5 powodów, dla których warto obejrzeć „Take Your Pills”

Tegoroczny dokument Netflixa stanowi przestrogę przed życiem w ciągłym biegu i zażywaniem wspomagaczy.
.get_the_title().

Już w latach 60. w jednym z rozdziałów zbioru esejów „Obecność mitu” Leszek Kołakowski pisał, że żyjemy w tzw. kulturze analgetyków – świecie, w którym na wszystkie możliwe sposoby staramy się unikać cierpienia. Środki znieczulające autor wymieniał tam jako jeden z kluczowych elementów pozwalających ludziom maskować przed innymi swoje prawdziwe, udręczone „ja” i sprawiać tym samym wrażenie radosnych i idealnych.

Tę intuicję, tyle że z nieco innej strony, bo z perspektywy przyświecających nam w bieżącej dekadzie absurdalnych norm produktywności i konieczności funkcjonowania pod ciągłą presją i napięciem, podjął także wypuszczony w marcu dokument Netflixa „Take Your Pills”. Oto 5 powodów, dla których warto go obejrzeć:

1. Ukazanie, w jaki sposób środek przeznaczony dla osób z ADHD stał się powszechnie stosowanym wspomagaczem

Produkcja skupiona jest wokół robiących furorę na rynku stymulantów na receptę, takich jak Adderall, które poprawiają koncentrację i pozwalają maksymalnie efektywnie uporać się z nawałem pracy.

Uzależnianie się od nich, w myśl daftpunkowego „Harder, Better, Faster, Stronger”, to niestety proces niemal analogiczny do ciągłego głodu narkotykowego (we wspomnianym Adderallu znajdziemy zresztą odrobinę amfetaminy). Proces, na który przymyka się jednak oko, bo przecież docelowo środek jest przeznaczony do łagodzenia objawów ADHD i problemów z koncentracją (ADD).

2. Przypomnienie o bezsensie wyścigu szczurów

W codziennej gonitwie za deadline’ami, jakie by one nie były, łatwo zapomnieć, że stajemy się po prostu kolejnym trybikiem bezrefleksyjnej machiny dążącej do maksymalnej rynkowej efektywności. Machiny, w której na dowolne zajęte miejsce czyha już kolejnych kilkunastu chętnych gotowych wykorzystać każdy błąd. Wiele osób szuka życiowego spełnienia właśnie w byciu na szczycie w swojej branży, a żeby być najlepszym bądź radzić sobie z presją po prostu się wspomaga, co w efekcie zamyka je w błędnym kole nieustannych napięć i pracy ponad siły. Jak mówi jeden z bohaterów dokumentu – zamiast życiowej równowagi nieustannie popadał z euforii w depresję i na odwrót.

3. Wgląd w przerażające statystyki

Przytoczone w filmie dane nie prezentują się zbyt optymistycznie. Możemy np. dowiedzieć się, że wśród osób korzystających ze wspomagaczy przeważają dorośli, jednak także liczba młodych ludzi biorących stymulanty ogromnie wzrosła: z 600 tys. w 1990 do 3,5 mln w 2011 roku. Inną ciekawostką jest to, że przychody z tego typu środków wydawanych na receptę to aż 13 mld dolarów rocznie.

4. Zwrócenie uwagi na wszechobecność Adderallu

Studenci, sportowcy, managerowie, programiści, biznesmeni. Zarysowana w dokumencie wizja grup społecznych sięgających po wspomagacze jest dość apokaliptyczna. Być może twórcy nieco przejaskrawili sytuację, skupiając narrację dla określonego efektu wokół barwnych jednostek i biografii, niemniej skala problemu i tak może co najmniej niepokoić.

5. Gorzki obraz naszych czasów

Liczne rozproszone i postępujące procesy, jak choćby ogromna konkurencja, „życie na pokaz” w Internecie czy opowiadający od lat na lewo i prawo o przekraczaniu własnych granic coachowie, doprowadziły do tego, że wielu ludzi odczuwa dziś silne zaburzenia w zakresie dłuższego utrzymywania uwagi na jednej rzeczy. A skoro tak, by przy równoległym wpatrywaniu się w smartfona i dźwięku facebookowych powiadomień w ogóle móc się skoncentrować, dla wielu osób konieczne jest sięgnięcie po dodającą „supermocy” używkę, bez której po pewnym czasie wydajne funkcjonowanie staje się coraz trudniejsze. „Definicja leku uległa zmianie: kiedyś było to coś, co ma pokonać chorobę, dziś jest to często środek zakazany zdobywany fortelem”. Ten cytat z „Take Your Pills” stanowi oczywiście pewną figurę retoryczną, niemniej wydaje się całkiem nieźle ilustrować, gdzie szuka się dziś pomocy, gdy nadmiar obowiązków i oczekiwań przytłacza. Ale na szczęście zawsze można rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady.

Tekst: Wojciech Michalski

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook