Nowy prezydent Brazylii chce zezwolić na dewastację amazońskiej dżungli. Z bezradności można załamać ręce

Czy największy las tropikalny na Ziemi – dobro wspólne całej ludzkości – trafił właśnie pod kuratelę szaleńca?
.get_the_title().

Przygnębiające informacje o kondycji Ziemi, jakie napłynęły od naukowców w ciągu ostatnich dni, musiały mocno podciąć skrzydła nawet największym optymistom pod względem wiary w skuteczną walkę ze zmianami klimatycznymi i ludzką bezmyślnością. Przypomnijmy – raport IPCC wieszczy apokaliptyczne scenariusze już w najbliższych dekadach (pisaliśmy o nim tutaj), sprawozdanie WWF informuje, że człowiek od lat 70. wytępił 60 proc. populacji zwierząt, a do tego dochodzą jeszcze wieści o tym, że kanadyjskie i amerykańskie lodowce topnieją szybciej niż zakładano. Tymczasem właśnie nadszedł kolejny cios.

Nowy, bratający się z Trumpem prezydent Brazylii, Jair Bolsonaro, wpisujący się swoimi pomysłami w globalny polityczny zwrot „w prawo”, jasno artykułuje, że nadmierne skupianie się na ochronie środowiska stanowi hamulec dla rozwoju Kraju Kawy.

Wśród co bardziej absurdalnych propozycji 63-latka ukierunkowanych na to, „by ludziom żyło się lepiej” pojawia się więc między innymi… budowa autostrady przebiegającej przez Amazonię, wycinka puszczy na jeszcze większą skalę niż dotychczas czy likwidacja Ministerstwa Środowiska oraz delegalizacja na terenie Brazylii Greenpeace’u oraz WWF.

Swój urząd Bolsonaro, który w drugiej turze wyborów zgromadził 55,2 proc. głosów, obejmie już w styczniu 2019 roku, co cieszy zapewne wąskie lobby górnicze, rolne, a nawet przestępcze, zaś może martwić każdego, kto przejmuje się losem naszej planety.

Środowiska naukowe z całego świata biją na alarm, gdyż jak wiadomo teren Amazonii to największy las tropikalny na świecie, który zwłaszcza w dobie globalnego ocieplenia zapewnia naszej planecie prawdziwy detoks, wchłaniając dwutlenek węgla i wymieniając go na życiodajny tlen. Tymczasem Bolsonaro pod swoją jurysdykcją będzie miał ok. 60 proc. całej puszczy (tyle podlega Brazylii) i na dobrą sprawę będzie mógł zrobić z tym obszarem, co mu się podoba.

W czasach świata oplecionego cyfrową pajęczyną wyjątkowo surrealistycznym i przykrym jest, że globalne zasoby, będące prawdziwym skarbem dla całej planety, wciąż tak łatwo mogą wpaść w ręce „lokalnych watażków”, z których poczynań bije gigantyczna nieodpowiedzialność.

A przecież przez ostatnich 50 lat, w wyniku karczowania i wypalania, powierzchnia amazońskiego lasu i tak zmniejszyła się już o 20 proc.

Głoszone przez ex-wojskowego postulaty o poprawie bytu najuboższych znalazły wyjątkowo podatny grunt w państwie przesiąkniętym ogromnymi społecznymi dysproporcjami, biedą i korupcją, państwie, którego wizytówką wciąż jest niestety w wielu miejscach pamiętne „Miasto Boga”. Tak do perspektyw, jakie niesie dla kraju polityka Bolsonaro, odnoszą się eksperci (ich wypowiedzi na łamach Business Insidera przełożyła Marta Bellon):

Myślę, że czeka nas bardzo czarny okres w historii Brazylii. Nie ma sensu lukrować rzeczywistości. Bolsonaro to najgorsze, co mogło się przydarzyć środowisku – mówi Paulo Artaxo, naukowiec z Uniwersytetu w São Paulo.

Wtóruje mu Christian Portier z walczącego od ponad 20 lat o ochronę lasów deszczowych Amazon Watch:

Jego lekkomyślny plan uprzemysłowienia Amazonii, w porozumieniu z brazylijskim i międzynarodowym biznesem rolno-przemysłowym i sektorem górniczym, sprowadzi niespotykaną do tej pory klęskę na największy na tej planecie las tropikalny, na społeczności, dla których jest on domem i będzie katastrofą dla klimatu.

W podobne tony uderza też autorka strony endclimatesilence.org, profesor Genevieve Guenther:

Wybór Bolsonaro gwarantuje, że Brazylia nie zrobi nic, by ograniczyć emisję zanieczyszczeń, a całe akry lasu amazońskiego zostaną zniszczone.

O własne bezpieczeństwo martwią się również zamieszkujący tereny Amazonii tubylcy, którzy wprost mówią, że boją się nawet o swoje życie.

Co ciekawe, Bolsonaro zapowiedział rodzimym dziennikarzom, że będzie wywiązywał się ze zobowiązań wynikających z porozumienia paryskiego. Bieżący minister środowiska, Edson Duarte, twierdzi tymczasem, że nowy prezydent planuje jak najszybsze wyprowadzenie Brazylii z tego globalnego ekologicznego konsensusu. Biorąc pod uwagę, w jak bezceremonialny sposób Bolsonaro zamierza wnieść swoją „cegiełkę” w dewastację płuc ziemi, dużo większą wiarę dajemy niestety słowom Duarte. A perspektywy dla Amazonii? Póki co rysują się tak:

fot. giphy.com

Tekst: WM

Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook