Kulinarne oblicze Łodzi. Zobaczcie, gdzie zjeść i wypić w 2019

Łódź to chyba jedno z najszybciej zmieniających się miast w Polsce. Ma specyficzny vibe, który albo kochasz, albo nienawidzisz. Nie oszukujmy się, Łódź prawdopodobnie nigdy nie będzie piękna jak Paryż czy modna jak Berlin, ale ma to coś, co sprawia, że łatwo się tu poczuć częścią jednej społeczności. Zachęcamy do sprawdzenia fajnych łódzkich gastro-miejscówek, które niedawno pojawiły się na mapie offowej stolicy Polski.
.get_the_title().

1. Beza

Beza to przede wszystkim butikowa cukiernia ze świetną kawą i bourbon barem. Zlokalizowana tuż przy Manufakturze, jest ostoją dla wszystkich, którzy prychają na widok Starbucksa czy innych masowych brandów z Manu. W Bezie czekają nas szykowne doznania. Duże witryny z widokiem na Pałac Poznańskiego pozwolą na mały flex z naszym cappuccino wśród pędzących za szybą przechodniów. Powoli bierzemy kęs deseru z czekoladą, bourbonem, sernikiem z zielonym pieprzem i solonym karmelem. Nam nie wypada się spieszyć, pośpiech nie jest wytworny.

Za piękne, nowoczesne słodkości odpowiada prawdziwy artysta dobrze znany w polskim cukiernictwie – Piotr Chylarecki.

Chętnie opowie wam o swoich najnowszych pomysłach przy codziennie uzupełnianej witrynce ze słodkimi pysznościami.

Beza to nie tylko słodycze. W karcie (i poza kartą) znajdziecie na miejscu wypiekane brioszki w ciekawych kompozycjach, autorskie pikle, śniadaniowe omlety i brunchowe quiche. Wieczorem warto wpaść na autorskie i klasyczne koktajle lub degustacje Bourbonów – szef baru jest w stanie ciekawie mówić o smakach, jakie możemy tu odkryć.

fot. Magda Klimczak


2. Zjadliwości

Jeśli tak jak ja, chciałbyś być wege, ale nie masz wystarczająco silnej woli, to w Zjadliwości pozwolą ci skutecznie zagłuszyć wyrzuty sumienia całkowicie wegańską kuchnią w wydaniu, które (uwaga) ma nawet smak. Do tego na miejscu często spotkasz uroczego gospodarza – labradora Cejlona. Kiedy talerzem sezonowej miski buddy składasz hołd naturze, głaszcząc przy tym przemiłego psiaka, to czujesz, jakbyś naprawdę robił coś dla Świata. Na początek dobre i to.

Podawane dania nie są nie tylko pyszne, ale też pięknie wyglądają. Czuć włożoną pracę i serce.

Ponieważ karta jest krótka i zmienia się bardzo często, warto zaglądać tu regularnie.

Latem możemy się cieszyć kuchnią roślinną w małym ogródku przy lokalu, a ścianka z kolorowym „muralem” świetnie nadaje się na tło do naszego wege insta story. Przecież wszyscy powinni wiedzieć, że bardzo staramy się być lepszym człowiekiem.

3. Fatamorgana

Księży Młyn to jedno z moich ulubionych miejsc w Łodzi. Piękne otoczenie z ceglanych famuł, starych, szeleszczących drzew i brukowanych uliczek. Blask dawnych czasów przywraca tu postępująca rewitalizacja. Przestrzeń po starych, fabrycznych sklepach zakładowych zagospodarowały trzy lokale: pierwsza prawdziwa francuska cukiernia w Łodzi – Maison, moto-kawiarnia dla fanów stalowych mustangów oraz Fatamorgana – świetna restauracja łącząca kuchnię lokalną z francuskim twistem, wykorzystując nowoczesne, fine diningowe metody, jak i tradycyjne podejście do kuchni.

Wnętrze wykorzystuje naturalny urok historycznego miejsca. Drewniane stropy, oryginalna mozaika na podłodze, ciężkie żeliwne drzwi. W ciepłe dni lunch podany przy stolikach na zewnątrz to prawdziwie łódzkie doznanie, w dobrym tego słowa znaczeniu. Obrazu dopełniają przechadzający się pracownicy okolicznych fabryk XXI-go wieku, którzy farbiarnie i przędzalnie zamienili na conference roomy i open space’y.

Karta jest krótka i zmienia się co dwa miesiące. Restauracja oferuje menu degustacyjne, lunche oraz weekendowe, 3-daniowe obiady za 50 złotych.

Na wyróżnienie zasługują również desery – zawsze wieloskładnikowe – gdzie nowoczesne i skomplikowane przeplata się z tradycją i prostotą.

Jeśli tylko z restauracyjnych głośników zniknie bootlegowy smooth jazz, a pojawi się prawdziwa muzyka, to będzie to lokal niemal idealny, gdyż tak jak czasy dawnych fabrykantów, tak i czasy Kennego G mamy już za sobą.

4. Aloha Poke

„Poke” po hawajsku znaczy „ciąć” i zazwyczaj słowo odnosi się do kawałków surowej, marynowanej ryby. Jeśli później położymy ją na lepkim ryżu, dodamy warzywa, orzechy i pyszne sosy, to mamy gotowy przepis na „Poke Bowl”, czyli główne danie nowego miejsca w centrum Łodzi. Trzeba dodać, że lokal jest nieco schowany i najłatwiej do niego trafić od strony ul. Kościuszki.

Być może są tacy, którzy pamiętają, że wcześniej był tu bar Pokusa. To był jeden z tych barów, który wyglądał jakby zabłądził i zamiast na drogę krajową w Borach Tucholskich trafił na główną aleję trzeciego największego miasta w Polsce. Zdarza się.

Całe szczęście, że dzisiaj jedyna pokusa w tym miejscu, to pyszne ryby skąpane w smakach umami, które można spróbować opisać jako nowoczesne, zdekonstruowane sushi w misce.

Miejsce prowadzą młodzi, fajni ludzie, którzy wcześniej podawali miseczki poke z food trucka w Norwegii. Oprócz dań rybnych można też spróbować ich interpretacji wietnamskiej zupy Pho.

5. Dwa Przez Cztery winebar

Jest kilka powodów, dla których Dwa Przez Cztery jest winebarem innym niż wszystkie. Przede wszystkim obsługa – niejednokrotnie stałem przy ladzie, a opis moich potrzeb brzmiał w stylu: „pamiętasz trzy miesiące temu brałem takie wino… Chyba z północy Włoch, miało chyba czerwony napis na etykiecie i pachniało malinami… A może to było Hiszpańskie i miało z tyłu byka?”. Nikt mnie jeszcze nie wyrzucił za drzwi. Co więcej – zawsze w końcu znajduję „tę jedyną” butelkę, po którą przyszedłem. Ponadto sam dobór win uważam za bardzo udany.

Mnóstwo ciekawych smaków z małych winnic, w przystępnych cenach, bez pretensji i napinki.

Jest to też miejsce żyjące regularnymi eventami, w trakcie których można poznać wyjątkowe wina, jak i samych producentów zapraszanych przez Olę – twórcę conceptu winebaru.

fot. Dagmara Serek

Warto też dodać, że Dwa Przez Cztery właśnie przeniósł się na Pietrynę do nieco większego lokalu i połączył siły z fine diningową restauracją za ścianą Affogato, co zaowocowało specjalnie ułożoną kartą przekąsek na bardzo wysokim poziomie (np. krokiet z królika duszonego w rieslingu z estragonem pod pierożkiem z selera czy brandade z dorsza skrei z koperkowym majonezem i kiszoną marchewką).

fot. Dagmara Serek

Tekst: Mateusz „Smoku” Smoczyński

Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook