Fleksitarianizm – dieta naszych czasów. Z czym to się je?

Jest duża szansa, że jesteś fleksitarianinem lub znasz co najmniej kilku takich, ale po prostu nie wiedziałeś, że ten rodzaj diety od przeszło trzech dekad ma już swoją nazwę.
.get_the_title().

Coraz więcej osób stara się ograniczać jedzenie mięsa lub rezygnuje całkowicie eliminuje je ze swojej diety. Wielu spośród tej pierwszej grupy diametralnie zmieniło swoje nawyki żywieniowe – z przysłowiowego schabowego co drugi dzień na pad-thai’a z kurczakiem raz na jakiś czas. Z ich lodówek na stałe wywędrowały wędliny, kiełbaski czy pasztety. Jakie przesłanki mogą kierować częstszym wyborem dań roślinnych? Najróżniejsze – od zdrowotnych, przez chęć zrobienia czegoś dobrego dla naszej planety, aż po pozazdroszczenie wegetarianom wciąż rozbudowującego się i mniej oklepanego menu.

Fot. Tie Heftiba/Unsplash

Nie wszyscy całkowicie rezygnujemy z mięsa. Kiedy jednak ktoś nas o to pyta, bywamy trochę skonfundowani, bo przyznając zgodnie z prawdą, że zjedzenie mięsa się nam zdarza, zostajemy wrzucani do jednego worka z pochłaniaczami steków na śniadanie. I na nic próba przedstawienia historii naszego jadłospisu z ostatniego miesiąca, bo mało kogo obchodzi, że zjedliśmy w tym czasie tylko hot-doga na stacji benzynowej i pół paczki chipsów o smaku bekonu. Następnym razem, kiedy ktoś akurat będzie pisał książkę na temat twoich nawyków żywieniowych lub sam zapragniesz zmienić na fejsie swój status związku z mięsem z „to skomplikowane” na jakiś sensowniejszy i bardziej adekwatny do sytuacji, wiedz, że prawdopodobnie jesteś fleksitarianinem.

Oznacza to, że twoja dieta składa się głównie z produktów pochodzenia roślinnego. Nie wyklucza całkowicie mięsa, ale zdecydowanie, czasem wręcz drastycznie, ogranicza jego spożycie.

W wielu wypadkach jest to sytuacja, kiedy produkty mięsne jemy sporadycznie, poza domem – na wyjazdach, w gościach – a na co dzień w domu wybieramy dietę wege.

Fot. Charles/Unsplash

Wiele osób praktykujących fleksitarianizm docelowo chce przejść na dietę wegetariańską czy nawet wegańską.

Mocne ograniczenie mięsa traktują więc jako okres przejściowy, czyli naturalną, „bezbolesną” drogę w kierunku przerzucenia się wyłącznie na rośliny.

I nie musi to wcale oznaczać, że tak ciężko jest się im rozstać ze smakiem pepperoni na pizzy czy kurczaka w sosie słodko-kwaśnym, ale po prostu dopiero uczą się wegetarianizmu. Dla kogoś, kto całe życie regularnie szamał mięso, taka zmiana wcale nie jest łatwa. Wiele osób chce się trochę rozeznać w temacie, poeksperymentować w kuchni, rozejrzeć w supermarkecie, poczytać, co i jak.

Fot. Toa Heftiba/Unsplash

Oczywiście są i tacy, którzy uważają, że fleksitarianizm to nic innego jak słaba wymówka dla mięsożerców, którzy chcieliby się wpisywać w obecne trendy żywieniowe lub pokazać innym, jak bardzo dbają o własne zdrowie i planetę, kiedy tak naprawdę słowo ”flexi” otwiera im furtkę do jedzeniowej wolnej amerykanki. Prognozowano także, że będzie to niezła pożywka dla producentów żywności, którzy po zawyżonej cenie zaczną sprzedawać produkty dedykowane fleksitarianom.

Już teraz na brytyjskich półkach sklepowych można znaleźć chociażby oznaczone jako „fleksitariańskie” burgery firmy Byron, przyrządzone w 70 proc. z mięsa wieprzowego i w 30 proc. ze smażonych grzybów.

Specjaliści od żywienia nie widzą jednak rosnącej popularności tego określenia nic złego. Jest to kolejny krok w kierunku zdrowszego, bardziej świadomego i ekologicznego odżywiania.

via GIPHY

Zdjęcia główne: Elena Koycheva i Annie Sprat UNSPLASH
Tekst: Kinga Dembińska

Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook