„Pieniądze to tylko kłopoty”, czyli dlaczego sklepy i bary chcą, żebyś płacił kartą

Dane wskazują, że coraz śmielej wchodzimy w epokę płatności bezgotówkowych. Czy pieniądz w materialnej formie jest skazany na zostanie historyczną ciekawostką?
.get_the_title().

Coraz więcej przedsiębiorstw decyduje się na rezygnację z płatności gotówkowych. Skąd bierze się ten dynamicznie postępujący trend? Umówmy się, w dobie cyfryzacji papierowe realizowanie transakcji poprzez złotówki, funty czy dolary jest dużo wolniejsze i wiąże się zazwyczaj z większymi kosztami. Ponadto wystawia firmy na ryzyko doświadczenia kradzieży czy niezrealizowanych finalnie przez przebiegłych klientów płatności „z góry”. Z drugiej strony – pojawia się tu jednak istotny problem swoistego wykluczenia, jakie może dotknąć wszystkich tych, którzy nie posiadają konta bankowego (takich osób są dziś wciąż miliony) lub mają negatywną historię kredytową.

Póki mamy wybór, problem nie wydaje się szczególnie istotny. Kłopoty zaczynają się wtedy, gdy ponaglani jakąś potrzebą – czy to pragnieniem, czy głodem – z bilonem w kieszeni trafiamy do upragnionego punktu i dowiadujemy się, że… ten respektuje wyłącznie płatność kartą. W Polsce dzieje się tak jeszcze stosunkowo rzadko, ale np. w Stanach Zjednoczonych staje się to realnym problemem. A gdy w pobliżu nie ma akurat żadnego innego obiektu oferującego analogiczną usługę – pozamiatane.

W Szwecji aż 81 proc. płatności jest dziś realizowanych bezgotówkowo – kraje skandynawskie w ogóle górują w wykorzystaniu digitalnych rozliczeń.

Nat ten temat odbywały się już tam zaciekłe debaty pomiędzy przedstawicielami biznesu i rządu. Debaty te niedługo pewnie pojawią się też w przestrzeni publicznej innych państw. Świetnym przykładem jest tu chociażby Wielka Brytania, gdzie do tej pory z formą płatności wyłącznie przy wykorzystaniu karty raczej eksperymentowano, a teraz takie podejście staje się stopniowo standardem. Ba, w 2017 roku po raz pierwszy w historii płatności kartą przebiły tam ilością te gotówkowe proporcją 13,2 miliarda wobec 13,1 miliardów finansowych aktywności. Na standardową gotówkę zamknięte są między innymi kulinarna oferta marki The Athenian i Tossed czy choćby kawiarnia Habitat w Aberfeldy. A to jedynie pierwsze z brzegu przykłady.

Matt Paice, właściciel londyńskiej restauracji Killer Tomatoe, w rozmowie z Guardianem mówi zaś wprost, że dla małych firm, których obrót z transakcji gotówkowych to maksymalnie 30 proc. „pieniądze są po prostu kłopotem”. Bez nich wszystko staje się znacznie prostsze, szybsze i bardziej efektywne, znika też problem opłat manipulacyjnych czy popełniania błędów w księgowości, a także marnowania czasu na ręczne przeliczanie i porządkowanie rachunków. Według obiektywnych ekonomicznych kryteriów trudno jednak póki co w szerszej perspektywie orzec, czy dla restauracji bardziej opłacalna jest karta czy gotówka, gdyż trzeba wziąć jeszcze pod uwagę takie czynniki jak wysokość podatków, wyposażenie (terminale itp.) oraz wypłaty dla personelu.

Paice zwraca również uwagę, że przyjmowana często retoryka zakładająca dyskryminowanie poprzez nowoczesne formy płatności biednych ludzi to tylko populistyczne sztuczki. Według niego takie osoby (np. 1 na 10 mieszkańców Ziemi nigdy nie korzystało z Internetu, a tylko 19 proc. osób powyżej 65 roku życia posiada smartfona) i tak nie jadają w restauracjach, a w Londynie każdy – od dwunastolatków do dziewięćdziesięciolatków – posiada kartę. Jeśli już ktoś ma problem z nowoczesnymi transakcjami, to głównie dlatego, że kłopotliwe jest jawne deklarowanie wysokości swoich dochodów bądź innych danych, które hipotetycznie mogłyby być narażone na niebezpieczeństwo.

Ułatwieniem we wdrażaniu modelu „cash-free” jest też coraz bardziej praktyczne oprogramowanie, które ułatwia firmom przechodzenie na płatności wyłącznie kartą, a także nie obciąża ich długoterminowymi kontraktami.

Prym na rynku wiodą w tej chwili między innymi takie ułatwiające finansowe operacje marki jak SumUp i iZettle.

iZettle, fot. mobileterminals.net

Obok wielu zagranicznych przykładów proces postępuje także na polskim podwórku – również jeśli chodzi o wydarzenia, które mają duży wpływ na kształtowanie trendów.

Świetnym przykładem jest tu chociażby Open’er Festival, na którym konsekwentnie jest realizowana idea eventu bezgotówkowego.

W miejsce obecnych jeszcze jakiś czas temu bonów, które doprowadzały do znaczącego wydłużania się kolejek w strefie gastro, w strukturę festiwalu zaimplementowano opaski płatnicze, a także promuje się realizowanie transakcji poprzez karty.

Wszystko to pokazuje, że najprawdopodobniej zmierzamy stopniowo w stronę świata bezgotówkowego, choć warto pamiętać, że entuzjastów klasycznych płatności z pewnością jeszcze długo nie zabraknie. Co więcej, jak pokazuje raport G4S, wykorzystanie gotówki w transakcjach realizowanych bezpośrednio w punktach sprzedaży wzrosło w bieżącym roku w Europie z 60 do 79 proc. Wydaje się to ciekawym paradoksem zwiastującym, że zmiany postępować będą pewnie powoli i z szeleszczącymi w kieszeni banknotami jeszcze długo na dobre się nie rozstaniemy. A nawet gdyby tak się stało, globalnie w mig obrodzi pewnie wszelkiej maści „klubami entuzjastów płatności gotówkowych”, którzy w jeszcze bardziej zdigitalizowanym świecie będą kultywować tradycję. A wy, w którym teamie jesteście – karta czy gotówka?

Tekst: WM
Źródło: The Guardian

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook