizowaniu mieszkańców z wykorzystaniem narzędzia, jakim jest sztuka. Dziś realizujemy wiele projektów artystycznych w oparciu o sztukę miejską, ale też prowadzimy działalność edukacyjną, badawczą i wydawniczą. Organizujemy pełen rozmachu festiwal sztuki miejskiej i skromne projekty skierowane do lokalnej społeczności, wycieczki szlakiem murali i międzynarodowe konferencje naukowe.

Jakich kulturalnych inicjatyw najbardziej potrzebują polskie miasta?

Wszelkich! W XXI wieku nastąpiła marginalizacja sztuk wizualnych we współczesnej kulturze masowej, zdominowanej przez Internet czy telewizję.

Dlatego każda inicjatywa artystyczna, która skłoni do wyjścia z domu i spędzenia czasu wspólnie z obcymi sobie ludźmi, jest bezcenna.

Oczywiście, z uwagi na fakt, że przestrzeń publiczna jest dla wszystkich użytkowników, sztuka w niej umieszczana powinna być najwyższej jakości. Ale zamiast oceniać, czy coś jest dobre, czy złe, czy jest sztuką, czy też nie, zobaczmy, jak działa to na ludzi, czy coś zmienia w ich życiu. W tym kontekście najbardziej pożądane inicjatywy artystyczne w mieście to takie, które są egalitarne: ogólnodostępne i bezpłatne.

Podobne inicjatywy mogą być także wspierane nie tylko przez miasto i fundacje. Ponownie została Pani jurorem w programie LECHSTARTER, w tym roku jest Pani odpowiedzialna za wybranie najlepszego projektu w kategorii 'Miejskie akcje i kooperacje'. Na jakiego rodzaju projekty czekała Pani najbardziej?

Czekałam na projekty odpowiadające na określoną potrzebę lub ją wytwarzające; projekty pokazujące zakorzenienie inicjatorów w 'małej ojczyźnie', ale też ich szersze spojrzenie i odwagę w planowaniu.

I nie zawiodłam się – takich projektów było wiele!

Co było najbardziej interesujące w zeszłorocznej edycji programu LECHSTARTER?

W pierwszym roku programu LECHSTARTER były właściwie same niewiadome: jak trafić do potencjalnych projektodawców; jak ludzie zareagują na program; jakie będą te projekty; kto odpowie na wyzwanie; czy jest w ludziach potrzeba działania na rzecz najbliższego otoczenia. Zatem najbardziej interesująca była ta wielka niewiadoma. Dla mnie to była też okazja do spotkania niezwykłych ludzi – zarówno inicjatorów i organizatorów programu, jak i tych, którzy zgłosili wnioski.

A w tej edycji? Mamy jeszcze czas wybierania, mieszkańcy kilkudziesięciu miast w Polsce walczą – głosując codziennie na ulubione projekty, o to by ich pomysł na grant został zrealizowany. Przed tym etapem to Państwo wybierali projekty, które przeszły dalej. Co było najciekawsze?

W tym roku były inne pomysły, inne projekty! Dla mnie najciekawsze były te, które pokazywały indywidualną pasję i potrzebę działania. A co teraz jest najciekawsze? Ta prawdziwa weryfikacja, czyli do jakiego stopnia projektodawcy zaktywizują do głosowania potencjalnych adresatów pomysłów na aktywizację, upiększanie, nadawanie nowych funkcji, słowem: tworzenie okazji do spotkań w mieście.

Zdecyduj, jak zmieni się Twoje najbliższe otoczenie. Głosuj na projekty z Twojego miasta!
  • lech