rynekkulturamedia

Przewaga Taco Hemingwaya polega na tym, że wywodzi się spoza polskiego hip-hopu

Za długo szukałem nowego Fisza, nowego Ostrego i nowego Łony. Kiedy zrozumiałem swój błąd, znalazłem Rasmentalism i Taco Hemingwaya, którzy wpuścili trochę świeżego powietrza do wytwórni - mówi Tytus, założyciel Asfalt Records.

Michał Bachowski, F5: Płyty Ostrego nadal dobrze się sprzedają, dwa lata temu mocno debiutował Rasmentalism, teraz trwa cały szum związany z Taco… Asfalt chyba ma świetną passę?

Tytus: Tak, w ostatnich latach trochę zmieniliśmy politykę wytwórni i teraz widać efekty. Asfalt miał świetny start, na przełomie wieków wydaliśmy Fisza, Ostrego i Łonę. Wszyscy ci artyści w ciągu kilku lat zyskali uznanie zarówno wśród publiczności, jak i krytyków. To nas ustawiło na określonej półce, której jednak trzymaliśmy się trochę za długo. Daliśmy się ponieść kierunkowi, który wyznaczyli ci muzycy, a ja za długo porównywałem nowe twarze do tej świętej trójcy. Dopiero po jakimś czasie zrozumiałem, że nigdy nie znajdę nowego Fisza, nowego Ostrego czy nowego Łony.

Zrozumiałem, że muszę szukać zupełnie innych artystów, którzy osiągną sukces, będąc sobą.

Oczywiście nadal mam jakieś oczekiwania estetyczne, ale ten profil zrobił się znacznie szerszy. W ten sposób podpisaliśmy kontrakt z Rasmentalism. Daliśmy chłopakom możliwość wydania profesjonalnej płyty oraz dobrą promocję i dystrybucję, a z drugiej strony zyskaliśmy nowych zawodników, którzy wpuścili trochę świeżego powietrza do wytwórni.

Sukces Asfaltu nie jest jednak tylko wynikiem zmiany polityki, ale także poziomu polskiej sceny hip-hopowej, który bardzo się podniósł w ostatnich latach.

Raperzy, którzy 7 czy 8 lat temu byliby mega wydarzeniem i przełomem, dzisiaj często giną niezauważeni. Chodzi mi o to, że jest masa gości ze świetną techniką, tekstami i bitami, więc po prostu mamy w czym wybierać.

Zarząd Asfalt Records. Od lewej Marcin 'Tytus' Grabski razem ze swoim długoletnim współpracownikiem Piotrem 'Pytkiem' Pytkowskim. Źródło: Instagram Asfalt Records Zarząd Asfalt Records. Od lewej Marcin 'Tytus' Grabski razem ze swoim długoletnim współpracownikiem Piotrem 'Pytkiem' Pytkowskim. Źródło: Instagram Asfalt Records

Jaki był twój pomysł na tę wytwórnię? Nie się ukryć, że od początku bardzo różnicie się od innych firm z branży.

Na przełomie wieków w stolicy, w której się urodziłem i cały czas działam, głównym nurtem był tzw. hip-hop uliczny.

Na warszawskiej scenie dominowały wtedy teksty o tematyce osiedlowo-więziennej.

Nie pasowało mi to, choć oczywiście były wyjątki. Przykładowo 'Skandal' Molesty, który był świetnie wyprodukowany przez Volta i naprawdę dobrze zarapowany. Molesta z kolegami nawinęli tam legendarne i kultowe dziś zwrotki. Teraz co prawda inaczej się tego słucha, ale materiał się nie zestarzał. Tak samo kawałek Sokoła 'Tak to wygląda' z płyty producenckiej Waco, który był po prostu fenomenalny. Ten numer to jest kamień milowy polskiego hiphopu, moim zdaniem Sokół pokazał tam mistrzowską formę. Nie zgadzałem się jednak z tym, że hip-hop to ma być tylko ulica i to jeszcze w takim polskim rozumieniu. Nie byłem w stanie zajarać się raperami tylko dlatego, że byli szczerzy i autentyczni, ale jednocześnie mieli problem z techniką i nie mieli nic ciekawego do powiedzenia.

Wolałem posłuchać kogoś, kto dobrze rapował o tym, że dziewczyna masuje go po karku, a on ucieka przed dresiarzami.

Dlatego też wszyscy artyści, z którymi wystartowaliśmy, przełamywali ten uliczny nurt. Trzymamy się tego do dzisiaj. 

Koncert OSTR w Krakowie. Źródło: Instagram Asfalt Records Koncert OSTR w Krakowie. Źródło: Instagram Asfalt Records

Czym różni się wasza grupa docelowa od targetu konkurencyjnych wytwórni takich jak Prosto, Alkopoligamia, Wielkie Joł czy Stoprocent?

Pierwsza - i najważniejsza - różnica jest taka, że od początku adresujemy naszą muzykę do starszych odbiorców, starszych niż 18 lat. To jest bardzo ważna decyzja, która stawia granicę między sprzedażą płyt a sprzedażą ubrań.

W młodszej grupie wiekowej ubrania sprzedają się bardzo dobrze, a płyty często bardzo słabo.

Dlatego też Asfalt nie ma żadnego brandu odzieżowego, czasami coś wypuszczamy, ale głównie na zasadzie merchandisingu koncertowego. Tekstylia są więc dodatkiem do płyty, a nie odwrotnie. To jest podstawowa różnica, bo nasz główny target, czyli młodzież studencka lub w podobnym wieku, kupuje płyty i chodzi na koncerty, natomiast umiarkowanie kupuje ubrania polskich marek streetware’owych czy hip-hopowych. Równie umiarkowanie ogląda też YouTube’a. Oczywiście mamy swój kanał i jesteśmy bardzo dumni z naszych 250 tys. subskrybentów.

Nasze klipy z reguły rzadko generują miliony wyświetleń. Nie mamy z tym problemu, bo co z tego, że wydane kilka miesiący po płycie wideo Ostrego łapie tylko 300 tys. wyświetleń, skoro ten gość jest w trasie od stycznia do grudnia i w niektórych miastach gra po 2-3 razy roku przy pełnych salach.

Są w tej branży artyści, że tak powiem bardziej młodzieżowi, których klipy mają po 8 mln wyświetleń, ale koncertów nie grają prawie w ogóle. Nie wiem, dlaczego tak jest, może ich fani tylko klikają, ale nie wydają, a może nie mają kasy. Wiem jednak, że bycie królem YouTube’a i siedzenie w domu jest na pewno gorsze niż odstawanie w sieci i bycie non stop w trasie jak wspomniany Ostry. Zresztą nie chodzi tylko o niego, podobnie jest w przypadku Rasmentalism, ogromne zainteresowanie wzbudzają też koncerty Taco Hemingwaya, ale to już zupełnie inny przypadek.

Koncert Rasmentalism w Łodzi. Źródło: Instagram Rasmentalism. Koncert Rasmentalism w Łodzi. Źródło: Instagram Rasmentalism.

Zatrzymajmy się przy Taco Hemingwayu. Kiedy pierwszy raz go usłyszałeś, to od razu spodziewałeś się, że będzie o nim tak głośno? Ja myślałem, że skończy jako stricte warszawska zajawka.

To jest trudne pytanie. Zawsze powtarzam artystom, że wydawca, który obiecuje sukces, jest błaznem. Dlaczego? Bo żaden wydawca i żaden menadżer nie jest w stanie przewidzieć reakcji publiczności na 100 proc.

Byłem jednak przekonany, że rap Taco Hemingwaya odbije się echem w Polsce, a jeżeli będzie wytrwały, to osiągnie sukces nie tylko artystyczny, ale także komercyjny.

To właśnie powiedziałem mu na pierwszym spotkaniu, kiedy miał zaledwie 3 tysiące lajków na Facebooku i był świeżo po wypuszczeniu płytki ’Trójkąt Warszawski’, którą zresztą podrzucił mi Ras z Rasmentalism. Od razu wyczułem u Taco styl i od razu wiedziałem, że ma to, czego brakuje konkurencyjnym młodym raperom, którzy często mają świetną technikę i super przebicie, ale niestety wszyscy są trochę za bardzo do siebie podobni. 

Taco Hemingway z wizytą w Asfalt Records. Źródło: Instagram Asfalt Records Taco Hemingway z wizytą w Asfalt Records. Źródło: Instagram Asfalt Records

Kto jest dla niego konkurencją? 

Bezpośrednio nikt. Chodzi mi cały nowy narybek, czyli raperów, którzy debiutowali w latach 2013 - 2015. Ci kolesie najczęściej wywodzą z tego samego środowiska, jakim jest polski hip-hop. Może to nie są już czasy, kiedy wszyscy chodzili z ogolonymi głowami i w szerokich spodniach, ale to nadal jest jakaś subkultura. Artyści w większości są bardzo mocno osadzeni w polskiej muzyce hip-hopowej i jakby się nie starali, to i tak będą się do niej odnosić poprzez najróżniejsze porównania czy follow-upy.

Przewaga Taco Hemingwaya polega na tym, że jest nie tylko utalentowany, ale też wywodzi się z zupełnie innego środowiska.

Filip co prawda świetnie zna polski hip-hop, ale ma kompletnie inne korzenie. Jego dziewczyna, kumple czy znajomi ze studiów to wszystko są ludzie, których nie można nazwać hip-hopowcami. Orientują się w branży, słuchają np. Drake’a czy Kendricka Lamara, ale to jest żadna subkultura. Do tego Taco jest jeszcze w tym wszystkim bardzo naturalny. Są na scenie raperzy, którzy na siłę próbują pokazać, jacy to oni są wyjebani albo zakręceni i to obraca się w karykaturę. Filip po prostu zarapował o swoim świecie, takim, jaki on jest.

Tak się składa, że jego życie nie polega na przesiadywaniu przez pół dnia z joincikiem na ławce i słuchaniu innych polskich raperów.

Polega natomiast na tym, że lubi siedzieć z kumplami w jakimś fajnym 'Patio', kupować sobie halloumi i chodzić po Warszawie, oglądając się za dziewczynami. To w połączeniu z dobrą formą, fajnym głosem i inteligencją zażarło i trafiło do szerokiej publiczności z różnych miast na takiej samej zasadzie jak np. amerykańskie filmy. Ludzie przecież chodzą przecież na nie do kina, mimo że ich życie wygląda zupełnie inaczej. Dlatego też płyta o Warszawie jest słuchana także we Wrocławiu czy w Piotrkowie Trybunalskim.

Jak teraz wygląda sytuacja Taco Hemingwaya - medialna burza w szklance wody czy faktycznie płyty dobrze się sprzedają, a na koncerty przychodzą tłumy?

Płyty dobrze schodzą, obie ep-ki debiutowały przecież na podium OLiS, a na koncerty naprawdę przychodzi sporo ludzi. W Warszawie Filip zapełnił do progu klub Palladium, w którym mieści się 1300-1400 osób. Kolejka przed wejściem sięgała aż do Marszałkowskiej i zawracała. W Poznaniu zainteresowanie było tak duże, że będzie grał 3 koncerty w ciągu 2 dni. Podobnie jest w innych miastach, w Sopocie np. zagrał 2 koncerty dzień po dniu. Media oczywiście opisują to wszystko.

Sukces Taco nie jest jednak owocem pracy mediów, Filip jest w tej chwili bardzo popularny i dlatego w mediach się o nim mówi, a nie na odwrót.

Pewnym wyjątkiem jest pomoc radiowej Trójki, która dzięki pierwszej pozycji 'Następnej stacji' na Liście Przebojów ściągnęła na Taco swoich słuchaczy. To nie jest jednak tak, że Filip osiągnął sukces w Polsce, bo jego singiel miał pierwsze miejsce na Liście, wśród jego fanów jest przecież masa ludzi, którzy Trójki nie słuchali, nie słuchają i nie będą słuchać.

Taco Hemingway i Rumak na Open'er Festival 2015. Fot.: Filip Blank. Taco Hemingway i Rumak na Open'er Festival 2015. Fot.: Filip Blank.

Kto przychodzi na jego koncerty?

Podczas koncertu w Palladium prowadziłem sklepik z płytami, więc miałem okazję to obserwować. Na pewno publiczność jest bardzo zróżnicowana.

Przychodzą zarówno gimnazjaliści, licealiści, studenci, jak i dojrzałe kobiety, które wyglądają jak właścicielki firm.

Widziałem jedną panią w okolicach 50-tki, która świetnie się bawiła w towarzystwie młodszym od swoich dzieci. Przekrój jest więc bardzo szeroki, trudno mi powiedzieć, co sprawiło, że tylu starszych zainteresowało się rapem Taco. Widocznie ta forma i treść do nich trafiła.

EP-ki Taco Hemingwaya wydane przez Asfalt Records. Źródło: Instagram Asfalt Records. EP-ki Taco Hemingwaya wydane przez Asfalt Records. Źródło: Instagram Asfalt Records.

Po co Filipowi wytwórnia? Przecież sam wcześniej opublikował swoje ep-ki w sieci, a organizatorzy koncertów i tak się o niego bili.

Odpowiedź jest bardzo prosta - Taco sam nie wydałby płyty w takiej formie i nie sprzedałby jej w takiej ilości, w jakiej my jesteśmy w stanie to zapewnić. Jeżeli chciałby spróbować to zrobić, musiałby zatrudnić ludzi i założyć własną wytwórnię. Często są raperzy, którzy mówią, że mają własne labele i sami wszystko ogarniają. To jest jednak tylko fasada, bo za nimi stoją ludzie, którzy im pomagają i wcale nie robią tego za darmo.

Żaden raper sam nie wyda płyty jako jedna osoba i nie sprzeda jej w nakładzie większym niż 1-2 tysięcy sztuk, bo będzie miał serdecznie dość tego biznesu.

Zarówno Taco, jak i chłopaki z Rasmentalism, którzy wcześniej sami wydawali na własną rękę małe nakłady, podjęli w pewnym momencie decyzję, że nie będą co chwilę biegali na pocztę z workiem płyt albo użerali się z zatrudnianiem ludzi i opłacaniem ich, by robili to za nich. Po to jest wytwórnia, żeby to wszystko ogarnęła. Plus wytwórnia Asfalt Records ma też bardzo konkretny wizerunek i styl, o których mówiłem wcześniej. Widocznie taka etykietka pasowała Taco i bardzo się z tego cieszę, bo wiem, że miał również propozycje od innych wytwórni, w tym dwóch majorsów (duże wytwórnie muzyczne takie jak Universal czy BMG - przyp. red.). Po przemyśleniach wybrał jednak Asfalt Records, a wiem, że nie jest to osoba, która podejmuje decyzje ad hoc. Wróćmy jednak do meritum.

Zawsze ktoś zarabia na artyście, tak było, jest i będzie.

Jeżeli jakiś raper twierdzi, że nikt na nim nie zarabia i nikt nie wykorzystuje jego pracy, to albo nie do końca orientuje się w życiu, albo zwyczajnie oszukuje. Chyba że muzyk po prostu wrzuca swój materiał do sieci i na tym kończy. W takim przypadku nie potrzebuje żadnej pomocy. Pytanie tylko jaki artysta, który ma potencjał, by osiągnąć sukces, poprzestaje na internecie? Moim zdaniem żaden. Każdy przecież chce mieć tysiąc osób na sali, podpisywać albumy i powiesić sobie złotą płytę na ścianie. Do tego potrzeba ludzi i pieniędzy, czyli czegoś, co daje wytwórnia. Wracając do Taco, staramy się zapracować na pieniądze, jakie zarabiamy ze sprzedaży jego płyt. W jego przypadku zarówno Open'er, jak i Trójka, to coś, za co odpowiada Asfalt Records. Oczywiście bez jego genialnej płyty nic byśmy nie osiągnęli, ale łatwo też taką szansę zaprzepaścić. Artysta często ma jedną, góra dwie takie szanse w życiu na wskoczenie do 'szybkiej ścieżki'.

Taco Hemingway na Open'er Festival 2015. Fot.: Filip Blank. Taco Hemingway na Open'er Festival 2015. Fot.: Filip Blank.

Jak jest z hejtem? Nasz materiał o najlepszych wersach Taco wzbudził sporo emocji, fani hip-hopu nie hejtowali was za wydanie jego muzyki?

Taco wzbudza emocje dlatego, że jest coraz bardziej popularnym artystą - po prostu. Jeżeli ktoś jest znany, to liczba osób, które go nie lubią rośnie. Jak masz 1000 fanów, to masz 10 hejterów, a jak masz 10 000 fanów, to masz 100 hejterów, takie jest prawo wielkich liczb. Druga rzecz jest taka, że częścią natury ludzkiej jest hejtowanie kogoś, kto osiągnął sukces albo kogoś, kto zbyt często pojawia się w mediach. Ktoś może nie lubić tego, że jest teraz wszędzie, że gra na Open'er Festival czy jest na pierwszym miejscu Listy Trójki. Sam fakt tego, że Taco Hemingway stał się częścią kultury masowej, może kogoś denerwować. To jest jak najbardziej ludzkie i nie ma sensu z tym walczyć. A ostatnimi osobami, które powinny się tym przejmować, są Taco i jego wytwórnia.

Dla mnie jako reprezentanta wytwórni płytowej Asfalt Records liczy się przede wszystkim to, czy mój artysta może się utrzymywać z muzyki.

To jest mój główny cel i współpracuję z artystami, którzy utrzymują się z grania. Kibicuję im, widzę w tym część swojej pracy i wszyscy są zadowoleni. Są jednak artyści, którzy nie mogą się utrzymać ze swojej muzyki i to oni mają powód do zmartwienia. Większym problemem niż hejterzy jest więc ich brak, który świadczy o zbyt małej popularności. Zresztą ci, którzy naprawdę znają się tej branży, potrafią docenić muzyką Taco. Filip dostał masę propsów od różnych raperów, takich jak Włodi, DonGuralesko, Eldo, Pezet, Quebonafide czy nawet Paluch, który odnajduje się raczej w bardziej ulicznych klimatach. Ci pierwszoligowi raperzy potrafią docenić dobry rap i wyczuć oryginalny styl.

Taco propsy

Powiedz trochę o artystach Asfalt Records, których osobiście cenisz, ale publiczność nie podłapała ich muzyki na tyle, by mogli się z niej utrzymać.

Jest trochę takich postaci. Cały czas liczę na to, że sukces osiągnie Sarius. To młody raper z Częstochowy, który ma sznyt takiego gościa z podwórka, ale jest naprawdę bardzo inteligentny i utalentowany. Dotychczas wydał u nas już trzy płyty, ale nie mogę powiedzieć, że sprzedały się w jakimś rewelacyjnym nakładzie. Mam nadzieję, że jego publiczność będzie stopniowo się powiększać. Ma fanów, którzy kupują jego płyty i przychodzą na koncerty, ale to wciąż za mało, żeby mógł się z tego utrzymywać.

W przeszłości żal mi było zespołu Afront. Zarówno Jaś, jak i Kas, byli nieprzeciętnymi raperami ze świetnym flow, ale nie znaleźli wystarczającej publiczności.

Dlatego też trzeba docenić Taco, bo przed nim była masa raperów, którzy pisali oryginalne i inteligentne teksty, ale w ich twórczości było coś takiego, że nie spotkała się z szerokim przyjęciem.

Rozmawiał: Michał Bachowski

  • belka