kultura

5 płyt ze stycznia, które warto sprawdzić

Początek roku nie rozczarował i przyniósł nam kilka naprawdę ciekawych albumów. Piszemy o najciekawszej piątce.

1. William Basinski – 'A Shadow In Time'

Nowa płyta amerykańskiego eksperymentatora, słynącego zwłaszcza z zapętlanych w długie ciągi ambientowych struktur, to doskonała dźwiękowa definicja smutku, tęsknoty i melancholii. Jest to BOWIEm jeden z najpiękniejszych muzycznych hołdów oddanych Davidowi Bowiemu ze wszystkich, jakie pojawiły się od dnia jego śmierci.

Przestrzenne brzmieniowo partie przenikają się tutaj w bardzo leniwym rytmie, nadając depresyjnym i szczątkowym melodycznym motywom odrealnionego charakteru. Ze słuchawkami w uszach można więc zupełnie zatonąć w falach dźwięku.

W bardzo podobnym duchu jest również utrzymane 54-minutowe 'Reflection' – tegoroczny długograj innej legendy ambientu, czyli Briana Eno. Rzecz idealna, jeśli potrzebujemy soundtracku do tego, by trochę sobie porozmyślać i odciąć się na moment od codziennego pośpiechu.

2. The Flaming Lips – 'Oczy Mlody'

Swojsko zatytułowany krążek znanej grupy dowodzonej przez Wayne'a Coyne'a to kolejny satysfakcjonujący przejaw jej twórczego ADHD. Tym razem, oprócz charakterystycznego psychodelicznego nastroju, znajdziemy tu też wiele ciepłych dźwięków – od dream popu po ambient. Całość ma bardzo nostalgiczny wydźwięk.

Warto szczególnie zwrócić uwagę na takie kawałki jak 'How??' (przeciągłe syntezatorowe wstawki budujące klimat i wideoklip inspirowany 'Spring Breakers'), 'Sunrise' czy wymuskane produkcyjnie 'One Night While Hunting...'.

Płyta nie jest może na poziomie topowych dokonań zespołu, jak 'Yoshimi Battles The Pink Robots' czy 'The Soft Bulletin', ale z pewnością mamy do czynienia z solidnym wydawnictwem przepełnionym erudycją i kolorytem. 

3. Litku Klemetti – 'Juna Kainuuseen'

Być może najbardziej energiczny materiał stycznia dotarł do nas prosto z... Finlandii. Sanna Klemetti dysponuje zadziornym wokalem i bogatą wyobraźnią muzyczną – dzięki temu melodyjne i przystępne utwory przywodzą na myśl lata 60.

W jej przypadku koresponduje to jednak z dużą świadomością dorobku amerykańskiej sceny indie rockowej z lat 90.

Jeśli dodać do tego lokalną wrażliwość artystki i charakterystyczny skandynawski sznyt cechujący nagrania, naprawdę trudno się od nich uwolnić – tracklista skrywa przecież świetny kawałek tytułowy czy dynamiczne 'Karenssi'. Warto!

4. Ronika – 'Lose My Cool'

Veronica Sampson znów dowiodła, że jest jedną z najciekawszych figur na współczesnej popowej mapie i że jej nieobecność w znanym powszechnie panteonie gwiazd to duża złośliwość czasów rozdrobnionych narracji.

'Lose My Cool' składa się na kolejny w jej dorobku (po znakomitym 'Selectadisc') longplay pełen wpadających w ucho refrenów, mostków i zwrotek oraz inteligentnych aranży.

Wszystko to utrzymane jest w estetyce umiejętnego ozdabiania retro inspiracji z lat 70. i 80. nowoczesnymi rozwiązaniami produkcyjnymi. Show kradną szczególnie 'Trying To See In The Dark', 'Superfine' i 'Marathon'. 

5. The xx – 'I See You'

W kategorii generujących globalny szum informacyjny wydawnictw na wyróżnienie najbardziej zasłużył trzeci krążek The xx. Przede wszystkim dlatego, że sprawnie łączy on intymny klimat znany z dwóch pierwszych płyt grupy z bardziej tanecznym charakterem solowej twórczości Jamiego Smitha.

Ten eklektyzm zdecydowanie stanowi największy plus materiału, czego dowodem są najjaśniej lśniące utwory, jak 'Lips', 'Dangerous' czy wypuszczone jeszcze w zeszłym roku 'On Hold'.

Niestety jest też druga strona medalu. Płyta jest bardzo nierówna i pełna mielizn, tym samym zdecydowanie lepiej sprawdziłaby się jako okrojona do esencji EP-ka. Na szczęście, dzięki highlightom, uczucie pewnego niedosytu jest i tak znacznie mniejsze niż w przypadku bardzo przeciętnego krążka Bonobo.

  • best of polska
  • kupprenumarata