Wstyd przed lataniem i etyczne podróże stają się coraz powszechniejsze. Czy kalkulują się również ekonomicznie?

Rośnie globalna świadomość, że każdy z nas zostawia planecie swój odcisk węglowy.
.get_the_title().

Kilka tygodni temu pisaliśmy na F5 o nieodpowiedzialnych planach dalszej ekspansji mocno zanieczyszczającego środowisko rynku lotniczego. W opozycji do tej tendencji i symetrycznie z masowymi protestami klimatycznymi wyłonił się intensywnie rozwijający się w ostatnim czasie oddolny, globalny, ekologiczny ruch, który odwołuje się do hasła „Wstydu przed lataniem”. Szczególnie zauważalny jest np. w Szwecji, o czym pisaliśmy tutaj. Coraz więcej osób próbuje minimalizować swój „węglowy odcisk”, czyli autorski wkład w dodatkowe zanieczyszczanie środowiska taką formą podróży, a samoloty stara się zamieniać na pociągi bądź promy. Przykład dała chociażby Greta Thunberg, czyli 16-letnia aktywistka, która właśnie pociągiem podróżowała na obrady Światowego Forum Ekonomicznego. Czy jednak ta szlachetna i póki co wciąż jeszcze głównie idealistyczna postawa jest opłacalna pod kątem ekonomicznym i czasowym? Sprawie przyjrzał się brytyjski Guardian.

Na podstawie rozmów z rodzicami ustalono, że głównym problemem przy przesiadaniu się z samolotów do pociągów jest fakt dużo dłuższej (często nawet o kilkanaście godzin) podróży i przemęczenia wynikającego z ogromnej trasy przemierzanej z dziećmi. Zwłaszcza jeśli w planie kilkunastogodzinnej wyprawy są kolejne przesiadki. Jedna z mam przyrównała je do… operacji militarnej. Taka forma zwiedzania np. Europy jest z kolei atrakcyjna dla singli czy studentów, którzy mogą po prostu skupić się na przyjemności z eksploracji. Jak wygląda to liczbowo?

Pod lupę wzięto podróż z Londynu do Bordeaux w środku tygodnia w lipcu. Pociągiem (Eurostar lub TGV) jej koszt wyniósł 500 funtów, natomiast tanimi liniami lotniczymi (wraz z odprawą bagażu) 400 funtów.

Pociąg dotarł na miejsce w 6,5 godziny, podczas gdy samolotem zajmuje to 1 godzinę i 45 minut. Na pozór tańszą alternatywą wydaje się prom (162 funty), jednak trzeba doliczyć zarówno koszty dojazdu, jak i uwzględnić całonocny postój, który kradnie wiele czasu.

Jak widać, cyferki przemawiają niestety w tym przypadku raczej za rynkiem lotniczym, jednak warto też pamiętać, że opłaty bagażowe, konieczność dojazdu na lotnisko czy koszty jedzenia doliczone do kwoty biletu bardzo szybko potrafią wywindować ostateczną stawkę za korzystanie z samolotu. Na szczęście istnieje wiele sposobów, by znacznie podnieść komfort i wydajność mniej toksycznych dla środowiska podróży. A różnica w szkodliwości jest gigantyczna, co dobrze ilustrują poniższe grafiki:

fot. theguardian.com
fot. theguardian.com
fot. theguardian.com

Jednym ze sposobów na oszczędność i wygodę jest po pierwsze bukowanie biletów wiele miesięcy przed datą wyjazdu (oczywiście w miarę możliwości), co zapewnia duże zniżki u większości przewoźników. Warto też podróżować poza okresami boomu turystycznego, kwoty kształtują się wtedy zazwyczaj na niższym poziomie, a dodatkowo unikamy tłumów.

Istnieją również liczne strony internetowe (seat61.com, loco2.com, thetrainline.com), na których dużo taniej można zaopatrzyć się w bilety na kolejowe podróże po Europie.

Według zajmującej się problematyką etycznych podróży Lucy Bishop, stają się one coraz częstsze, choć póki co trudno liczyć, że np. rodziny z dziećmi masowo zaczną podporządkowywać swój komfort temu, by ratować klimat. Niemniej, zmiana tendencji krok po kroku jest widoczna i pozostaje mieć nadzieję, że te przemiana globalnej świadomości nie zaczęła następować zbyt późno.

Tekst: WM

Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook