10 fragmentów książki „Kocha, lubi, zdradza”, dzięki którym spojrzysz na zdradę inaczej

W czasach Tindera zdrada wymaga poważnej redefinicji. Tego zadania podjęła się Esther Perel - światowej sławy psychoterapeutka i autorka kultowej “Inteligencji erotycznej”. Wybraliśmy 10 fragmentów jej najnowszej książki “Kocha, lubi, zdradza”, dzięki którym zmienisz swoje zdanie o niewierności.
.get_the_title().

Podczas gdy wszystko szybko się zmienia, naiwnością jest myśleć, że nasz stosunek do zdrady może pozostać sztywny i bezkompromisowy. Autorka „Kocha, lubi, zdradza„, Esther Perel, unikając banałów, prowokuje czytelnika do ponownego przemyślenia zagadnienia wierności w związku. Nie oceniając i nie usprawiedliwiając, pomaga zrozumieć złożoność mechanizmów, których skutkiem są różnorodne miłosne wielokąty. Wieloletnia praktyka w terapii par pozwala jej przytaczać przykłady związków, w których bardzo rzadko sprawdzał się prosty podział na niewinne ofiary romansu oraz ich emocjonalnych oprawców. Radzi jak uchronić się przed rozpadem związku i tłumaczy, dlaczego próba przejęcia kontroli nad partnerem jest najgorszym z możliwych rozwiązań.

Najnowsza książka Esther Perel zburzy spokój tych, którym wydaje się, że o swoim związku wiedzą wszystko.

Zachęci do szczerego dialogu nie tylko z partnerem, ale również z samym sobą na temat spychanych w zakamarki świadomości pragnień. Udowodni, że one zawsze, wcześniej lub później, wypłyną na powierzchnię. Da nadzieję tym, którzy próbują się podnieść z emocjonalnych zgliszczy swojego związku, nie podsycając złudzeń tych, których relacje są skazane na porażkę.

Esther Peril na TED Talks

Do Esther Perel zgłaszają się pary z całego świata, jej wystąpienie na konferencji TED zebrały blisko 20 milionów wyświetleń, a książka „Kocha, lubi, zdradza” błyskawicznie zyskała status bestsellera „New York Timesa”. Oto dziesięć jej fragmentów, o rożnych aspektach współczesnych związków, które trzeba przedyskutować na nowo.

1. O oczekiwaniach nie-do-spełnienia

Nigdy wcześniej w historii nasze oczekiwania wobec małżeństwa nie były aż tak wyolbrzymione. Nadal pragniemy wszystkiego, co zapewniała tradycyjna rodzina – bezpieczeństwa, dzieci, majątku, szacunku – lecz obecnie chcemy także, by nasz partner nas kochał, pożądał, interesował się nami. Powinniśmy być dla siebie najlepszymi przyjaciółmi, zaufanymi powiernikami i na dodatek namiętnymi kochankami.

Ludzka wyobraźnia stworzyła nowy Olimp: miłość ma być bezwarunkowa, intymność fascynująca, a seks podniecający, na długo, z jedną osobą. Tylko, że to długo robi się coraz dłuższe. 

Małżeńską wstęgą opasane są głęboko sprzeczne ideały. Chcemy, by nasz wybranek oferował nam stabilność, bezpieczeństwo, przewidywalność, niezawodność – czyli dawał oparcie. Jednocześnie chcemy, by ta sama osoba budziła w nas podziw, kusiła tajemnicą, przygodą i ryzykiem. Daj mi komfort i daj mi życie na krawędzi. Daj swojskość i daj nowość. Daj ciągłość i niespodziankę. Dzisiejsi kochankowie zamierzają zmieścić pod jednym dachem pragnienia, które od zawsze były osobne.

2. O naiwnej wierze w monogamię

Pożądanie innych ma w jakiś cudowny sposób nagle wyparować, pokonane mocą tej konkretnej fascynacji. W świecie, gdzie tak łatwo poczuć, że się nic nie znaczy – zostać zwolnionym, być pomiatanym, skasowanym jednym kliknięciem, usuniętym ze znajomych – bycie wybrankiem nabrało wagi, jakiej nigdy wcześniej nie miało.

Monogamia jest świętą krową romantycznego ideału, bo potwierdza naszą wyjątkowość. Niewierność zaś to jakby powiedzieć „nie jesteś wcale taki znów cudowny”. Roztrzaskuje na kawałki wielkie pragnienie miłości.

W inspirującej książce „After the Affair” Janis Abrahms Spring wymownie opisuje tę egzystencjalną burzę: „Zrównane z ziemią… twoje własne przekonanie, że ty i twój partner byliście sobie pisani, że nikt inny nie da mu szczęścia, że razem tworzyliście pierwotną, nieredukowalną unię, której nie da się rozdzielić ani zerwać. Romans pokazuje śmierć dwóch niewinnych złudzeń – że wasze małżeństwo jest wyjątkowe oraz że ty jesteś unikatowa czy wartościowa”.

Kiedy małżeństwo było umową ekonomiczną, niewierność zagrażała bezpieczeństwu ekonomicznemu, dzisiaj jest zaś porozumieniem uczuciowym, a niewierność zagraża bezpieczeństwu emocjonalnemu.
Nasze indywidualistyczne społeczeństwo tworzy zadziwiający paradoks: w miarę intensyfikowania się potrzeby wierności wzrasta też pokusa niewierności. Dziś, gdy emocjonalnie tak bardzo zależymy od partnera, romans jeszcze nigdy nie miał tak niszczących konsekwencji. W kulturze, która ceni indywidualną samorealizację i nęci obietnicą szczęśliwości, nigdy jeszcze pokusa skoku w bok nie była tak wielka. Być może właśnie dlatego potępiamy niewierność z wcześniej niespotykaną siłą i zdradzamy na potęgę.

3. O prawie własności

Wszystkie tego typu dyskusje nieuchronnie prowadzą do zadawania drażliwych pytań o naturę naszej erotycznej wolności. Czy oczekujemy, że nasi partnerzy, jako istoty seksualne, będą całkowicie należeć do nas? Mówię tu o ich myślach, fantazjach, snach, wspomnieniach, tym, co ich podnieca, pociąga, o ich autoerotyzmie. Te aspekty seksualności mogą być osobiste i jako takie są częścią suwerennego jestestwa – rozwijają się w naszym własnym tajemniczym ogrodzie. Ale niektórzy uważają sferę seksualną za domenę, którą koniecznie należy się dzielić. Odkrycie, że partner się masturbuje lub nadal żywi uczucia do byłej, jest równoznaczne z odkryciem zdrady. W ten sposób jakakolwiek niezależna ekspresja seksualności – rzeczywista bądź wyobrażona – jest złamaniem zasad. Patrząc z innej perspektywy, przestrzeń dla pewnej dozy erotycznej indywidualności może komunikować istnienie szacunku dla prywatności i autonomii i jako taka jest dowodem prawdziwej bliskości.

Przez dziesięciolecia pracy zauważyłam, że utrzymanie erotycznej iskry najlepiej udaje się tym parom, które czują się swobodnie ze świadomością tajemnicy między nimi.

Nawet jeśli zachowują monogamię, wiedzą, że nie są właścicielami seksualności partnera. I właśnie ta nieuchwytność w drugim człowieku sprawia, że wraca się, by coraz lepiej go poznać. Zadaniem każdej pary jest ustalenie granic niezależności erotycznej obu stron i jest to część większej debaty o niezależności i o związku. Chcąc ochronić się przed zdradą, domagamy się dostępów, kontroli, transparencji. Ryzykujemy tym samym bezwiednie, że pozbędziemy się tej szczeliny między nami, w której płonie pożądanie. Ogień potrzebuje przecież tlenu.

4. O pragnieniu poznania innej wersji własnej historii

Jak pisze słynny socjolog Zygmunt Bauman: „zawsze istnieje podejrzenie (…) że żyje się w kłamstwie, przez pomyłkę; że coś niezmiernie ważnego zostało przeoczone, zagubione, zaniedbane, niespróbowane i niezbadane; że nie podjęto zobowiązań wobec autentycznego »ja« albo że w odpowiednim czasie nie dano szansy nieznanemu dotąd szczęściu, całkowicie innemu od tego doświadczanego wcześniej, a zatem jeśli się je nadal będzie ignorować, straci się je na zawsze”. Mówi on wprost o nostalgii za nieprzeżytą wersją życia, niezbadanymi możliwościami bycia sobą, za drogą, którą się nie poszło.
W dzieciństwie możemy odgrywać role w zabawie, w dorosłości jednak często role, które nam przydzielono lub które wybraliśmy, ograniczają nas.

Kiedy wybieramy partnera, decydujemy się na jakąś wersję naszej opowieści. Ale wciąż jesteśmy ciekawi, jak wyglądałyby inne.

Romans daje nam możliwość podejrzenia tego innego życia, podglądnięcia tego, co nieznane w nas. Niewierność to często zemsta na porzuconych możliwościach.

5. O tym, że szczerość często się nie opłaca

Wielokrotnie widziałam, jak szczerość wyrządza więcej szkód niż pożytku, co sprawiło, że musiałam zadać pytanie: czy kłamstwo może być ochronne? Wielu taki koncept nie mieści się w głowie. Jednak słyszałam zdradzanych małżonków krzyczących „Żałuję, że mi powiedziałeś!”. (…) Często słyszę, jak moi amerykańcy koledzy po fachu mówią, że nie da się nic zrobić, gdy sekret wisi w powietrzu. Co ciekawe, koledzy po fachu z innych krajów mówią coś całkowicie odmiennego.

Można zrobić bardzo wiele, dopóki sekret nie zostanie ujawniony. Kiedy podniesie się zasłonę milczenia, nie ma już odwrotu.

Przestrzegają przed niepotrzebnym ujawnianiem, ostrzegając przed zbędnym bólem zadawanym partnerowi i szkodą, jaką ponosi związek. Taka polityka dotyczy nie tylko romansów.

Dla mnie punktem zwrotnym była sesja terapeutyczna, podczas której pewna kobieta powiedziała mi, że od dwudziestu lat nie może się doczekać, kiedy przestanie uprawiać z mężem seks. Nie lubiła jego zapachu, udawała orgazmy. Wiedząc, że nie ulegnie to zmianie ani nie traktując tego jako powodu do zakończenia małżeństwa, nie widziała sensu, by mu o tym mówić. Byłam skłonna kontynuować terapię, świadoma jej kłamstw. Musiałam więc zadać sobie pytanie: „Zasadniczo czym się ten sekret różni od innych?”.

6. O tym, że czasami ktoś inny smakuje lepiej

„Smakuje tak jak ty, ale bardziej słodko!”. Jego gniew przeradza się w gorzki sarkazm. „Tak trzymać. A teraz odpierdol się i zdechnij”. Jak pisał François de La Rochefoucauld, „zazdrość karmi się wątpliwością, więc gdy wątpliwość zmienia się w pewność, zazdrość zmienia się w szał lub przestaje istnieć”.
Nie tylko mężczyźni domagają się technicznych szczegółów. 
Słyszałam już, jak kobiety porównują się do swoich rywalek w słowach równie dosadnych. Jej biust DD – mój o wiele mniejszy. Jej orgazmy wielokrotne – moje nie za każdym razem. Jej kobiecy wytrysk – mnie potrzeba lubrykantu. Jej mistrzowskie robienie loda – ja nie przepadam za samym zapachem. Wszyscy znamy wyśpiewywany przez Alanis Morissette niezapomniany tekst: „Starsza wersja mnie / czy jest tak samo zboczona jak ja? / Czy obciągnęłaby ci w kinie?”.

7. O zemście i wstydzie.

Zemsta często wydaje się błaha, ale nauczyłam się szanować głębokie rany, jakie skrywa. Skoro nie da się odzyskać uczuć, których nie szczędziliśmy, może choć odbiorę pierścionek zaręczynowy. A jeśli to nie wystarczy, można jeszcze zmienić testament. Wszystko to desperackie próby odzyskania władzy, wymuszenia rekompensaty, zniszczenia tego, kto zniszczył nas – by ochronić samych siebie.

Każdy dolar, każdy prezent, każda cenna książka, którą wygrzebiemy z gruzów, ma naprawić kawałek złamanego serca. Niestety jest to gra o sumie zerowej.

Pragnienie wyrównania rachunków koreluje z intensywnością zżerającego nas wstydu. A najbardziej wstyd nam, że byliśmy na tyle głupi, by zaufać.

8. O tym, że nic nie jest na pewno i na zawsze

Nasi partnerzy do nas nie należą. Są zaledwie pożyczką z opcją prolongaty, z której nie musimy korzystać. Świadomość, że możemy ich stracić, nie musi osłabiać naszego zaangażowania. Raczej daje impuls do aktywnego poszukiwania bliskości, o którym często zapomina się po wielu latach związku.

Zdanie sobie sprawy z tego, że nasi najbliżsi zawsze będą się nam wymykać, powinno wytrącić nas z kolein codziennego życia, i to w jak najbardziej pozytywnym sensie.

Kiedy prąd życia się wzbudzi, trudno mu się oprzeć. Należy raczej wystrzegać się braku zaciekawienia, połowicznego zaangażowania, ponurej rezygnacji i zabójczej rutyny. Domowy marazm to często wynik kryzysu wyobraźni. Tymczasem kochankom w punkcie kulminacyjnym romansu wyobraźni nie brakuje. Mają pod dostatkiem pożądania, uwagi, romantyczności i zabawy. Dzielenie się snami, emocjami, pasją i bezgranicznym zaciekawieniem – to naturalne składniki scenariusza każdej zdrady. Zarazem jednak to elementy udanego związku. Nie przez przypadek wiele par prowadzących bujne życie erotyczne czerpie strategie małżeńskie wprost z podręcznika do niewierności.

9. O konsekwencjach niemożliwych-do-przewidzenia

Usłyszałam historie prezentujące całe spektrum możliwych konsekwencji. Niektóre małżeństwa się rozpadały, kiedy przepaści nie dało się zasypać. Dla jednych było to katastrofalne zakończenie, dla innych – nieco łagodniejsze zamknięcie pewnego etapu o pozytywnych konsekwencjach. Były też takie związki, które kulały, partnerzy skakali sobie do oczu albo pogrążali się w ciszy. Jeszcze inne małżeństwa się wzmacniały, a kryzys niewierności stanowił siłę napędową dla większej intymności, zaangażowania i seksualności. Niekiedy dawni kochankowie formalizowali związek, a wtedy rezultatem zdrady było nowe małżeństwo.

Jak się okazało, niewierność może zniszczyć związek, podtrzymać go, zmusić partnerów do zmiany albo stworzyć nową relację.

Każdy romans redefiniuje związek, a każdy związek na właściwych sobie zasadach określi, jakie będzie dziedzictwo romansu.

10. O palącej konieczności przedefiniowania

Podejmując konstruktywną krytykę monogamii, powinniśmy odsunąć na bok prozaiczne pytanie o dopuszczalną liczbę partnerów seksualnych. Należy raczej dogłębnie przeanalizować pojęcie wierności. Jak twierdzi Dan Savage, autor felietonów na temat seksu, traktowanie wyłączności seksualnej jako jedynego wyznacznika przywiązania to grube uproszczenie. Na poparcie swojej tezy wspomina, jak kiedyś osoba po pięciu małżeństwach zarzuciła mu, że jego związek z dwudziestoletnim stażem nie opiera się na pełnym oddaniu, jeśli zarówno on, jak i jego mąż spotykają się z innymi partnerami. „Które z nas jest bardziej zaangażowane?”. Podobnej frustracji daje wyraz Dawson, który zdradził swoją żonę Amelię, przez co oboje znaleźli się w moim gabinecie. „Byłem ci wierny przez dwadzieścia pięć lat. Przez dwadzieścia cztery żyliśmy w szczęśliwej monogamii. Ostatni rok był równie szczęśliwy, choć stało się to za sprawą innej kobiety. Mimo tego pozostałem wobec ciebie w pełni lojalny. Zawsze mogłaś na mnie liczyć. Byłem przy tobie, kiedy przez rok mieszkał z nami twój brat w trakcie leczenia z nałogu alkoholowego, kiedy zachorowałaś na raka piersi i kiedy umarł twój ojciec.Przykro mi. Nie chciałem cię zranić. Ale jeśli według ciebie miarą mojego oddania jest to, gdzie wsadzam fiuta, to jednocześnie przekreślasz wszystko inne.”

Wiele osób utożsamia wyłączność seksualną z zaufaniem, poczuciem bezpieczeństwa, zaangażowaniem i lojalnością. Nie mieści im się w głowie, że wszystkim tym wartościom można hołdować również w bardziej swobodnym związku.

Tymczasem, jak przekonuje psychiatra Stephen B. Levine, weryfikacja systemu wartości to integralny element życiowych doświadczeń. Dotyczy to zarówno wartości politycznych, jak i religijnych czy zawodowych. Dlaczego sfera seksualna miałaby być pod tym względem wyjątkiem? Levine chce nam uświadomić, że nasz system wartości ewoluuje w miarę naszego dojrzewania, kiedy „stopniowo przestajemy rozstrzygać kwestie etyczne i moralne w czarno-białych, absolutnych kategoriach, a zaczynamy uświadamiać sobie, że większość problemów sytuuje się w szarej strefie dwuznaczności.

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook