kultura

Okładka jako dzieło sztuki, czyli wizualna strona muzyki

W ubiegłym tygodniu w Poznaniu podczas wystawy 30/30 wybrano najlepszą okładkę płytową. Wyróżnienie trafiło do rąk Marianny Prange i Nataszy Dot Masłowskiej za okładkę stworzoną dla zespołu Miss Is Sleepy. Pytamy artystki o kulisy powstawania tego projektu.

F5: Zdradźcie nam kulisy powstania fotografii z wyróżnionej okładki. Kto jest odpowiedzialny za jej wykonanie?

Marianna Prange: Zdjęcie zostało wykonane przeze mnie podczas pleneru z pracownią fotografii prowadzoną przez Jarosława Klupsia (wykładowcy poznańskiego UAP-u) w Stacji Ekologicznej w Jeziorach niedaleko Poznania. Na terenie Stacji Ekologicznej jest ośrodek, w którym są pokoje 'hotelowe'. Pokój ze zdjęcia jest jednym z nich, wszystkie są utrzymane w klimacie lat 90., co daje niesamowite wrażenie bezczasu. Ciężko jest określić rok czy czas tego ujęcia, zwłaszcza że dziewczyna na zdjęciu ma na sobie tylko jeansy, zatem nic nie wiąże tej fotografii z rokiem 2015. Zdjęcie zrodziło się w mojej głowie spontanicznie, bez żadnego okładkowego założenia.

Chciałam złapać intymną chwilę dziewczyny, która duma nad życiem, światem, kosmosem.

To osobisty obraz, ale zapraszający do wspólnej podróży, wspólnego dumania nad światem. Bardzo zgrało się to z muzyką zespołu, która porusza egzystencjonalne problemy i jest swoistą muzyką drogi. Modelką jest Sara Grolewska, którą poznałam na tym plenerze, okazała się bratnią duszą i od tej pory przyjaźnimy się – obecnie jest chyba najczęściej fotografowaną przeze mnie osobą. Bardzo się cieszę, jak jury konkursu argumentowało nasze zwycięstwo – że to zdjęcie wraz ze wkomponowaną w okno grafiką Nataszy opowiada historię, i to historię, która jest zrozumiała dla odbiorców. Zdjęcie zostało wykonane analogowym aparatem średnioformatowym, co jest dla mnie bardzo ważne jako miłośnika fotografii analogowej. Tył okładki jak i świat zza okna jest dziełem graficznym Nataszy, stworzonym na podstawie zdjęć z podróży zespołu po Stanach Zjednoczonych, który nadaje okładce ten magiczny klimat.

Natasza Dot Masłowska: Okładka powstała tak naprawdę spontanicznie i bardzo naturalnie, choć faktycznie był to bardzo długi i trudny proces nie pozbawiony dozy przypadku. Na pewno dla mnie. Izzi, wokalistka Miss Is Sleepy, z którą się przyjaźnimy i współpracujemy od początku istnienia zespołu, zobaczyła zdjęcie Marianki i czuła od razu, że ma się ono znaleźć na okładce. Oddawało idealnie duszę EP-ki 'En Route'. Ja zajęłam się projektem i bardzo chciałam połączyć ten kontekst z podróżą Izy do Stanów, z której czerpała inspirację do swojej twórczości.

Ważne jest dla mnie odzwierciedlenie wizualne kontekstu i klimatu muzyki.

Muzyka Miss Is Sleepy łączy wiele sprzeczności. Surowy i prosty klimat wnętrza ze zdjęcia doskonale to obrazował, natomiast nadana kolorystyka oddawała uczucie ciepła i nostalgii. Góra za oknem, która celowo wygląda dość kosmicznie, symbolizuje naszą podróż życia, w której dążymy na metaforyczny szczyt. O tym właśnie opowiadają teksty EP-ki Miss Is Sleepy. O dążeniach i kontekstach, w których nas te dążenia stawiają. Co ciekawe, okno na zdjęciu nie ma klamki. Istnieje i funkcjonuje ona wewnątrz nas samych – jest bytem poza ludzką fizjonomią. Idealna symetria zdjęcia oddaje balans i harmonię, którą możemy odnaleźć w podróży naszej egzystencji. Samo zdjęcie pozostawia miejsce dla odbiorcy – zaprasza go do tej podróży niczym studenta. Z początku bałam się takich rozwiązań, bo myślałam, że nie zostaną ono zrozumiane. Współcześnie często trudno doszukać się sensu w tego typu projektach. Sens ten często zastępuje sama estetyka i piękno wykonania i owszem, czasem efekty są powalające, jednak odnoszę wrażenie, że bardzo spłycana jest relacja formy i treści. Tym bardziej ucieszyła mnie tak dokładna i zgodna interpretacja jury. Cały projekt Miss Is Sleepy w zasadzie opiera się na współgraniu dwóch płaszczyzn – muzycznej i wizualnej. Michał Pełczyński, który produkuje wizualki dla zespołu, poruszył cały przytaczany przeze mnie sens okładki podczas tworzenia wizualnej oprawy koncertów. Wszystko ze sobą się łączy bardzo naturalnie i spójnie.

foto

Czy to wasz okładkowy debiut?

Marianna: Natasza miała wcześniej przygodę z projektowaniem okładek, jednak dla mnie jest to debiut. Okładka była naszym pierwszym wspólnym projektem, ale mam nadzieję, że nie ostatnim! Dla obu z nas jest to debiut na taką skalę i wygranie głównej nagrody jest ogromną nobilitacją i motywacją do ciężkiej pracy! Zwłaszcza, że wszystkie okładki, które brały udział w konkursie, były naprawdę świetne; niektóre to prace uznanych artystów o ogromnym doświadczeniu i poziomie warsztatu. Nadal jestem w szoku, że udało nam się wyróżnić pośród tych prac. 

Natasza: To druga okładka, jaką zrobiłam, która została opublikowana i mam nadzieję, że w życiu uda mi się zrobić jeszcze dziesiątki ich, ponieważ obok wykonywania plakatów i teledysków to moje największe marzenie.

Jakie okładki są dla was przykładem do naśladowania?

Marianna: Okładka płyty jest sama w sobie małym dziełem graficznym. Specyficznym dziełem, które jest pewnego rodzaju wizualizacją muzyki, tego co artyści chcieli przez nią przekazać. Oddanie muzyki, jej nastroju, emocji przez obraz jest trudną sztuką. Nieoczywistą, w końcu taka jest muzyka – przez każdego jest odbierana inaczej, u każdego porusza inne struny.

Dobra okładka to taka, która oddaje tę historię, te emocje, ale jest też sama w sobie estetyczna i przyciąga oko, a najlepiej, jak zatrzyma uwagę na dłużej.

Prof. Rosław Szaybo, jeden z członków jury w konkursie 30/30, legenda w świecie plakatu, okładek płyt (ponad 2000 tworzonych dla CBS Records) i fotografii, po prostu wielki artysta, zaznaczał właśnie niepodważalny związek grafiki okładki z muzyką. Podkreślał, że okładka jest jak małe dzieło sztuki, które każdy może mieć we własnym domu. Ciężko wyróżnić kilka ulubionych okładek, z pewnością jest to 'Wish You Were Here' Pink Floydów, 'Blue Train' Johna Coltrane'a czy 'Breakfast in America' Supertramp. A także wszystkie okładki Todda Terje – arcydzieła sztuki stworzone przez Bendika Katleborne'a. Uwielbiam także 'Original Suffer Head' stworzoną dla Fela Kuti przez Ghariokwu Lemi. Z nowszych albumów podoba mi się 'Psychic' Darkside, 'Autumn Bells' Gidge, 'Pulsar' Almunia i moja ostatnia miłość, czyli kupiona kilka dni temu 'EP' Balearic Gabba Soundsystem.

Natasza: Ciężko mi było coś wybrać, bo na co dzień mam do czynienia z mnóstwem perełek. Kocham muzykę, więc w życiu uzbierałam już setki cudownych obrazów okładek. W dodatku mój chłopak jest DJ-em pasjonatem i dosłownie każda z jego 2500 płyt ma piękną okładkę! Przy wyborze sugerowałam się jednak wpływem, jaki na mnie wywarł sam obraz i idealną spójnością z treścią płyty, którą czuję do dziś.     

Top 5 okładek Nataszy Top 5 okładek Nataszy

Czy w dobie streamingu okładka nadal jest ważną częścią płyty?

Marianna: Uważam, że w dobie streamingu tym bardziej trzeba dbać o wizualną otoczkę muzyki! Zapominamy o teledyskach, o okładkach, tracimy fizyczny kontakt z muzyką, a przecież kiedyś kupienie albumu to było nie lada wydarzenie. Jak była jeszcze w środku książeczka z tekstami czy historią zespołu i zdjęciami, to była to nie lada gratka dla kolekcjonera! To pytanie jest chyba dobrym podsumowaniem tego wszystkiego, o czym wspominałam powyżej. Okładka jako małe dzieło sztuki i pewna forma wizualizacji muzyki i zapowiedź tego, jest nieodłączalną jej częścią.

Jako miłośnik płyty winylowej i fotografii analogowej martwię się, że cały kult związany z wydawaniem muzyki, tworzeniem jej otoczki płytowej, scenicznej czy wizualnej uległ trochę zapomnieniu na rzecz digitalizacji muzyki.

Cieszę się, że obecnie następuje powrót do muzyki wydawanej na winylach, wracamy do kolekcjonerstwa i fizycznego kontaktu z muzyką i jej nośnikiem. Jeśli już wracamy do okładek, których można 'dotknąć' i postawić sobie na półce, to tym lepiej, by można było także popatrzeć na dobrą okładkę.

Natasza: Okładka płyty wciąż ma tę samą funkcję – nadaje muzyce oblicza, a w dobie internetu wciąż jest ono dla odbiorcy istotne – nawet jeśli nie bardziej niż przedtem! Okładka nie jest teraz też tak osamotniona w tej reprezentacji. Jej obraz można uzupełniać innymi. Internet stwarza mnóstwo opcji reprezentacji obrazowej muzyki i wykonawcy. Budowanie tego w spójny sposób jest chyba nawet większym wyzwaniem dla projektanta. 

Miss Is Sleepy

Zajmujecie się fotografią na co dzień? Gdzie można oglądać wasze prace?

Marianna: Natasza jest grafikiem, która nie zajmuje się jeszcze tym zawodowo, chociaż jest to tylko kwestia chwili; od lat również robi zdjęcia dla siebie lub z przeznaczeniem do swoich prac graficznych. Ja od kilku dobrych lat robię zdjęcia, uwielbiam pracę na analogowym sprzęcie, w ciemni. Od dwóch lat jestem w pracowni fotograficznej w CK Zamek, prowadzonej przez Jarosława Klupsia, który jest moim analogowym mentorem i dzięki niemu w końcu zdecydowałam się spełnić swoje marzenie i pójść na studia fotograficzne.

Mam nadzieję związać się profesjonalnie z fotografią i video na wiele nadchodzących lat. 

Natasza: Pasjonuje się fotografią analogową – dla mnie to jedno z mediów, których używam do projektowania obrazu. Tak naprawdę dopiero zaczynam robić to na poważnie. W zeszłym roku w 30. urodziny poczułam i sprecyzowałam sama przed sobą dokładnie, co chcę robić i zabrałam się do roboty. Zajmowałam się amatorsko fotografią, grafiką i filmem. Wcześniej współpracowałam z poznańskimi klubami i promotorami w zakresie wykonywania plakatów i różnego typu identyfikacji. Robiłam to też dla ukochanego wrzesińskiego klubu 4 pokoje. Udało mi się tez skroić parę filmowych zajawek i aftermovie. Są też dwa teledyski – oczywiście dla Miss Is Sleepy J. Udało mi się też we współpracy z przyjacielem  Michałem Pełczyńskim wyprodukować sesję dla początkującej marki Disko by Zuza. W tym miesiącu chciałabym zabrać się za portfolio. Po wygranej jest solidna dawka motywacji. Mam świadomość, że to dopiero początek mojej podróży na tę kosmiczną górę.

  • nowa belka