Kolejne kary i oskarżenia w aferze Dieselgate

Podczas kiedy Volkswagen nęci nas futurystycznymi projektami elektrycznych modeli ID, niemiecka prokuratura stawia zarzuty najwyższym przedstawicielom koncernu w związku z aferą Dieselgate. Obrywa się również Daimlerowi, który musi zapłacić aż 870 milionów euro kary za manipulacje wynikami emisji spalin, a to nie koniec!
.get_the_title().

Oskarżeni zostali: Herbert Diess – obecny CEO Volkswagena, jego poprzednik – Martin Winterkorn, a także Hans Dieter Pötsch – przewodniczący rady nadzorczej. Zarzuty dotyczą manipulowania kursem akcji Volkswagena i nie udzielenia akcjonariuszom na czas komunikatu o aferze Dieselgate.

Oszustwo wykryła w 2015 roku Agencja Ochrony Środowiska Stanów Zjednoczonych, a Volkswagen przyznał, że oprogramowanie fałszujące poziom emisji spalin zostało zainstalowane w ok. 11 mln aut!

Choć mijają niemal równo 4 lata od wykrycia największej afery w dziejach motoryzacji, sprawa nie znalazła końca. Akcjonariusze Volkswagena mają o co walczyć, bowiem natychmiast po ujawnieniu przekręt, akcje koncernu straciły na wartości ok. 20 proc. Dlatego w 2018 roku inwestorzy pozwali Volkswagena o odszkodowanie w wysokości 10,7 mld dolarów. Ocenia się jednak, że od 2015 roku firma mogła stracić na Dieselgate nawet 30 mld dolarów.

Olbrzymie okazały się również straty wizerunkowe, w związku z którymi podjęto decyzję o nakreśleniu nowej strategii marki. Słowo „nowa” nie jest tutaj na wyrost, o czym mogliśmy przekonać się na tegorocznym IAA we Frankfurcie, gdzie Niemcy zaprezentowali NOWEGO elektrycznego Volkswagena ID.3, a także NOWE logo i NOWĄ identyfikację wizualną marki. Wszystko pod dumnie brzmiącym hasłem: „NOWY Volkswagen”. Okazuje się, że pomimo tak wielu starań, czkawką odbiły się STARE problemy.

Swoją drogą ciekawe, czy zarzuty postawione przez prokuraturę przypadkiem zbiegły się w czasie z ofensywą wizerunkową Volkswagena czy też może jednak Niemcy mają (czarne) poczucie humoru.

Wspomniany wcześniej Herbert Diess broni się, twierdząc, że kiedy dołączył do firmy w 2015 roku nie mógł przewidzieć skutków kryzysu. Prokuratura twierdzi natomiast, że już dwa miesiące przed wyjściem afery na jaw miał świadomość istnienia oprogramowania zaniżającego wyniki testów emisji spalin i mógł podjąć działania mające na celu ograniczenie strat akcjonariuszy. Ta batalia z pewnością potrwa jeszcze kilka lat, bo w grę wchodzą olbrzymie pieniądze. Warto też wspomnieć, że choć w kontekście Dieselgate najczęściej wymieniana jest nazwa Volkswagen, to afera dotyczyła także Skody, Seata, Audi, a nawet Porsche. Mało tego, sama nazwa może być myląca, bo również część silników benzynowych nie spełniała norm emisji spalin.

Tymczasem niemieccy prokuratorzy nie odpuścili również drugiemu gigantowi. Oberwał koncern Daimler, czyli właściciel Mercedesa, który musi zapłacić aż 870 mln euro kary za sprzedaż ponad 684 tys. samochodów niespełniających norm emisji tlenków azotu. Zapewne również w tym przypadku zacznie się polowanie na czarownice (lub czarnoksiężników), a pierwszym z nich może być były szef Daimlera – Dieter Zetsche.

Okazuje się, że nie tylko Niemcy próbowali naginać zasady. W USA aresztowano także przedstawiciela Fiat Chrysler Automobiles.

Zarzuty usłyszał Emanuele Palma, starszy kierownik w koncernie FCA odpowiedzialny za sprawy związane z emisją spalin w silnikach diesla. Sprawa dotyczy jednostek montowanych do Jeepów Grand Cherokee, a także Dodge RAM-ów. Palma miał odpowiadać za przygotowanie oprogramowania, które, podobnie jak w Volkswagenie, fałszowało wyniki emisji spalin. Oprogramowanie miało trafić do ponad 100 tys. samochodów. Koncern już zgodził się zapłacić 800 mln dolarów w celu zaspokojenia roszczeń cywilnych, ale to nie zamyka sprawy, bo grozi mu większa, sięgająca blisko 5 mld dolarów kara.

Jak widać, różni producenci bardzo chętnie korzystali z rozwiązań mających na celu oszukać systemy monitorujące emisję szkodliwych substancji.

Kto na tym stracił? Jak zwykle – użytkownicy i planeta, na której żyjemy. Na szczęście, również jak zwykle, kłamstwo ma krótkie nogi. Szkoda tylko, że pieniądze, które mogłyby zostać przeznaczone na rozwój nowych, bardziej ekologicznych technologii, zostaną wydane na prawników i kary.

Tekst: Adrian Cymer
Zdjęcia: Volkswagen, Daimler, FCA

Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook