Wieśniak świetnie czujący się w mieście – hybrydowy Mini Countryman

Mini Countryman to „Wieśniak”, ale przysposobiony do miejskiego stylu życia. Nowoczesny „Mieszczuch” sprytnie przemieszczający się po ulicach metropolii. „Słoik”, który poradzi sobie w każdych warunkach, dzięki półelektrycznemu napędowi na cztery koła.
.get_the_title().

Pełna nazwa tego auta może być obiektem drwin, bo jest długa i skomplikowana. Mini Countryman Cooper S E All4 Plug-in Hybrid oznacza, że mamy do czynienia z największym modelem z oferty Mini i jednocześnie pierwszym autem tej marki z napędem hybrydowym typu plug-in. Benzynowy silnik trzycylindrowy o pojemności 1,5 litra i jednostka elektryczna napędzają odpowiednio przednią i tylną oś, a w pełni automatycznie współpracując, zapewniają korzyści napędu na wszystkie koła. Po wybraniu odpowiedniego trybu można wymusić napęd tylko i wyłącznie elektryczny, ale można też używać jedynie silnika, by podczas jazdy ładować baterię. Najbardziej zrównoważony jest tryb hybrydowy, w którym ruszanie z miejsca następuje tylko i wyłącznie przy użyciu prądu, a gdy auto jest już rozpędzone do 80 km/h, lub potrzebna jest dodatkowa moc, wówczas dołącza jednostka benzynowa. Jazda tym autem potrafi zapewnić sporo frajdy.

Zalety układu elektrycznego odczułem przede wszystkim, użytkując auto w mieście, ale ze względu na nazwę Countryman postanowiłem wybrać się też… na wieś. Konkretnie do jednej z najmniejszych wsi w Polsce.

Miejscowość Gil Wielki otoczona jest lasem i znajduje się nad jeziorem o tej samej nazwie. Na stałe mieszka w niej sześciu mieszkańców, a na jej obszarze stoją tylko dwa budynki murowane. Zatrzymałem się w jednym z nich. Pensjonat Rybaczówka to ponadstuletni dom z czasów Prus Wschodnich, który leży zaledwie kilka metrów od brzegu czystego jeziora. To doskonałe miejsce, by w zrelaksować się z dala od zgiełku i czerpać radość z kontaktu z naturą.

Po kilkuset kilometrach za kierownicą hybrydowego Mini Countrymana mógłbym określić pięć rzeczy, które mi się w nim podobały:

1. Elektryczna katapulta

Silnik spalinowy Twin Power Turbo o mocy 136 koni mechanicznych połączono z automatyczną skrzynią biegów Steptronic o sześciu przełożeniach. Wysokonapięciowy akumulator i 88-konna jednostka elektryczna umieszczone są w tylnej części podwozia. Układy napędowe świetnie ze sobą kooperują, a przełączanie się między poszczególnymi trybami jest niemal niewyczuwalne. Do dyspozycji kierowcy jest łącznie 224 KM mocy i 385 Nm maksymalnego momentu obrotowego.

Przyspieszenie do prędkości 100 km/h w 6,9 sekundy robi wrażenie. Doładowanie eBoost w dowolnej chwili zapewnia elektryczne pokłady wysokiego momentu obrotowego.

2. Oszczędny napęd

W trybie hybrydowym silnik elektryczny wspomaga jednostkę spalinową zapewniając dodatkowego „kopa”, ale też znacznie obniżając wartości spalania. Countryman potrafi być bardzo ekonomiczny i ekologiczny. Nie przekraczając prędkości 125 km/h w trybie Max eDrive, który wymusza napęd jedynie elektryczny, samochód nie generuje lokalnie żadnych zanieczyszczeń.

W pełni naładowana bateria zapewnia zasięg do 40 kilometrów. Korzystając z auta na krótkich dystansach i ładując je przy pomocy darmowych ładowarek, można użytkować auto niemal bezkosztowo i bezemisyjnie.

W trybie hybrydowym średnie wartości spalania są symboliczne, choć oczywiście wszystko zależy od dystansu podróży i stylu jazdy kierowcy. Dzięki pomocy „elektryka” na krótkich, miejskich trasach wskazania komputera pokładowego zadziwiały mnie wartościami średniego zużycia benzyny na poziomie 2-3 l/100 km. Drastyczną różnicę dostrzegłem, gdy bateria była niemal rozładowana i całą odpowiedzialność za napęd i ładowanie akumulatora wziął silnik spalinowy. Nawet wtedy jednak podróżowałem dość oszczędnie – na trasie średnie spalanie na 100 kilometrów wyniosło około 7-8 litrów. Bateria ładuje się w czasie jazdy za sprawą odzyskiwania energii kinetycznej, a na postoju poprzez podłączenie do domowej sieci albo stacji ładowania samochodów elektrycznych. Korzystając z tej drugiej po niespełna trzech godzinach mogłem znów podróżować za „półdarmo” i z poczuciem, że lokalnie nie przyczyniam się do zanieczyszczania miasta. W Warszawie miejskich ładowarek jest już całkiem sporo, ale nie ma ich na każdym skrzyżowaniu. Przymusowy postój przy nich wymaga więc pewnych wyrzeczeń.

Hybryda typu plug-in najwygodniejsza jest dla osób, które mają możliwość podłączenia auta do prądu w miejscu dłuższego pobytu – w domu czy w pracy.

By jeździć wydajnie, trzeba planować podróż i poziom naładowania baterii. Na przykład jadąc na trasie, zbliżając się do miasta, warto doładować akumulatory, bowiem napęd elektryczny w ruchu miejskim będzie przydatny do ruszania spod świateł. Rozpędzanie się tylko i wyłącznie przy użyciu prądu jest ciekawym doznaniem, bo w kabinie panuje niemal zupełna cisza.

3. Ukryta technologia

Na pierwszy rzut oka hybrydowy Countryman nie różni się od wersji spalinowych. Wyróżniają go jedynie detale – żółte „S” na atrapie chłodnicy i klapie bagażnika, a także emblematy „E”. W lewym nadkolu, pod zamykaną osłoną z symbolem jednoznacznie kojarzącym się z wtyczką, znajduje się gniazdo ładowania. Większość osób nawet nie zauważy, że jest to auto hybrydowe – raczej zdziwi się, gdy zobaczy je odjeżdżające w niemal zupełnej ciszy.

Znaczna część aut z nowoczesnymi układami napędowymi wyróżnia się futurystyczną stylistyką. Hybrydowy Countryman jest pod tym względem dyskretny.

W ramach wyposażenia dodatkowego można przystosować samochód do usług zdalnych. Po zainstalowaniu aplikacji Mini Connected na smartfonie można między innymi zlokalizować samochód na mapie, zdalnie uruchomić klimatyzację, a także sprawdzić poziom paliwa, naładowanie baterii i orientacyjny zasięg.

4. Wykończenie wnętrza

Rozwiązania zastosowane we wnętrzu są unowocześniane, ale od lat niemal się nie zmieniają.

Wcześniejsi użytkownicy Mini poczują się tu jak w domu.

Kabina charakteryzuje się wysoką jakością wykonania, a użyte materiały są przyjemne w dotyku. Duży, podświetlany okrąg na środku deski rozdzielczej, z umieszczonym w nim wyświetlaczem, nawiązuje do stosowanego kiedyś centralnego prędkościomierza. Pod nim znajdują się charakterystyczne przełączniki, a zegary zespolone są z kolumną kierownicy.

Ciekawymi detalami są brytyjskie flagi na zagłówkach przedni foteli, choć to nie jedyne smaczki w kabinie, które przypominają o rodowodzie marki Mini. Wielofunkcyjna, obszyta skórą kierownica z pakietu John Cooper Works ma idealny rozmiar i świetnie leży w dłoniach. Sportowego charakteru dodaje też czarna podsufitka. Elementy oświetlenia ambiente oferują całą paletę barw, a w testowym egzemplarzu znajdowała się też świetlna listwa ozdobna z fakturą, która umieszczona została na desce rozdzielczej przed pasażerem. Dopełnieniem efektu jest projektor w obudowie lusterka drzwi kierowcy, który białym światłem wyświetla logo Mini na podłożu.

5. Ławeczka w bagażniku

Mini Countryman zachęca do tego, by zjechać na chwilę z drogi, otworzyć bagażnik i pozachwycać się widokami. Jest to patent tak prosty, a jednocześnie tak genialny, że zacząłem się zastanawiać, czemu taka ławeczka nie jest standardowym wyposażeniem każdego samochodu.

Countryman ma też niestety kilka wad. Samochody Mini słyną z gokartowych właściwości jezdnych. Zawieszenie i układ kierowniczy zapewniają pewność prowadzenia, ale znaczną masę własną trudno jest oszukać. Samochód waży około 1700 kilogramów. Wjeżdżając szybko w łuki nie ma się niestety skojarzeń z gokartem. Cóż, dodatkowy układ elektryczny sporo waży, ale zapewnia za to znaczne oszczędności. Trzeba również pamiętać, że to wciąż Mini, więc nie ma co liczyć na dużą ilość miejsca wewnątrz. Hybrydowy Countryman to wydatek minimum 150 tysięcy złotych, a doposażony egzemplarz testowy kosztował ponad 200 tysięcy. To cena, jaką trzeba zapłacić za wydajny napęd i indywidualny styl Mini.

Hybrydowy Countryman to pierwszy model z serii Mini Electric i zapowiedź elektryfikacji palety modelowej Mini w najbliższej przyszłości. Półelektryczne auto z możliwością zewnętrznego ładowania może być alternatywą dla w pełni automatycznych i bezobsługowych hybryd oferowanych przez japońskich producentów. Obydwie koncepcje mają swoje zalety.

Countryman może poruszać się wyłącznie przy użyciu silnika elektrycznego, aż do momentu niemal całkowitego rozładowania baterii.

Ma też automatyczną, sześciobiegową skrzynię biegów, podczas gdy inni producenci stosują zazwyczaj skrzynie bezstopniowe. Wszystko zależy oczywiście od indywidualnych preferencji, ale mi bardziej odpowiada praca przekładni konstrukcji BMW. Regularnie ładowany Countryman zrewanżuje się niewielkim zużyciem paliwa. Zapewni też wystarczający zapas mocy i momentu obrotowego, by dać kierowcy odrobinę przyjemności.

Tekst: Krystian Kaleta
Zdjęcia: Krystian Kaleta, Sebastian Czarnecki
Podziękowania za możliwość zrealizowania sesji zdjęciowej Pensjonatowi Rybaczówka.

Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook