Topowi weterynarze coraz głośniej nawołują, aby przestać kupować mopsy i buldogi

Tymczasem szał na właśnie te rasy zdaje się nie maleć. Dlaczego lekarze weterynarii są na nie?
.get_the_title().

Jakiś czas temu mopsy i buldogi stały się niemalże nieodłącznym dodatkiem każdego szanującego się hipstera. Ta subkultura została już naturalnie wchłonięta do tkanki miejskiej i obok jej przedstawicieli przechodzimy totalnie obojętnie. Tego samego nie można jednak powiedzieć o mopsach czy buldożkach, które za każdym razem budzą uśmiech na twarzy i sprawiają, że mamy ochotę robić im fotki z ukrycia, żeby pokazać znajomym, jakiego słodziaka spotkaliśmy na swojej drodze.

Ich fizjonomia totalnie nas rozbraja i sprawia, że widzimy w nich pocieszne czworonożne antydepresanty.

Źródło: Channey/Unsplash

Tymczasem to, co nas tak zachwyca, weterynarze na całym świecie coraz częściej określają mianem mutacji, która nie powinna mieć miejsca w świecie zwierząt. Ich zdaniem wygląd tych ras to wynik modyfikacji genetycznych przeprowadzonych z niewłaściwych pobudek – czyli po to, aby te psy podbijały wyglądem serca potencjalnych właścicieli, a nie w celu stworzenia zdrowszej, silniejszej rasy.

Wręcz przeciwnie – wszelkie modyfikacje mają negatywny wpływ na zdrowie tych psiaków.

Źródło: Matthew Henry/Unsplash

Uroczy, podwójnie zakręcony ogon zwierzaka jest tak naprawdę defektem genetycznym, który w niektórych przypadkach może być nawet przyczyną paraliżu czworonoga. Spłaszczona mordka, która urzeka nas i rozbawia, jest wynikiem hodowli ukierunkowanej na to, by nosy mopsów i buldogów były jak najkrótsze. Wtedy zwierzaki mogą być mniejsze, a to zwiększa ich atrakcyjność – idealnie nadawać się będą do życia miejskiego, czyli niedużych mieszkań czy wypadów z właścicielami do knajpek.

Najwyraźniej fakt, że przez to te rasy mają problem z jedzeniem i oddychaniem ma dla hodowców drugorzędne znaczenie.

Tymczasem czworonogi są z tego powodu narażone na problemy z krążeniem. Specyficzna budowa czaszki i krótkie oczodoły mogą powodować też zjawisko wypadnięcia gałek ocznych.

Źródło: Fanpage Bilton Veterinary Centre
Źródło: Jorge Zapata/Unsplash

Mopsy i buldogi mają również problemy z przegrzewaniem się, bo spłaszczone pyszczki źle wpływają na ich możliwość swobodnego dyszenia, które jest konieczne do naturalnego wytracania ciepła, skoro psy się nie pocą. W konsekwencji mniej chętnie się ruszają, a siedzący tryb życia wpływa z kolei na niezdrowy przyrost masy ciała. W ekstremalnych wypadkach, zwłaszcza podczas upału czy przeforsowania, pieski mogą zemdleć czy nawet mieć zapaść.

Nie bez znaczenia jest też to, że mają zdeformowane podniebienie miękkie – tak jak zęby jest nienaturalnie ułożone, stłoczone w czaszce.

via GIPHY

Mogłoby się wydawać, że skoro problem jest tak poważny, to powinien być mocno nagłośniony, zwłaszcza ze strony lekarzy weterynarii, którzy się na tym znają najlepiej. Niestety, jeden z nich przyznaje anonimowo w dzienniku The Guardian, że weterynarze boją się zwracać właścicielom mopsów i buldogów uwagę na te kwestie, bo myślą, że mogą przez to stracić klientów.

Przecież ci ludzie zdecydowali się na tę rasę głównie ze względu na jej wygląd, więc teraz nie chcą, żeby był on wytykany jako genetyczna modyfikacja osłabiająca ich pupilów.

Poza tym wśród weterynarzy na pewno znajdą się też tacy, którzy zacierają ręce, bo przecież zarabiają na tym, że zwierzaki trzeba badać czy ratować w wypadku chorób serca czy po serii omdleń.

Źródło: Carlee Dittemore/Unsplash

Tymczasem topowi lekarze weterynarii nie boją się zajmować jasnego i stanowczego stanowiska w tej sprawie. – Wzrost popularności tych ras prowadzi do cierpienia zwierząt i dostarcza właścicielom niezdrowe, osłabione osobniki. Dlatego mocno nawołujemy do wybierania innych ras – komentuje Sean Wensley z The British Veterinary Association

Źródło: Justin Veneema/Unsplash

Domyślamy się, że wielu z was marzy o mopsie czy buldożku i wcale nas to nie dziwi – nie da się im odmówić uroku. Jednak w tej sytuacji decydowanie się na taką rasę wydaje się być nieetyczne, a do tego nakręca biznes prowadzący do cierpienia zwierząt. Radzimy więc wycieczkę na Palucha lub do innego pobliskiego schroniska. Gwarantujemy, że w zwykłym kundelku również można się zakochać i to od pierwszego wejrzenia!

Zdjęcie główne: BigThink.com
Tekst: Kinga Dembińska

Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook