rynekkultura

Ulubieńcy mediów

Reklamodawcy patrzą tylko na liczbę wyświetleń na YouTube, więc jeżeli jesteś z wytwórni hip-hopowej, która ci je kupuje, to możesz liczyć na dodatkowe profity – mówią członkowie duetu Rasmentalism w rozmowie o swojej obecności w mediach.

F5: Pół roku temu ukazał się wasz pierwszy oficjalny album ‘Za młodzi na Heroda’, który sprzedał się w ilości 10 tys. egzemplarzy i odbił się szerokim echem także poza środowiskiem hip-hopowym, co się zmieniło od tego czasu?

Arek: W końcu zacząłem żyć z rapu i przeprowadziłem się do Warszawy. Wcześniej pracowałem jako urzędnik i mieszkałem w Lublinie. Na razie jestem bardzo zadowolony z takiego obrotu spraw, bo wszystko to co wkładaliśmy w muzykę przez cały poprzedni rok, teraz wyjmujemy z procentem. Zobaczymy jak będzie kiedy znów będziemy musieli wkładać, a nie wyjmować, przepraszam za lekko erotyczne skojarzenia.

Kamil: Ja już od kilku lat utrzymuję się z muzyki, gdyż poza Rasmentalismem jestem też djem. Po wydaniu albumu na pewno staliśmy się bardziej rozpoznawalni, często ktoś podbija na osiedlu i zwraca uwagę, że nagraliśmy świetną płytę. Trzeba się do tego przyzwyczajać.

Nie boimy się iść w stronę, która będzie zwiększać naszą rozpoznawalność.

Gramy coraz więcej koncertów, nasze kawałki są grane w radiu. Teraz musimy tylko zadbać o to, żeby utrzymać dobrą passę.

Od lewej: Arek i Kamil (Rasmentalism) oraz Michał Bachowski (F5) Od lewej: Arek i Kamil (Rasmentalism) oraz Michał Bachowski (F5)

Przed oficjalnym debiutem wydaliście trzy płyty na nielegalu, co wam dał kontrakt z wytwórnią Asfalt Records?

Kamil: Dzięki wytwórni wszystko było łatwiejsze szybsze i bardziej profesjonalne. Nie wydajemy w jakimś kolosie, ale Asfalt to dobra firma, która dba o swoich artystów i nie ingeruje w sprawy muzyczne, co jest dodatkowym plusem. Ważny jest też aspekt psychologiczny.

Jeżeli wydajesz nielegalnie, a mnóstwo osób robi to każdego dnia, to najczęściej nikt nie traktuje cię do końca poważnie, ani media, ani organizatorzy koncertów, ani wreszcie słuchacze.

Kontrakt, kod kresowy i hologram na płycie z czymś się wiążą, to raczej nigdy nie są przypadkowe rzeczy, bo wytwórnia musi sporo zaryzykować, żeby na kogoś postawić. No chyba, że mówimy o niektórych polskich wytwórniach hip-hopowych, które są beznadziejne i wydają co popadnie, nasza na szczęście taka nie jest.

Arek: Praca z wytwórnią wiąże się też z większym komfortem finansowym i co za tym idzie, znacznie lepszą promocją. Budżet, który wcześniej sami wkładaliśmy nagranie płyty, tj. około 10 tys. zł, mogliśmy zwielokrotnić. W związku z tym można było sobie pozwolić przed wydaniem albumu np. na nagranie czterech klipów, które miały cel typowo promocyjny. Wcześniej robiliśmy klipy bardziej dla zabawy i to dopiero wtedy kiedy płyta jakoś się zwróciła i wygenerowała odpowiednią nadwyżkę.

Po premierze ‘Za młodych na Heroda’ staliście się ulubieńcami mediów, które wcześniej nie były zainteresowane hip-hopem. Mieliście dużo dobrych recenzji w popularnych gazetach, grają was w radiu i wystąpiliście w programie Agaty Młynarskiej – Świat się kręci. Dlaczego akurat Rasmentalism?

Arek: Sami do końca nie wiemy dlaczego tak jest, ale bardzo nas to cieszy. To ciekawe, że jesteśmy obecni np. w Polskim Radio, a nie grają nas media, które mają regularne pasma hip-hopowe, czyli Eska czy Rebel TV. Nie mam pojęcia z czego to wynika, ale chyba nie mam też ochoty tracić czasu na zastanawianie się nad tym.

Kamil: Wydaje mi się, że trafiamy błyskotliwością tekstów Arka do świadomych słuchaczy, którzy wiedzą coś więcej niż to jak spakować się jutro na lekcje.

Wystarczy przyjść na nasze koncerty, gdzie raczej nie zobaczysz gimnazjalistów, tylko 20- i 30-latków. Wśród naszych fanów są też osoby, które pracują w mediach i pewnie dlatego nas tam promują, w naturalny sposób. Wiesz, jeżeli Agnieszka Szydłowska zaprasza nas do Programu Alternatywnego, a Hirek Wrona, gość który przesłuchał tysiące płyt, mówi że nagraliśmy polski rap album roku, to miło jest to słyszeć i wiesz, że jest to czymś podparte.

Rasmentalism podczas wywiadu w radiowej Trójce Rasmentalism podczas wywiadu w radiowej Trójce

Dlaczego te same media są zamknięte na większość innych artystów hip-hopowych, którzy od lat cieszą się ogromną popularnością? Przecież np. Pezet ma ponad 900 tys. fanów na Facebooku, a donGURALesko prawie 700 tys. Żadni polscy muzycy nie mogą się pochwalić takimi liczbami.

Kamil: To może wynikać z tego, że niektórzy raperzy robią na przekór, mają w dupie wiele rzeczy i np. nie udzielają wywiadów Wyborczej. My nie mamy nikogo w dupie, chętnie pojawiamy się w różnych gazetach czy występujemy w TV i chcemy żeby nasze kawałki grały wszelkie możliwe stacje, bo to zwiększa naszą rozpoznawalność, a w żaden sposób nie zmienia to naszej muzyki.

Arek: Mnie się wydaje, że hip-hop jest jakoś tam obecny w mediach, choć dość wyrywkowo. Raperzy są co jakiś czas zapraszani do Wojewódzkiego czy innych programów rozrywkowych jako przysłowiowa baba z brodą. Tylko, że to faktycznie momentami wygląda dość groteskowo.

Zawsze przypomina mi się słynny odcinek Roweru Błażeja, w którym pytali jak wita się hip-hopowiec i co mówi na powitanie.

To było dawno, ale czasem mam wrażenie, że niewiele się zmieniło. Dlatego w Rasmentalism granica tego romansu z mediami jest ściśle określona. Przychodzimy tam po to, żeby opowiedzieć o naszej muzyce lub ją zaprezentować, nie chcemy natomiast pojawiać się w programach śniadaniowych i mówić o pieluchach, trzecim sutku czy pilatesie.

Rasmentalism reprezentowali Polskę w Algierze na XV Festiwalu Kultury Europejskiej. Tu podczas wizyty w TV. Rasmentalism reprezentowali Polskę w Algierze na XV Festiwalu Kultury Europejskiej. Tu podczas wizyty w TV.

Jak ogarniacie nowe media? Jak to wygląda u was z wyświetleniami na YouTube, fanami na Facebooku czy na Instagramie?

Arek: Pilnujemy tego, bo to w końcu nasz interes. Ważne, że u nas wszystkie zasięgi są rzeczywiste i skuteczne. Nie mamy co prawda tylu fanów w sieci co najpopularniejsi koledzy z branży, ale myślę, że mamy największy odsetek sprzedanych płyt w stosunku do like’ów na Facebooku. Ponad 10 tys. osób kupiło album, a nasz profil polubiło 35 tys. osób. Wątpię, żeby ktokolwiek mógł się pochwalić takim wynikiem.

Kamil: U nas raczej nie ma przypadkowych ludzi. Z tego pewnie wynika to, że nie dostajemy wielu propozycji zarobkowych od różnych firm. Ja wiem jak to działa.

Reklamodawcy patrzą tylko na liczbę polubień na FB i wyświetleń na YT, więc jak jesteś z pewnej polskiej wytwórni hip-hopowej, która ci je kupuje, to możesz liczyć na dodatkowe profity.

Arkowi to nie przeszkadza, ale ja będę o tym mówił w kółko. Nienawidzę ich za psucie rynku, przez pompowanie go pustymi liczbami. Truman Show dla dzieciaków. To naprawdę jest osłabiające kiedy widzisz, że ktoś kupuje milion czy dwa miliony wyświetleń na kawałku, który jest po prostu beznadziejny.

A może słuchacze mają takie małe wymagania?

Kamil: Nie, to jest fizycznie niemożliwe. Ktoś musiałby siedzieć i klikać, żeby osiągnąć tyle wyświetleń w tak krótkim czasie. Rzeczy ze Stanów mają takie wyniki, ale je ogląda cały świat. To samo dzieje się na Facebooku. Tak to się kręci niestety, ale na szczęście my i tak gramy kilkakrotnie więcej koncertów, niż większość z tych kolesi, więc może nie ma co się spinać. Ja się emocjonuje leciutko tylko.

Arek: Wiadomo, że to istnieje i chyba szkoda czasu na rozkminianie, kto na tym korzysta, a kto nie. Myślę, że nikt tak naprawdę. Ostatnio Tede podziękował publicznie komuś życzliwemu, kto kupił mu kilka tysięcy polubień z Turcji. Więc jeżeli można nawet kupować komuś like’i, żeby go sabotować, to już naprawdę są jakieś jaja.

fot. Jarek Magiera RetroRoom Studio fot. Jarek Magiera RetroRoom Studio

Chyba dość mocno odcinacie się od całego polskiego środowiska hip-hopowego?

Kamil: Po prostu jesteśmy trochę poza tą kulturą. Nie trzymamy się tzw. hip-hopowego dekalogu, np. koncerty gramy bez gramofonów, dla nas to jest muzyka, a nie styl życia.

Arek: Mamy sporo znajomych w środowisku, których cenimy i prywatnie bardzo lubimy. Ja żywo śledzę polską scenę rapową i sprawdzam wszystkie ważne nowości, bo chcę wiedzieć jak wygląda środowisko, w którym się poruszam, ale bardzo rzadko jakiś album zostaje ze mną na dłużej.

Tak naprawdę każdy idiota może robić hip-hop i niestety wielu robi.

Kiedyś powiedziałem, że Waldemar Fornalik prowadzi selekcję raperów, którzy wydają płyty i dlatego tak niewiele z nich da się słuchać.

A kogo cenicie na Polskiej scenie?

Arek: Na pewno podoba mi się muzyka VNM’a. To jest raper, w którego zawsze wsłuchuję się wnikliwie i staram się z nim ścigać pod względem metafor, techniki, itp. Zawsze lubiłem też rap Małpy, ale niestety jest go niewiele, więc gdyby łaskawie mógł się spiąć i nagrać coś nowego, to byłoby super (wiem, że nagra). Na pewno cenię też Mesa, Zeusa czy Bisza, chociaż dość rzadko ich słucham. Nasz kolega W.E.N.A. wraca też do dobrej formy, słyszałem jego numer z nowego Kodexu i naprawdę rewelacja. Świetny jest też Quebonafide, młody gość z ogromnym potencjałem.

Kamil: Ja naprawdę rzadko słucham polskiego hip-hopu, ostatnio sprawdzałem tylko VNM’a. Częściej słucham amerykańskich kawałków i to tych starszych, np. Hezekiaha, bo te nowe rzeczy trochę mi się znudziły. Tak naprawdę najczęściej leci u mnie jazz, który Spotify mi podpowiada. Nie wiem, w ogóle ostatnio jakoś nie lubię muzyki, więc chyba przyszedł czas, żeby zacząć myśleć o kolejnej płycie Rasmentalism.