kultura

Ola Radomiak z Piotrkowa Trybunalskiego: Jak zostać zwyrolem?

Przygody rezolutnych i radosnych dziewczynek w ogóle mnie nie interesowały. Od zawsze wolałam czytać o bad boyach. A dokładnie o jednym. Najgorszym z możliwych. Morderczo fascynującym, lumberseksualnym samcu alfa. A na imię mu było Sinobrody. – Ola Radomiak z Piotrkowa Trybunalskiego pisze o tym, jak została zwyrolem.

Jedną z najbardziej toksycznych i chorych książek, które w życiu przeczytałam, była 'Pollyanna'. Miałam jakieś 11 lat, gdy – siedząc przy moim kremowym biureczku – podczas lektury zachodziłam w łeb, jakim Korki Taczerem trzeba być, by we wszystkim dostrzegać dobro, piękno i w ogóle, wiecie, jakby to powiedział Niecik, same pozytywistyczne strony.

Co tu dużo mówić – przygody rezolutnych i radosnych dziewczynek w ogóle mnie nie interesowały. Od zawsze wolałam czytać o bad boyach. A dokładnie o jednym.

Najgorszym z możliwych, lecz niesamowicie fascynującym. Morderczo fascynującym, lumberseksualnym samcu alfa. A na imię mu było Sinobrody. Jak ja kochałam w nieskończoność kartkować książkę z bajką o Sinobrodym, oglądając obrazki z jego piwnicy, gdzie – zamiast cegieł – ściany zdobiły podwieszone na hakach wybranki na żony Sinobrodego. Nie muszę chyba dodawać, że to nie były najszczęśliwsze małżeństwa, a co za tym idzie – dziewczyny od dawna nie żyły. A że Sinobrody był kochliwym chłopakiem, w jego piwnicy w pewnym momencie zrobiło się, delikatnie mówiąc, tłoczno. Nie od dziś wiadomo, że w tłumie zawsze cieplej, więc nie można odmówić naszemu bohaterowi tego, że choć trochę nie dbał o te swoje wymordowane żony, bo kobitki przynajmniej nie marzły. Chociaż tyle dobrego.

Mama na początku do mojej fascynacji Sinobrodym podchodziła z taką dozą nieśmiałości niczym do podpasek Always, które kiedyś przykleiłam koło plakatów z moją pierwszą muzyczną idolką, Mariah Carey, bo myślałam, że to jakieś dziwne naklejki. Z czasem jednak uznała, że jak dziecko chce i lubi czytać, to lepiej niech czyta. Cokolwiek.

Tak więc, widząc że moja miłość do literatury została w pełni zaaprobowana, swój czas na czytanie dzielnie dzieliłam pomiędzy Sinobrodym a foto story w 'BRAVO', bo tam przecież też było dużo trudnej miłości, a tylko taka mnie od zawsze interesuje. I praktycznie, i teoretycznie.

Pamiętam jak z zapartym tchem czekałam na kolejne odcinki foto komiksu o Iwańskim (Boże, powiedz mi, dlaczego po ponad 20 latach nadal pamiętam, że to był Iwański?) – żonatym nauczycielu, który nawiązał romans ze swoją uczennicą. Oczywiście, po latach dowiedziałam się, że blond włosy Iwański w białych mokasynach i hawajskiej koszuli, to nie był tak naprawdę żaden Iwański, tylko najpewniej jakiś Helmut z Berlina, ale i tak właśnie o takiej miłości marzyłam, bo – pomimo mojej ogromnej sympatii dla Sinobrodego – wiedziałam, że facet, który zamiast normalnie wziąć swoją żonę na stronę i powiedzieć jej po ludzku: 'Grażyna, ta zupa była niesmaczna. No nie smakowała mi i już', wolał przyfasolić jej maczetą w czerep i sru do piwnicy, bez żadnego pogrzebu nawet, żeby czasem za miło nie było, nie jest najlepszą partią. Wola życia przede wszystkim!

edyta

W sumie to nigdy się nawet nie kryłam z moimi literackimi (choć tak naprawdę męskimi – się wie) fascynacjami. Gdy parę ładnych lat temu zaczynałam się spotykać z moją, jak mi się wówczas wydawało, miłością życia, od razu mu opowiedziałam, że najbardziej by mnie jarała fuzja Sinobrodego, z tą jego piękną srebrną brodą i nieokrzesaniem (minus mordercze zapędy – nieprzewidywalność jest spoko, pod warunkiem, nie polega na tym, że jak na pół minuty przymkniesz oko przed telewizorem, twój ukochany postanowi to wykorzystać, użynając ci łeb nożem do smarowania masła) z intelektualnym rozmemłaniem Iwańskiego w równie rozmemłanych białych mokasynach z frędzlami. Reakcja na moje wyznanie przy romantycznym piwie z sokiem malinowym właściwie była żadna. No, może jakieś 'HE HE HE', bo taka ze mnie żartownisia. Ale generalnie spłynęło to po nim jak po kaczce. Może dlatego, że nie miał w sobie nic z Sinobrodego. Ani nawet z Iwańskiego. Człowiek bez właściwości, przy którym – dziś już wiem, dlaczego – miałam najlepsze wyniki w piciu piwa. Bo po kilku browarach najbardziej mi się podobał.

Rozstanie było nawet kulturalne. W końcu doszłam do wniosku, że jak tak dalej pójdzie, zostanę alkoholiczką, ponieważ na trzeźwo za bardzo nie umiałam z nim rozmawiać, a na budowanie trwałej relacji nie było mnie stać, bo browary przecież kosztowały, a ja byłam tylko biedną studentką.

Więc pewnego dnia na spacerze powiedziałam mu: 'Wiesz, ja tego w ogóle nie widzę. W sensie, że nas. Lepiej poszukajmy szczęścia gdzie indziej'. Przez chwilę nic nie mówił, a mi się nawet miło zrobiło, bo pomyślałam sobie, że pewnie trochę mnie lubił, skoro tak posmutniał. Cóż, nic bardziej mylnego. Po namyśle bowiem wypalił w moim kierunku z broni, której się w ogóle wtedy nie spodziewałam: Gdybym był Sinobrodym, już dawno byś leżała koło moich ziemniaków w piwnicy. Ale jestem tylko Jankiem (zmieniłam imię, bo cholera wie, czy to czyta) – prostym chłopakiem z Chrzanowa. Zbyt prostym dla takiego zwyrola jak ty. Zatem żegnam

Tak. Nie chcąc zostać alkoholiczką, zostałam zwyrolem. Prawie jak Sinobrody.

Ilustracje: Edyta Draus

  • best of polska
  • kupprenumarata