Bezwarunkowy dochód podstawowy – bajanie lewaków czy konieczność


Dochód gwarantowany jest coraz częściej rozważanym rozwiązaniem, które miałoby zapobiegać osuwaniu się milionów pracujących (!) ludzi w zawodową niepewność i biedę.
.get_the_title().

Czym jest bezwarunkowy dochód podstawowy? W skrócie: rozdawaniem pieniędzy „za nic”. Albo – jak wolą niektórzy – za to, że jest się obywatelem danego kraju czy po prostu człowiekiem. Jest bardzo wiele ujęć teoretycznych tego zagadnienia, najczęściej jednak przyjmuje się, że dochód gwarantowany (lub jak niektórzy wolą – dochód powszechny) powinien być świadczeniem powszechnym, bezwarunkowym i indywidualnym. Po pierwsze więc, środki przysługiwałyby wszystkim mieszkańcom bądź obywatelom danego państwa. Po drugie, aby go otrzymać, nie trzeba byłoby spełniać żadnych innych warunków; na otrzymywanie świadczenia nie wpływałby status na rynku pracy, liczba dzieci, wiek (choć niektórzy uważają, że przyznawany dzieciom dochód gwarantowany powinien być niższy niż dorosłym), stan zdrowia, płeć. Po trzecie, świadczenie powinno być wypłacane indywidualnie, a nie np. na gospodarstwo domowe.

Możliwość

Można powiedzieć, że rok 2017 jest rokiem dochodu gwarantowanego. Dlaczego? Ponieważ na całym świecie wystartowało kilka lub nawet kilkanaście pilotażów tego rozwiązania. Dochód podstawowy testują Finlandia, amerykańskie Oakland, kanadyjska prowincja Ontario, Uganda. W zeszłym roku wystartował pilotaż dochodu gwarantowanego we włoskim mieście Livorno, w eksperymencie biorą udział również kenijskie wioski, w najbliższym czasie planuje się odpalenie pilotażu w San Francisco, w Utrechcie oraz w kilku innych holenderskich miastach i w Barcelonie. Zadaniem eksperymentów jest przetestowanie rozwiązania i sprawdzenie, w jaki sposób przekłada się ono m.in. na aktywność zawodową, poziom stresu i poczucie bezpieczeństwa osób otrzymujących taki dochód. Niestety w żadnym z podanych przykładów nie mamy ani nie będziemy mieli do czynienia z testowaniem powszechnego, bezwarunkowego dochodu podstawowego: nie jest on (i zapewne nie będzie w najbliższej przyszłości) ani powszechny, ani bezwarunkowy, a w niektórych miejscach nawet podstawowy (czyli zapewniający życie na poziomie minimum socjalnego). Warto jednak przyglądać się wynikom eksperymentów. Mamy pewne pojęcie o tym, jak mogłoby działać takie rozwiązanie. W latach 70. bardzo zbliżony pomysł testowała Kanada w prowincji Manitoba. Wnioski płynące z tamtego eksperymentu są zachęcające. Ludzie bynajmniej nie porzucili pracy. To, co się zmieniło na rynku, to ograniczenie czasu pracy o 1 – 5 proc. przez osoby, które już pracowały. Zwiększył się za to odsetek młodych osób kontynuujących naukę (które do tej pory musiały pracować), zmniejszyła się liczba osób trafiających do szpitala w wyniku urazów. Część kobiet ograniczyła zatrudnienie, aby poświęcić więcej czasu dzieciom.

Konieczność

Dlaczego ostatnio zrobiło się tak głośno o dochodzie gwarantowanym? Wiąże się to z coraz powszechniejszą świadomością istnienia rozrastającej się grupy społecznej – prekariatu. W skrócie: prekariuszem lub prekariuszką jest osoba pracująca w oparciu o niestandardowe formy zatrudnienia (w Polsce mówimy na to śmieciówki), którą bardzo łatwo zwolnić, która nie ma jasnej ścieżki awansu, gwarancji stałych wypłat. Prekarne życie jest naznaczone ciągłą niepewnością, lękiem, brakiem możliwości planowania nie tylko kariery, ale również życia rodzinnego. Prekarność wiąże się również z podwyższonym ryzykiem wielu chorób czy zaburzeń zdrowia psychicznego. Prekariuszkami są sprzątaczki zmuszane do zakładania jednoosobowych działalności gospodarczych, zatrudnieni na śmieciówkach ochroniarze, pracownicy gastronomii, usług hotelarskich, ale też graficy, znaczna część dziennikarzy, osoby pracujące na niższych stanowiskach w branży PR.
Przyczyny prekaryzacji są złożone. Można do nich zaliczyć globalizującą się gospodarkę, postępujący proces automatyzacji, osłabienie związków zawodowych, demontaż państwa dobrobytu i osłon socjalnych oraz zmiany w samej gospodarce ewoluującej w stronę gig economy – ekonomii projektowej, gdzie rzesze pracowników rzucane są po rynku od projektu do projektu.

Jedną z najważniejszych przyczyn tego zjawiska jest robotyzacja coraz większej liczby zawodów. Robotyzacja wpływa nie tylko na stabilne przez dziesięciolecia miejsca pracy w przemyśle, ale również na coraz więcej prac, które do tej pory były kojarzone ze stabilizacją klasy średniej.

W Stanach Zjednoczonych roboty coraz śmielej wkraczają do sektora usług prawnych, boty piszą newsy, algorytmy inwestują na giełdach. Wkrótce boty będą wspomagać lekarzy w diagnostyce, a z czasem również wyprą część z nich z rynku.
Zdaniem Josepha Stiglitza, laureata ekonomicznego Nobla, od 1980 do 2013 roku mediana zarobków w Stanach Zjednoczonych, uwzględniając inflację, wzrosła jedynie o 9 proc. W tym samym czasie produktywność pracy, czyli ilość wyprodukowanych przez pracownika dóbr w danym czasie wrosła o 70 proc. Dlaczego pensje pracowników nie wzrastały razem z produktywnością? Bo za produktywność odpowiedzialna jest właśnie automatyzacja – część pracowników została zastąpiona przez roboty, praca niektórych została przez maszyny ‘dopalona’. A maszynom nie trzeba płacić. Część ekspertów jest zdania, że różnicę między wzrostem produktywności a lichym wzrostem płac zgarnęli najbogatsi – właściciele robotów (kapitału) oraz osoby zajmujące się IT. Na topnienie klasy średniej, strącanie większej części z jej członków na gorsze pozycje ekonomiczne (oraz awans płacowy niewielkiej części tej grupy) wskazuje choćby renomowany ośrodek badawczy PEW Research Center. Od lat 70. widoczne jest stopniowe zanikanie klasy średniej, przemieszczenie się niewielkiej części społeczeństwa do klasy wyższej (głównie to specjaliści IT, eksperci, analitycy) oraz rozrastanie się klasy niższej, w tym – prekariatu. A będzie coraz gorzej. Przed zagrożeniami dla rynku pracy płynącymi z robotyzacji ostrzegał pod koniec 2016 roku w swoim raporcie Biały Dom.

Eksperci podkreślali, że w najbliższych dwóch dekadach od 9 do 47 proc. miejsc pracy zostanie zastąpionych przez roboty.

Wg raportu WISE Europa 36 proc. zawodów w Polsce w ciągu dwóch dekad zostanie zrobotyzowanych z prawdopodobieństwem wyższym niż 65 proc. Większość dotkniętych tym ludzi zapewne już nigdy nie wróci na swoje dawne pozycje ekonomiczne. Zawsze w takich momentach pojawiają się komentarze, że przecież takie osoby mogą się przebranżowić. To proszę sobie wyobrazić kierowcę ciężarówek, który się przebranżawia na web-dewelopera, albo byłą pracownicę przetwórstwa spożywczego, która wkracza w branżę game development.

Szansa


Powiększający się prekariat to klasa, w której będzie narastać frustracja, a więc potencjalnie będzie to również grupa niebezpieczna politycznie, która może obrócić swój gniew w stronę tych, którym się udało pozostać w klasie średniej. Jedną z funkcji dochodu gwarantowanego jest również zabezpieczenie spójności społecznej przed gniewem tych, którzy tracą na zmianach kształtu światowej gospodarki. Wbrew pozorom dochód podstawowy to nie tylko rojenia lewicowych intelektualistów i ekonomistów z nieortodoksyjnej szkoły. O dochodzie gwarantowanym od kilku lat mówi Elon Musk, współtwórca PayPala, Tesli czy przedsięwzięcia SpaceX, którego ambicją jest wysłanie człowieka na Marsa. Podczas World Government Summit w Dubaju Musk mówił, że w ciągu najbliższych lat przybędzie 12 – 15 proc. bezrobotnych z powodu technologii, która wypiera ich z rynku pracy. Jego zdaniem częścią rozwiązania problemu byłby właśnie dochód gwarantowany, który służyłby jako poduszka bezpieczeństwa dla tych ludzi. „Nie sądzę, żebyśmy mieli wybór. Myślę, że to będzie konieczne. Będzie coraz mniej i mniej prac, których roboty nie będą wykonywać lepiej niż ludzie” – mówił na konferencji. O dochodzie gwarantowanym wspominał również Barack Obama. O tym, skąd brać pieniądze na usługi publiczne, mówił z kolei Bill Gates.

Miliarder podsuwa pomysł opodatkowywania robotów. Roboty nie pobierają wynagrodzenia, jednak dzięki ich pracy powstają nowe produkty i usługi.

I znowu – różnicę między „bezkosztowym” robotem a pracą robotnika zgarnia właściciel robotów. Coraz częściej w różnych miejscach świata pojawiają się tzw. ciemne fabryki, gdzie bez konieczności oświetlenia pracują tysiące robotów montujących samochody, elektronikę, sprzęt AGD. Efektem ich pracy są konkretne przedmioty sprzedawane za konkretną cenę. Jeżeli pracę przy ich wytworzeniu wykonywaliby ludzie, płaciliby podatek dochodowy i składki zdrowotne (w niektórych systemach składki są po prostu częścią podatku dochodowego). Praca robotów jest nieopodatkowana. Stąd sugestia Gatesa, że należy na nią nałożyć daninę. Właśnie w rozwiązaniach fiskalnych upatrują możliwości realizacji dochodu podstawowego jego entuzjaści. Część z nich najchętniej patrzy właśnie na roboty. W tym rozwiązaniu roboty zabierają pracę, a później pracują na nasz dochód gwarantowany. Jak to możliwe? Wzrost wydajności, który odbywa się za pomocą robotów, ogranicza zatrudnienie, a przez to również wydatki na pracowników. Jeżeli roboty są dziesiątki, a w niektórych pracach setki albo tysiące razy wydajniejsze niż ludzie, to koszt ich instalacji oraz konserwacji jest znacznie niższy niż zatrudnienie człowieka. A to z kolei ogromne, wymierne oszczędności po stronie właścicieli kapitału. Oszczędności oznaczają większy zysk. Wydaje się więc, że jest z czego „przycinać”.

Opodatkowanie robotów lub bardziej progresywny podatek (nie tylko od osób fizycznych, ale również od osób prawnych) może sfinansować sporą część dochodu gwarantowanego.

Oczywiście dla każdego kraju potrzebne są odrębne wyliczenia oraz inne założenia dotyczące samego dochodu – jakiej będzie wysokości, czy będzie przysługiwał również dzieciom, czy nadal będą obowiązywać takie rozwiązania jak pensja minimalna. Prawdopodobny wydaje się również miks rozwiązań fiskalnych, które opodatkują w jakimś stopniu samą automatyzację, podwyższą stawki podatkowe dla najbogatszych kilku – kilkunastu proc. osób, uszczelnią systemy podatkowe, stawiając czoło wyzwaniu, jakim są np. raje podatkowe. 

Dochód gwarantowany coraz większej liczbie ekspertów z różnych dziedzin wydaje się jeśli nie nieunikniony, to jedną z najpoważniejszych i najciekawszych propozycji, które mają sprawić, że przyszłość dla większej liczby ludzi będzie bardziej znośna.

Autor: Kamil Fejfer, Magazyn Porażka

Więcej o bezwarunkowym dochodzie podstawowym przeczytacie w F5 Print Edition „La Familia”, który możecie zamówić tutaj.

Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook