Szprycery zawładną latem! Dlaczego tak chętnie je pijemy i skąd się w ogóle wzięły?

Sprawdźcie, gdzie w Warszawie serwują najlepsze szprycery!
.get_the_title().

Włoski aperitif (wł. aperitivo) przy lekkim, bąbelkowym drinku to coś w rodzaju „kultury picia”, która skłania do wspólnych spotkań, a przy tym nie wiąże się z koniecznością picia po to, by się upić. Mówi się, że kultura aperitif ma wszystkie cechy, których pragnie dzisiejsze pokolenie pijących.

Jest bardziej wyluzowana i pozwala budować relacje przy powolnym sączeniu bąbelków.

Ten włoski zwyczaj rozprzestrzenia się w świecie. Nie ma już na celu wyłącznie wpływać na zaostrzenie apetytu przed posiłkiem, tak jak z założenia miał działać aperitif. Zawładnął również sercami fanów wieczornego drinkowania, którzy swoje mocne trunki coraz częściej zamieniają na orzeźwiające, bąbelkowe koktajle z dodatkami.

ZDJĘCIE: MARTA MANKIEWICZ

We Włoszech najpopularniejszy drink pijany w czasie aperitifu to Aperol Spritz, który bazuje na słodkim, 11 proc. likierze z gorzkich pomarańczy, rabarbaru oraz ziół – to właśnie jemu zawdzięcza swój pomarańczowy kolor. Dodatek bąbelków w postaci prosecco i wody sodowej sprawia, że otrzymujemy musujący szprycer, do którego dodajemy dużo lodu i plasterki pomarańczy. Co ciekawe, nazwa Spritz zrodziła się już za czasów panowania Napoleona, gdy żołnierze wojsk austriackich opanowali region Veneto w północno-wschodnich Włoszech. Z braku dostępu do ulubionego piwa, zaczęli pić wino, które z powodu upału rozcieńczano wodą gazowaną, by zbyt szybko nie uderzało do głowy.

Proces ten nosi nazwę szprycowania i stąd nazwa Spritz, a każdy drink z dodatkiem gazu to właśnie szprycer.

ZDJĘCIE: MARTA MANKIEWICZ

Co sprawia, że coraz częściej wybieramy szprycery kosztem drinków na bazie mocniejszych alkoholi? Przede wszystkim są orzeźwiające, lekko gazowane i idealne na letnią porę. Można je dłużej sączyć, bo ich objętość zazwyczaj jest większa w porównaniu do klasycznych drinków.

Do tego nie są tak mocne – jeden niewinny szprycer w ciągu dnia może ujść nam na sucho i z pewnością nie spowoduje alkoholowych oparów z ust.

Bary podłapały już rozprzestrzeniający się trend na bąbelki i swoje menu naszprycowały ciekawymi musującymi koktajlami. Zbyt ciężko jest sobie ich odmówić latem, więc spójrzcie, gdzie warto wstąpić.

Paloma nad Wisłą

ZDJĘCIE: MARTA MANKIEWICZ

W Palomie królują szprycerki, które przy takiej aranżacji wnętrza nie mogą być mało wyszukane.

Mamy wersję na ginie, która kwaśny hibiskus łączy z gorzkim grejpfrutem i słodką agawą, w rezultacie tworząc coś naprawdę pysznego i zbalansowanego. Z kolei zamawiając ten z bąblami na rumie z likierem pomarańczowym i migdałami, nie byliśmy do końca przekonani. Ten miks również im się jednak udał, i to bardzo. Moglibyśmy dalej wymieniać bąbelkowe propozycje z karty, ale najlepiej sprawdźcie sami! Paloma mieści się w Muzeum Sztuki Nowoczesnej, zaraz przy Wiśle, ma ogródek, leżaki i ugości do późnych godzin wieczornych.

Przyjemność warszawska

ŹRÓDŁO: FACEBOOK PRZYJEMNOŚĆ

Świeżynka na kulinarnej i bąbelkowej mapie Warszawy.

U nich liczy się przyjemność, dobra pizza i dobry szprycer.

Idą w oryginalne połączenia z kwiatami i ziołami na czele – znajdziecie tam miks fiołka z tymiankiem, róży z limonką czy arbuza z limonką i orzeźwiającą miętą. Brzmi ciekawie! Na fanów klasyki czeka Aperol i wino.

W Orbicie Słońca

ZDJĘCIE: MARTA MANKIEWICZ

W Orbicie Słońca, ze szprycerami na czele. Karta bąbelkowych drinków jest tak długa, że niełatwo się zdecydować. Robią je z dodatkiem prosecco bądź frizzazante – lekko gazowanego białego wina. Szczególnie zachęcamy do odwiedzin wszystkich fanów pochodzącego z północy Włoch koktajlu Hugo. U nich można go zamówić na karafki, a nawet na litry!

To się nazywa prawdziwe La Dolce Vita!

Tekst i zdjęcie główne: Marta Mankiewicz

Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook