Niedługo Walentynki. Podpowiadamy czego nie jeść na randce.

Trochę ze śmiechem, a trochę w celu rozważenia przed zbliżającą się randką i nie tylko tą walentynkową. Przestrzegamy przed złośliwościami losu, tak by we włosach nie mieć na randce sosu.
.get_the_title().

1. Zupy i chlapiące kluchy

To co na przystawkę? A może zupa? Z makaronem i tłustym bulionem? Dla bezpieczeństwa pomiń tę propozycję, a najlepiej udaj, że jej w ogóle nie słyszałeś.

Zjeżdżający z łyżki makaron spadający wprost do zupy z pewnością zachlapie twoją wyprasowaną koszulę i specjalnie przygotowaną na dziś kreację.

Nie ma co ryzykować i tak najlepszy rosół zjesz przecież u mamy. Jest jeszcze ramen. Ostatnio jest modny, więc na pewno wkrótce padnie jako propozycja randkowej celebracji. Okazuje się, że to twój podwójny nieprzyjaciel. Makaron dłuższy niż w rosole, to raz. Do tego kawałki mięsa, z reguły większe niż te, które bierzesz na jeden kęs i ta jego zabójcza objętość. Niestety, w tej walce to on będzie górą.

2. Nachosy i te sosy

A teraz kino w planie, a w raz z nim… podjadanie. Pachnie nimi cała sala, więc nie sposób sobie odmówić i nie zamówić porcji ciepłych, chrupiących nachosów z serowym sosem. Jako że miło się je w trakcie filmu, jest to duża pokusa. Opcja chrupania może okazać się niekomfortowa, gdy zapomnimy się i rękami wprost z tortilli zaczniemy poprawiać włosy.

Także jeśli nie potrafisz przetrwać seansu bez słonych przetrwać, nie oszukuj partnera, że jesteś na diecie i podczas randki bez krępacji wybierz popcorn.

Zdecydowanie mniejsze zło. No, chyba że się rozsypie…

3. Taco texaco

Meksykańskie jedzenie jest najlepsze.

Tacosy też wygrywają, szczególnie te z dobrym wnętrzem, ale… no właśnie, mają tendencję do częstego gubienia nadzienia.

Jeśli wypadnie ci na talerz, to pół biedy. Ale wystarczy chwila nieuwagi, a pikantna wołowina i salsa mango wyląduje na spodniach. Wtedy pozamiatane, koniec. W żadnym wypadku nie rezygnuj z meksykańskiej, randkowej fiesty, po prostu wybierz sprawdzone danie, które nie ucieknie ci, zanim zdążysz skomentować, jakie było wyśmienite.

4. Homary to nie kalmary

Dobra, teraz kolacja wystrzałowa – będzie elegancko, owoce morza, ośmiornice, a ku tobie już zbliża się talerz z dorodnym homarem. Jeśli jest to dla ciebie nowość to niestety, ale dramat. Jeśli to już któryś raz to też nie najlepiej. Dostajesz te wszystkie przyrządy, szpikulce do mięsa, coś tam podłubiesz i jakoś zjesz, ale to wciąż nie będzie zbyt komfortowe i nie zjesz go jak człowiek.

Może spróbuj tylko tej części z ogona, tam łatwiej się dostać. Powiedz, że nie gustujesz w mięsie z odnóża.

Estetyka jedzenia jest w tym wypadku wątpliwa – trzeba przełamać je na pół, a następnie włożyć do ust i wycisnąć mięso zębami. Mhm.
Całe szczęście, że po posiłku kelner przyniesie ci miseczkę, w której opłuczesz palce. Chociaż tyle uda ci się ugrać.

5. Burgery i wyciekające sery

Klasyk już od tylu lat, a nadal tak lubiany! Może to ze względu na różnorodność oferowanych opcji burgerowych, a może po prostu ze względu na smak. Nie ma co oszukiwać, dobry burger jest zawsze mile widziany, ale czy tak mile widziany jest również na randce? Zdania są podzielone.

Przede wszystkim na wstępnie odstrasza już brak sztućców, masz więc przed sobą jedynie perspektywę jedzenia rękami.

Bułka zazwyczaj jest większa niż twoja twarz, mięsa znów nie pożałowali, już widzisz ten kawał ciągnącego się sera, gdzieś tam plaster buraka, sałata skropiona ziołową oliwą i uwaga. jest i on. Sos. I tak, on już wypływa… Więcej nie dodajemy, ani do burgera, bo wystarczy mu dobroci, ani do podsumowania, bo jak widać to też może być twój randkowy nieprzyjaciel.

Tekst: Marta Mankiewicz

Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook