Zanim powstał dark web i bitcoin, czyli dlaczego Cypherpunks chcieli zmienić internet

– Przez wieki ludzie bronili swej prywatności za pomocą szeptu, mroku, kopert, zamkniętych drzwi, sekretnych uścisków dłoni i posłańców. Technologie przeszłości nie pozwalały na uzyskanie prawdziwie ścisłej prywatności, ale nowe technologie to umożliwiają – pisał w 1993 r. Eric Hughes w "A Cypherpunk’s Manifesto", który stał się biblią krytyków współczesnego internetu.
.get_the_title().

Prywatność jest elementem koniecznym otwartego społeczeństwa cyfrowej ery. (…) Musimy bronić własnej prywatności, jeśli chcemy ją posiadać w jakimkolwiek stopniu. Musimy połączyć siły i stworzyć system pozwalający na dokonywanie anonimowych transakcji. Przez wieki ludzie bronili swej prywatności za pomocą szeptu, mroku, kopert, zamkniętych drzwi, sekretnych uścisków dłoni i posłańców. Technologie przeszłości nie pozwalały na uzyskanie prawdziwie ścisłej prywatności – ale nowe technologie to umożliwiają.

My, Cypherpunks, jesteśmy zdeterminowani do tworzenia systemów zapewniających anonimowość.

Bronimy prywatności za pomocą kryptografii, anonimowych systemów mailowych, cyfrowych podpisów i elektronicznych pieniędzy.” – pisał Eric Hughes w „A Cypherpunk’s Manifesto” opublikowanym 9 marca 1993 roku.

Numer Wired z 1993 roku, w którym po raz pierwszy opisano ruch Cypherpunks

Na początku lat 90., gdy tęczowe gradienty w tle i comic sans w nagłówkach były złotym standardem web designu, niewielka grupa geeków zafascynowanych możliwościami współczesnej kryptografii założyła grupę mailingową. Tak narodził się ruch Cypherpunks, którego główną misją było zapewnienie powszechnie dostępnej kryptografii, gwarantującej prywatność w sieci i udaremniającej wszelkie próby inwigilacji ze strony rządów oraz korporacji. To w ramach tej grupy zrodziły się m.in. idee stworzenia „elektronicznych pieniędzy”. Miały one pozwolić na uniezależnienie się od kontroli instytucji oraz zapewnić anonimowość transakcji podobną do tej wykonywanej w gotówce, która zdaniem „kryptopunków” jest niezbędnym elementem wolnego społeczeństwa.

O ile we wczesnych latach 90. bicie na alarm w kwestii prywatności w sieci mogło wydawać się nieco na wyrost, o tyle współcześnie manifest „kryptopunków” stał się niezwykle aktualny.

Niestety, wbrew dość powszechnemu przekonaniu, internet jest dziś daleki od systemu zapewniającego nam anonimowość. Można by wręcz powiedzieć, że tworzy on niebezpieczną iluzję anonimowości. Oczywiście dla zwykłego użytkownika sieci odkrycie, kto stoi za hejterskim wpisem na forum, jest praktycznie niemożliwe, jednakże dla zdeterminowanego hakera, dużej korporacji czy też rządu nie jest to szczególnym wyzwaniem. Internet tworzy zatem olbrzymią asymetrię informacyjną. Zwykli obywatele, oddolne organizacje pozarządowe czy niezależni dziennikarze są odgradzani od dostępu do informacji silnymi zabezpieczeniami.

Tymczasem za sprawą technologii masowej inwigilacji oraz efektywnej analizy big data rządy i korporacje są w stanie dowiedzieć się o nas niemal wszystkiego.

Jednak czy de facto jako zwykli, porządni obywatele mamy się czego obawiać?  Przecież, jak stwierdził niegdyś były CEO Google’a Eric Schmidt: „Jeśli robisz coś, o czym nie chciałbyś, aby dowiedzieli się inni, może w pierwszej kolejności powinieneś przestać to robić”. Tego typu stwierdzenie, padające z ust szefa korporacji budującej swój biznes na gromadzeniu i przetwarzaniu danych, również tych personalnych, doskonale odsłania problem asymetrii prywatności. Hipokryzja Schmidta wyszła na jaw, gdy ten zakazał pracownikom Google’a udzielania wywiadów serwisowi CNET po tym, jak portal opublikował artykuł zawierający informacje na temat jego zarobków, hobby, okolicy, w której mieszka, oraz darowizn, jakich udzielał politykom. Wszystkie te informacje zostały uzyskane za pomocą… wyszukiwarki Google.

Jak podkreślali to Cypherpunks w swoim manifeście – prawo do prywatności ma fundamentalne znaczenie dla dobrze funkcjonującego, otwartego i równego społeczeństwa. Możliwość selektywnego odkrywania informacji o nas samych oraz ukrywanie tożsamości wtedy, gdy tego chcemy, jest wręcz esencją podmiotowości. Odarci z prywatności stajemy się więźniami w Panoptikonie*, skonfrontowani ze stałą możliwością bycia obserwowanymi.

Już sam fakt, że teoretycznie możemy, a nie że faktycznie jesteśmy w danej chwili obserwowani, ma daleko idące skutki dla funkcjonowania społeczeństwa.

Jak ujął to Bruce Schneier w polemice do niesławnej wypowiedzi Schmidta: „Będąc obserwowanymi, jesteśmy wystawieni na ciągłą ocenę i krytykę. (…) Stajemy się dziećmi, którym nałożono kajdany skrupulatnej inwigilacji, w ciągłym strachu, że – zaraz bądź w niedającej się przewidzieć przyszłości – ślady, które pozostawiamy, zostaną wykorzystane przeciwko nam, w zależności od tego, co w danej chwili znajdzie się w centrum zainteresowania władzy. Zatracamy indywidualność, ponieważ wszystko, co robimy, poddaje się obserwacji i jest rejestrowane”.

Michel Foucault, rozszerzając idee wspomnianego już Panoptikonu na funkcjonowanie całych społeczeństw i instytucji, wskazuje, że obywatele przenoszą „czujne oko” władzy na samych siebie, poddając swoje zachowanie i myśli autocenzurze. I to właśnie ta domniemana inwigilacja jest jednym z głównych źródeł zasilających szereg norm i instytucji, które niekoniecznie działają w interesie poszczególnych jednostek czy wręcz całych społeczeństw. Można postawić tezę, że bez dobrego projektu sieci, który gwarantuje zachowanie prywatności rozumianej jako podtrzymanie wolności tworzenia nowych idei naruszających status quo, a co za tym idzie, zagrażającej interesom wpływowych instytucji i korporacji, nie może też powstać dobry projekt społeczeństwa. Tymczasem nowy, lepszy design relacji społecznych, funkcjonowania gospodarki i polityki to coś, czego potrzebujemy coraz bardziej w dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości, która odsłoniła fundamentalne braki obecnego systemu.

Spośród technologii sieciowych, które dają obecnie nadzieję na wprowadzenie istotnych korekt do tego, jak będą funkcjonować społeczeństwa przyszłości, dwie zasługują na szczególną uwagę. Są nimi TOR – umożliwiający realizację postulatu prawdziwej prywatności w sieci dark web oraz blockchain – podstawa funkcjonowania kryptowaluty bitcoin, która ma jednak o wiele szersze zastosowania, a zatem i siłę rażenia.

*Panoptikon – nazwa więzienia wymyślonego i zaprojektowanego przez angielskiego filozofa utylitarystę, Jeremy’ego Benthama. Niezwykłość Panoptikonu miała polegać na tym, że jego konstrukcja umożliwiałaby więziennym strażnikom obserwowanie więźniów tak, by nie wiedzieli, czy i kiedy są obserwowani.

Tekst: Jakub Koźniewski

Więcej o początkach ruchu Cypherpunk, dark webie, bitcoinie oraz możliwościach wykorzystania technologii blockchain przeczytacie w F5 Print Edition „La Familia”, który możecie zamówić tutaj.

Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook