7 rzeczy, które wkurzają nas w dzisiejszych rodzicach

Tylko się nie obrażajcie...
.get_the_title().

Z chwilą, gdy dowiadujemy się o pojawieniu się w naszej rodzinie dziecka, w głowie zaczyna wić nam się wizja idealnego rodzicielstwa. Wyobrażamy sobie, jak będzie wyglądała opieka i czas spędzany z dzieckiem. W momencie pojawienia się pociechy na świecie, rzeczywistość weryfikuje jednak nasze plany i okazuje się, że nie zawsze jest tak słodko, jak sobie wyobrażaliśmy. Chodzimy poddenerwowani, poirytowani i zmęczeni, a swoją frustrację często zdarza nam się wyładowywać na dzieciakach. Każdy rodzic ma swoje metody wychowawcze i każdy popełnia błędy. Zebraliśmy dla was 7, które najbardziej kłują w oczy:

1. Helicopter parenting, czyli nadopiekuńczość

Chodzenie za dzieckiem krok w krok, podawanie wszystkiego, ganianie z jedzeniem. Uczestniczenie w absolutnie każdej czynności, nadmierna koncentracja – czasem występująca jednocześnie u obojga rodziców. Znacie ten obrazek? Jasne, dzieciom trzeba pomagać, ale należy też dać im szansę na samodzielność. Niech podążają swoją ścieżką. Obserwujmy, czy nie dzieje im się krzywda, przystosujmy przestrzeń tak, żebyśmy nie musieli ciągle reagować na „mamo, tato daj” – niech nauczy się samo brać i organizować sobie to, czego potrzebuje. Niech poznaje świat po swojemu.

Zamiast podcierać mu nos, nauczmy, do czego służą chusteczki. Nie chce jeść? Widocznie nie jest głodne.

Jedzenie można spakować na wynos, a jak weźmiemy ze sobą paczkę kabanosów i dziecko zje je zamiast obiadu, też nic mu się nie stanie – będzie żyło, gwarantujemy! Co więcej, w końcu nauczy się mówić, że jest głodne. Dzieci potrzebują czuć, że im ufamy, dzięki temu mogą zaufać same sobie.

Przy takim nadopiekuńczym zachowaniu mamy dwie opcje: albo zostaniemy służącymi, bo dzieciaki są cwane i zaczną wykorzystywać naszą chęć ciągłej pomocy, albo wychowamy dorosłych, którzy stale będą potrzebowali wsparcia drugiej osoby.

2. Za dużo zajęć dodatkowych

W poniedziałek basen, we wtorek piłka, potem balet, gimnastyka, zajęcia plastyczne, angielski i muzyka. Twórcze zagospodarowanie czasu dzieciom jest fajne, ale można z tym mocno przekombinować. Popychanie dzieci do uczestniczenia w zajęciach dodatkowych w każdy możliwy dzień tygodnia nie daje radości ani dzieciom, ani rodzicom.

Dorośli muszą kombinować jak pospinać kalendarz, aby wyrobić się ze wszystkim, a dzieciaki nie mają czasu na… nudę, która jest twórcza i niezbędna w rozwoju dziecka.

To właśnie wtedy dzieci mają chwilę na samodzielne wymyślanie sobie zabaw: tworzenie historii dla zabawek, rysowanie, budowanie z klocków czy zwyczajne leżenie do góry brzuchem. Po całym dniu w przedszkolu są równie zmęczone. Tak jak my, dorośli po pracy.

3. Trening czystości

JAK JESZ, ZNOWU JESTEŚ CAŁY BRUDNY! Latem, w sezonie lodów, świeżych owoców, gofrów z bitą śmietaną, słychać to z wyjątkowym natężeniem. Ile razy zdarzyło wam się jako osobie dorosłej upaprać czymś, co jecie? I to nie dlatego, że nie potraficie zachować się przy stole, tylko dlatego, że jedzenie spadło wam z widelca? Dzieci mają trochę gorzej rozwiniętą motorykę, uczą się wszystkiego w swoim tempie i na pewno w końcu zdarzać się to będzie rzadziej.

Nie ma nic złego w brudnej bluzce czy poplamionych spodniach.

Chyba każdy z nas ma w domu pralkę i wybielacz, wystarczy ich użyć. A jak boicie się o brudzenie drogich i ładnych ubranek, bo są drogie i ładne, to ich nie kupujcie.

4. Nie rób…

„Nie idź po tym murku”, „nie wchodź na drzewo, bo spadniesz”, „nie jedź tak szybko na rowerze”, „zostaw”, „nie dotykaj”. Generalnie dziecko ciągle słyszy słowo NIE. To co właściwie może? Siedzieć grzecznie, nie odzywać się i być dobrze wychowaną „ozdobą”? Dlaczego nie można powiedzieć „wchodź ostrożnie”, stanąć z boku i ewentualnie łapać, jeśli będzie lecieć w dół z tego drzewa.

Każdy z nas miał w dzieciństwie rozcięte kolano, guza na głowie czy nogi pełne siniaków. Nie dlatego, że rodzice nas olewali, ale dlatego, że pozwalali nam próbować.

Z sentymentem udostępniamy w internecie wspomnienia z dzieciństwa w latach 80. i 90. Nikt z nas nie słyszał wtedy „NIE BIEGNIJ, BO SIĘ PRZEWRÓCISZ”. Wiemy, że ludzie spode łba patrzą na dzieci włażące do fontanny w mieście, a w głowie wiją im się myśli o złym wychowaniu. Rodzice myślą „kurcze, ludzie krzywo się patrzą… Ola nie wchodź!”. Ale Oli jest gorąco. Nie sika tam, nie wrzuca śmieci, tylko trochę się zmoczy. Jest takie powiedzenie „zapomniał wół jak cielęciem był” – idealnie oddające obraz całej sytuacji ze słowami NIE RÓB.

5. Ucałuj ciocię

Koszmar z dzieciństwa? Pamiętacie tę starą ciotkę, którą widzieliście raz do roku? Była pomarszczona jak shar pei, brzydko pachniała, w zasadzie jej nie znaliście i trochę się brzydziliście, ale grzecznie było dać się wyściskać, wycałować i koniecznie być miłym, bo to rodzina albo bliscy znajomi dziadków. Bo ciocia się obrazi, jeśli dziecko nie będzie jej pamiętać i nie da się wytarmosić z uśmiechem na buzi. Nic się pod tym względem nie zmieniło.

Mówimy dzieciom „nie rozmawiaj z obcymi”, „nie bierz nic od nieznajomych”, ale dajemy je wycałowywać ludziom, których 5 razy w życiu widziały na oczy.

Do tego mają 3 lata, więc mogą nie pamiętać 4 poprzednich razów. Proponujemy powiedzieć: „ciociu, Jasiu cię nie pamięta, na pewno chętnie się przytuli tylko za chwilę, jak ze sobą porozmawiacie i sobie ciocię przypomni”. That’s all.

6. Rozkazy jak w wojsku

Brak rozmowy i tłumaczenia. Z tego bierze się większość problemów. Ciągle gdzieś biegniemy, za czymś gonimy, spieszymy się. Mało rozmawiamy ze sobą, a jeszcze mniej z dziećmi.

Działamy zadaniowo, całkiem jak roboty: wstać, ubrać, umyć, nakarmić, odprowadzić do szkoły, iść do pracy…

Wszystko w pośpiechu i biegu. Nie pytamy dzieci, dlaczego wstały w złym humorze, tylko się wściekamy. Nie dowiadujemy się, dlaczego nie chcą czegoś robić, tylko mówimy, że mają to zrobić i już, bo my wiemy, co jest dla nich najlepsze. Fajnie jest poznać własne dziecko. Wysłuchać jego potrzeb, dowiedzieć się, o czym myśli, czego się boi albo co lubi. Nie zajmuje to wbrew pozorom dużo czasu, a gdy tego nie robimy pojawia się…

7. Krzyk

Krzyczy każdy, ale w różnym natężeniu. Mi zdarza się krzyknąć na dziecko, gdy próbuje coś robić na złość i testuje moją wytrzymałość, a ja jestem zmęczona do granic możliwości. Na szczęście ma to miejsce rzadko. Są jednak ludzie, którzy na dzieci krzyczą praktycznie non stop. Stale się na nie denerwują, wydaje się, że mają problem z tym, że dzieci nie spełniają ich oczekiwań, nie są takie, jak to sobie zaplanowali. Wkurza nas krzyczenie na dzieciaki z błahych powodów – czyli takich, które faktycznie nie zagrażają im lub najbliższemu otoczeniu. Czym innym jest krzyknięcie na dziecko, żeby nie wyjeżdżało hulajnogą na ulice, a czym innym prucie, że się ubrudziło, podarło spodnie czy idzie za wolno.

Chyba wy nie chcielibyście mieć szefa, który ciągle na was krzyczy, prawda?

W końcu chodzi przecież o to, aby w rodzicielstwie pozwolić sobie na większy luz i trochę dystansu do wszystkiego, przestać się przejmować, a dzieciom pozwolić być dziećmi: takimi, które hałasują, psocą i świetnie się przy tym bawią. Bo dzieciństwo jest krótkie, a strasznie fajne. Nie bójcie się dzieci, bo chociaż to bardzo żywiołowe i wymagające małe istoty, przebywanie w ich towarzystwie to ogromna frajda i zero miejsca na nudę. I ogromna ilość miłości!

Tekst: LS

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook