Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o 500+, ale boicie się zapytać

Kamil Fejfer z Magazynu Porażka odpowiada na najważniejsze pytania związane z programem 500+.
.get_the_title().

Czy 500+ zniechęca do pracy?

To jedno z najczęściej pojawiających się pytań w kontekście programu 500+. Tkwi w nim jednak pewien haczyk. Jeśli myślimy o osobach, które potencjalnie mogłyby rezygnować z pracy na skutek programu, to nie przychodzą nam do głowy lekarze, programiści, czy menadżerki średniego szczebla. Zazwyczaj myślimy wtedy o osobach nisko kwalifikowanych, którym bardziej opłaca się zająć domem niż pracować zawodowo. Równie dobrze można więc zadać pytanie, czy osób z niskich segmentów rynku do pracy nie zniechęcają niskie pensje?

Dość długo nie mieliśmy żadnych wiarygodnych danych na temat dezaktywizacji zawodowej, którą mógłby wywołać program 500+. Pod koniec ubiegłego roku media obiegła informacja, że z powodu programu z pracy odeszło 150 tysięcy kobiet. Okazało się, że jest to informacja fałszywa, ale logika mediów nie sprzyja sprawdzaniu sensacyjnych doniesień. Tak było i tym razem, fake news zrobił prawdziwą karierę.

Dopiero jednak w tym roku IBS opublikował wiarygodne dane, z których wynika, że owszem kobiety odchodzą z pracy z powodu 500+. Ale było ich 3 razy mniej niż sugerowały media w 2016 roku.

Pojawiają się natomiast pytania: za jak niewielkie pieniądze muszą pracować kobiety, które dezaktywizują się zawodowo z powodu 500, 1000, czy nawet 1500 złotych. Czy takie miejsca pracy rzeczywiście są wartościowe i czy cokolwiek tracimy jako społeczeństwo, jeżeli one znikają. Pojawia się też pytanie dlaczego to kobiety głównie odchodzą z pracy, a nie mężczyźni?

Czy środki z 500+ są przepijane?

Również ten argument bardzo często pojawia się w dyskusjach. W szczególnych przypadkach, kiedy gmina ma informacje, że pieniądze z programu są wydawane niezgodnie z przeznaczeniem (np. właśnie przepijane), może zamienić je na świadczenia rzeczowe. I rzeczywiście zdarzają się takie przypadki. Jest ich… 0,03 proc.

Wg badania przeprowadzonego przez Konferencję Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce środki z programu w pierwszej kolejności są przeznaczane na żywność i ubiór, następnie na edukację i zajęcia dodatkowe dla dzieci, opłaty związane ze szkołą, rozrywkę i zwiększenie oszczędności.

Czy nas na to stać?


Może środki nie są przepijane i wcale tak wiele matek nie rezygnuje z pracy, ale nas po prostu na to nie stać – mogą powiedzieć niektórzy. No właśnie, stać nas czy nie? Jeżeli spojrzymy na dane OECD, to okaże się, że deficyt budżetowy w 2016 roku, a więc wtedy, kiedy 500+ było już wypłacane, wyniósł 2,4 proc., 0,2 pkt. proc. mniej niż rok wcześniej, i był ponad dwa razy mniejszy niż w 2011 roku. Trudno jest policzyć, jaka część „deficytowych” środków to właśnie 500+. Wiemy natomiast, że Polska się nie zawaliła od programu. Zwłaszcza że polityka fiskalna ma bardzo wiele instrumentów równoważenia budżetu – podniesienie podatków (co wbrew rozpowszechnionym opiniom wcale nie musi odbywać się kosztem wzrostu gospodarczego) czy choćby uszczelnienie VAT.

Czy ustawą można znieść ubóstwo?


W niektórych kręgach popularna jest ironiczna teza, że „ustawą da się znieść ubóstwo”. W swojej sarkastycznej wymowie ma wskazywać na to, że podejmowanie się rozwiązania problemu biedy za pomocą ustaw jest nie tylko z góry skazane na porażkę, ale również absurdalne. Tymczasem program 500+ jest świetnym przykładem tego, że ustawą ubóstwo można jeśli nie zlikwidować, to znacznie ograniczyć. Z powodów systemowych dzieci w Polsce są jedną z najbardziej narażonych na ubóstwo grup społecznych.

Wg GUS wskaźnik tzw. ubóstwa skrajnego zmniejszył się z 9 proc. w 2015 roku do niecałych 6 proc. w 2016. To spadek o ponad jedną trzecią.

Ubóstwo wśród dzieci utrzymywało się przez lata na zbliżonym poziomie. Dopiero po wprowadzeniu 500+ ten wskaźnik znacząco spadł. A warto pamiętać, że program ruszył w kwietniu. Mało tego, wskaźnik ubóstwa skrajnego spadł w tych gospodarstwach domowych, w których były dzieci, a więc w tych, które były uprawnione do pobierania świadczenia. W innych pozostał na takim samym poziomie, co w roku poprzednim. W 2017 roku możemy się spodziewać dalszego zmniejszenia liczby ubogich dzieci.

Czy 500+ powoduje inflację?


Wiele osób obawiało się, że „rozdawanie” ludziom pieniędzy skończy się podwyżką cen. Jeżeli na rynku jest więcej pieniędzy, to pieniądz jest mniej wart. Jeżeli nagle setki tysięcy osób zwiększyły swój dochód o co najmniej 500 złotych, to przedsiębiorcy powinni podnieść ceny. Tyle teorii. A praktyka? W 2016 roku w Polsce mieliśmy do czynienia z deflacją na poziomie -0.6. Rok wcześniej deflacja wynosiła -0.9, w 2014 inflacja wynosiła równe 0 proc.

Czy przez 500+ wzrosła dzietność?


Warto zacząć od tego, że w tzw. ocenie skutków regulacji, czyli w dokumencie zawierającym m.in. cele ustawy, były wymienione dwa fundamenty programu. Pierwszy: socjalno-redystrybucyjny, czyli po prostu polepszenie warunków życia rodzin, drugi pronatalistyczny, czyli zwiększenie liczby urodzeń. I rzeczywiście w 2016 roku urodziło się 382 tys. żywych dzieci. O 13 tys. więcej niż rok wcześniej.

Ale jeśli postrzegać program kosztowo, jego aspekt pronatalistyczny jest nieefektywny. Jeżeli w 2016 roku wydaliśmy na niego ok. 17 mld złotych, to każde „nadliczbowe” dziecko kosztowało podatnika 1,3 mln złotych.

Przyczyny braku dzietności są bardzo złożone. Wg Diagnozy Społecznej dla przyszłych rodziców istotna jest stabilność zatrudnienia. A o tę bardzo trudno na uśmieciowionym, zwłaszcza dla młodych, rynku pracy. Liczy się wysokość wypłat, co przy medianie 2350 złotych na rękę nie rokuje zbyt dobrze. Ważna jest też w końcu stabilna sytuacja mieszkaniowa.

500+ bonusy


Wiemy, że na 500+ tracą firmy oferujące chwilówki. Wg Biura Informacji Kredytowej w 2016 roku było znacznie mniej chętnych na krótkoterminowe, wysoko oprocentowane pożyczki.

Spółka Marka SA oficjalnie przyznała, że jej kłopoty finansowe wynikają z rządowych transferów.

Część ośrodków pomocy społecznej raportowało, że pojawiło się zjawisko odchodzenia kobiet z toksycznych związków. Kobiety wsparte rządowymi pieniędzmi na dzieci mogły w końcu pozwolić sobie na odejście od partnerów stosujących przemoc. Środki po prostu pomogły im się usamodzielnić ekonomicznie. Nie ma niestety głębszych badań na ten temat i nie wiadomo, na ile zjawisko takie jest powszechne. Duże rodziny wydźwignęły się z biedy. Z powodów strukturalnych to właśnie wielodzietne rodziny są szczególnie narażone na ubóstwo. Bierze się to stąd, że nawet wysokie zarobki członka rodziny podzielone na czwórkę lub więcej potomstwa dają niewielką sumę na głowę. Kiedy jednak na każde dziecko dodatkowo przypada 500 złotych, to rodziny dostają zastrzyk w postaci nawet kilku tysięcy złotych

Autor: Kamil Fejfer

Więcej o bezwarunkowym dochodzie podstawowym przeczytacie w F5 Print Edition „La Familia”, który możecie zamówić tutaj.

Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook