rynek

Prezes Pekao zarabia Twoją roczną pensję w jeden dzień. Jak się z tym czujesz?

A Wy, biedaki ile zarabiacie? Pewnie Wam się nie chciało uczyć i wystarczy Wam to, że robicie w Mordorze za 3200 na rękę. I jak się czasem trafi jakieś zlecenie dodatkowe, to jest super, bo wpada dodatkowe 300 zł, i już można sobie kupić bluzę od niezależnego, polskiego, młodego projektanta.

A na przykład Luigi Lovaglio, prezes Pekao w 2016 roku zarobił prawie 12 mln zł. To tyle co 250 osób na średniej krajowej. A średnią krajową i powyżej zarabia jakieś 30 proc. pracowników. Tyle co 304 osoby zarabiające medianę. W rzeczywistości te proporcje zapewne są jeszcze zabawniejsze z powodu degresywnego opodatkowania i możliwości wrzucania w koszty działalności – bo będąc CEO świadczy się usługę zarządczą jako firma – użytkowanych prywatnie samochodów czy nieruchomości. Do tego dochodzi minimalne oskładkowanie.

Żarty na bok. Czy dniówka w wysokości około 45 tys. zł jest w porządku? Są dwie perspektywy. Pierwsza mówi, że na rynku jesteś tyle wart, ile chcą ci zapłacić. Co w zasadzie nic nie znaczy, bo mamy do czynienia z tautologią – zarabiasz tyle, ile zarabiasz, bo tyle ci płacą. Więc tyle zarabiasz. Trochę to przypomina gimnastykę znaną z mema o Wilku z Wall Street: 'benzyna podrożała, bo podrożał transport benzyny, bo benzyna podrożała'.

fttrtt

Ale taka optyka nie wyjaśnia dlaczego na przykład praca polskiego lakiernika samochodowego po przekroczeniu zachodniej granicy rośnie trzykrotnie. Druga perspektywa mówi więc, że na wysokość wypłaty wpływają setki, jeśli nie tysiące różnych czynników, począwszy od ochrony pracowniczej czy wydajności pracy, a skończywszy na kontekstach historycznych, kulturowych i społecznych.

Nawet jeżeli potrafilibyśmy w oczywisty sposób powiązać wzrosty zysków w danej firmie z decyzjami konkretnej osoby – co jest bardzo mało prawdopodobne, bo w jaki sposób mamy je oddzielić od czynników makroekonomicznych – to przecież nie istnieje żaden obiektywny przelicznik sytuacji gospodarczej przedsięwzięcia i kretyńsko wysokich zarobków niektórych prezesów.

Zarobki kształtują się również w pewnym otoczeniu społecznym: na przykład większego lub mniejszego przyzwolenia na idiotycznie wysokie zarobki.

Przecież rozjazd między zarobkami klasy średniej w USA i pensjami dyrektorskimi nie był zawsze taki jak dzisiaj. Jeszcze w latach 80. przeciętny CEO amerykańskiej korporacji zarabiał 50 razy więcej niż średnia płaca. W połowie lat 90. różnica wynosiła już 300-krotność. Czy więc prezesi stali się 6 razy bardziej produktywni? Mało prawdopodobne.

Co jest złego w tak absurdalnych zarobkach? O sprawie napisano już wiele ton książek, więc w telegraficznym skrócie.

Po pierwsze zbyt duże rozwarstwienie jest po prostu szkodliwe społecznie.

Sporo bardzo ciekawych przykładów na skutki społeczne dużego rozwarstwienia pojawiło się w książce 'Duch Równości' Kate Pickett i Richarda Wilkinsona. Wśród nich są wysoka przestępczość, zwiększone spożycie narkotyków, większa przemoc, mniejsza zaufanie społeczne czy większy odsetek osób otyłych w społeczeństwie.

Po drugie zbyt wysokie zarobki niebezpiecznie wychylają huśtawkę spekulacyjną. Bo jeśli masz bardzo duże pieniądze, to możesz je jeszcze inwestować w nieruchomości. Ale jeśli masz kurewsko dużo pieniędzy, to zaczynasz (a właściwie robią to za ciebie inni) bawić się w agresywne instrumenty finansowe. Bo cię na to stać. Masz wolne kilkadziesiąt milionów – a w przypadku totalnej patoli – miliardy i grasz na zwyżkę cen ryżu denominowaną w wynikach psich gonitw w Szanghaju. To nie jest potrzebne gospodarce.

fdfdfdf

Kołdra ma swoje ograniczenia nawet w dużych korpo. Więc jeśli prezes i zarząd wezmą trochę za dużo, to po prostu jest mniej zasobów dla tych, którzy przyczyniają się do sukcesu tych firm, a więc zwykłych szeregowych pracowników. Prezes Lovaglio mógłby obdzielić podwyżkami kilkanaście tys. pracowników Pekao. A ci pracownicy wydaliby część tych pieniędzy w lokalnych piekarniach albo warzywniakach, a właściciele warzywniaków… I tak dalej.

Na koniec dnia debilnie wysokie zarobki po prostu budzą niesmak.

Większość ludzi jest w stanie zaakceptować kilkukrotne różnice w dochodach między poszczególnymi pozycjami społeczno-ekonomicznymi. Ale już nie kilkudziesięciokrotne, a co dopiero mówić kilkuset krotne. Głęboko się teraz zastanów, jakie emocje budzi w Tobie to, że prezes banku zarabia Twoją roczną pensję w jeden dzień. Jesteś wkurwiony? No właśnie.

  • best of polska mafa
  • kupprenumerata