PKB to za mało

Poszukiwania następcy PKB trwają od lat, tymczasem coraz częściej kwestionuje się podstawowe założenie nadające sens temu wskaźnikowi - potrzebę utrzymywania wzrostu gospodarczego poprzez wzrost konsumpcji.
.get_the_title().

Próby zastąpienia PKB trwają od lat 70. XX wieku i trudno zliczyć wszystkie powstałe w tym czasie alternatywne wskaźniki. Autorskie koncepcje przedstawiali laureaci ekonomicznego Nobla, zespoły ONZ, OECD, a tydzień temu zrobił to nawet Polski Instytut Ekonomiczny, rządowy think-tank.

Lista zarzutów wobec PKB jest długa. Główną jego wadą ma być to, że nie wyraża/oddaje jakości życia ani poziomu rozwoju społecznego i skupia się wyłącznie na wartości wytworzonych dóbr i usług. Poza tym, nie uwzględnia nieodpłatnej pracy kobiet i kosztów środowiskowych wywołanych przez działalność gospodarczą, a wskaźnik rośnie niezależnie od tego czy zwiększa się wartość produkcji broni, podręczników czy ciastek. Mówi się o tym dużo, nawet wokół forum ekonomicznego w Davos.

Obrońcy PKB/wskaźnika tłumaczą, że służy on do mierzenia aktywności gospodarczej i w tej roli sprawdza się/ z tego zadania wywiązuje się dobrze. I nie jest jego winą [PKB] to, że w pewnym momencie powszechne stało się utożsamianie poziomu dochodu narodowego z poziomem rozwoju społecznego i jakością życia. Dziesiątki lat temu przed takim upraszczaniem rzeczywistości przestrzegał zresztą Simon Kuznets, ekonomista uznawany za twórcę koncepcji PKB.

Nawet indeks odpowiedzialnego rozwoju autorstwa Polskiego Instytutu Ekonomicznego (w raporcie o podtytule “PKB to za mało”) nie do końca radzi sobie bez [tej] najbardziej znanych z miar. Indeks uwzględnia wprawdzie długość życia i poziom nierówności, wciąż jednak wyniki w znacznym stopniu zależą od poziomu konsumpcji i wydatków stymulujących przyszły wzrost gospodarczy.

W kontrze do tendencji/dalszego podporządkowywania polityki wzrostowi PKB występuje środowisko naukowców i aktywistów propagujące ideę degrowthu (lub postwzrostu).

Przekonują oni, że to właśnie fiksacja na punkcie wzrostu gospodarczego jest źródłem problemów środowiskowych i społecznych, a tych nie da się rozwiązać inaczej jak poprzez odrzucenie kultu PKB.

Identyfikujący się z nurtem degrowth badacze z Instytutu Nauk i Technologii Środowiskowych Uniwersytetu Autonomicznego w Barcelonie (ICTA UAB) wskazują, że ze względu na wysoką korelację wielkości emisji CO2 z PKB, dalsze dążenie do wzrostu to najszybsza droga do podniesienia średniej temperatury do poziomu przekraczającego względnie bezpieczne granice. Warto pamiętać, że jedynym w ostatnich latach momentem zahamowania globalnego wzrostu emisji CO2 był okres po kryzysie 2008 roku i spowolnienie w Chinach.

To, że PKB nie jest w stanie rosnąć bez końca, wiedzieli już klasyczni XIX-wieczni ekonomiści. Dziś o prognozowanym najniższym od 30 lat wzroście informują władze Chin. Degrowthowcy przekonują, że postwzrostową transformację lepiej zaplanować, niż być do niej zmuszonym przez chaos zmian klimatu czy żywioły uwolnione przez załamanie gospodarcze/kolejny Wielki Kryzys.

Tekst: Jan Chudzyński

Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook