Lil’ Kim powraca a wraz z nią wspomnienia o kiczu, neonowych perukach i stylu, który przetrwał dekady

Zapomnijcie o Nicki Minaj, Cardi B i klonach Kim Kardashian. Lil’ Kim powraca, a wraz z nią wracają wspomnienia o pierwszej kobiecie w hermetycznym środowisku raperów, która swoim muzycznym i odzieżowym stylem rozpoczęła prawdziwą rewolucję w galaktyce zwanej show-biznesem.
.get_the_title().

Lil’ Kim powraca z nowym singlem oraz video i zapowiada długo (niemal 15 lat) wyczekiwany album. Piętnaście lat to dla niektórych odległa epoka. Młodzież żyjąca w przekonaniu, że Nicki Minaj, a być może nawet i Cardi B jest pierwszą rapująca kobietą, może doznać szoku.

Kiedy bliżej pozna dorobek Lil’ Kim, nagle uświadomi sobie, że kicz, efekt bling bling, sztuczne rzęsy, włosy, biust i epatowanie dosłownie wszystkim, co może wzbudzić kontrowersje, istniały na tym świcie na długo przed raperkami, które biją obecnie rekordy popularności.

Kiedyś te rekordy biła mała Kim (nie mylić z Kim Kardashian), która zaczynała w złotej erze hip-hopu. Przyjaźniła się z Notoriousem B.I.G, który jako jeden z pierwszych odkrył jej potencjał. Mówimy o latach 90., kiedy hip-hop skupiał się niemal wyłącznie wokół mężczyzn, nie licząc oczywiście kobiet, które freestyle’owały w ciemnych zakamarkach Brooklynu oraz debiutanckich krążków Missy Elliott i Mary J.Blige. Jak się okazało, kariera Lil’Kim szybko nabrała tempa, a jej debiutancki album „Hard Core” pokrył się podwójną platyną.

heroine.com

Lil’ Kim przez lata intensywnie pracowała na status ikony hip-hopu i ikony stylu, który sama wykreowała. Nie bała się śpiewać i mówić o seksie, swojej seksualności, o zamiłowaniu do błyskotek, designerskich ubrań i kąpaniu się w nadmiarze pieniędzy. Swoje przekonania skutecznie odwzorowywała w garderobie, w której można było zauważyć wszystkie wyżej wymienione aspekty.

W przeciwieństwie do Missy Elliot czy Mary J.Blige, Lil’ Kim kreowała się na symbol seksu, któremu jednak daleko było do subtelności, kobiecej delikatności i ulotnej zmysłowości.

Wręcz przeciwnie, jej stylizacje krzyczały i jasno dawały do zrozumienia, że Lil’ Kim nie wstydzi się ani swojej płci, ani tego, że jest silną kobietą, która musi dawać sobie radę w bardzo męskim towarzystwie. Jej pomysłem na własny wizerunek było połączenie luksusu, designerskiego logo, i sporej dawki kiczu, który przecież w latach 90. i 2000 był wyznacznikiem dobrego wyczucia trendów. A Lil’ Kim była prawdziwą mistrzynią w swojej kiczowatej dziedzinie, co z resztą do dziś fascynuje krytyków mody, a także samą Beyoncé, która swego czasu zaprezentowała nam szereg stylizacji inspirowanych Lil’ Kim.

buzfeed
Buzzfeed
Buzzfeed

Kto ma więcej niż dwadzieścia lat, ten być może pamięta jej ikoniczne kreacje, jak na przykład tę z nagród VMA w 1999 roku. Lil’ Kim zachwyciła Dianę Ross oraz resztę publiki swoim fioletowym total lookiem, odsłaniającym spory kawałek piersi. Dzisiaj być może to nikogo nie szokuje, ale dwadzieścia lat temu to było COŚ. Lil’ Kim robiła to jako jedna z pierwszych i na długo przed pojawieniem się klanu Kardashian odkryła, jak wielki potencjał znajduje się w krągłej pupie, dużym biuście i podkreślonej talii. Na fali popularności swojej muzyki i swoich piersi Lil’ Kim tworzyła kolejne stylizacje, które odsłaniały różne elementy jej ciała. Nie robiła tego jednak tak, jak robi się to dzisiaj: subtelna naked dress pokryta zdobieniem haute couture. Nie, Lil’ Kim szła na całego i jeśli miała ochotę pokazać pupę lub piersi, robiła to z mocnym, kiczowatym, ale jakże zapadającym w pamięć akcentem.

Nie bała się ani zwierzęcych wzorów, ani futer, ani trudnych kolorów, ani lateksu, nadmiernej ilości biżuterii, wielkich przeciwsłonecznych okularów z jeszcze większym logo Chanel i neonowych peruk, dzięki którym co chwila zmieniała swój image.

Power, który emanował z każdej stylizacji Lil’ Kim zdołał przetrwać do obecnych czasów i zainspirować współczesne ikony rapu.

Buzzfeed
Buzzfeed
Buzzfeed
Buzzfeed
heroine.com

Nicki Minaj to przecież bardziej różowa wersja tego, co dwadzieścia lat temu wylansowała Lil’ Kim. Również Cardi B jawnie inspiruje się unikalnym stylem królowej rapu. Nowe gwiazdy hip-hopu może i mają większe lub mniejsze flow, może i zdobywają więcej lajków na Intagramie i być może sprzedają więcej płyt, ale to właśnie Lil’ Kim trzeba oddać to, co jej się należy: wykreowanie unikalnego stylu, który miał i nadal ma ogromny wpływ na pop kulturę oraz modę sceniczną. Ci, którzy pamiętają stare czasy, przyznają Lil’ Kim jeszcze jedną zasługę: przetarcie drogi dla kolejnych pokoleń rapujących kobiet i bycie niekwestionowaną królową hip-hopowej sceny. Warto pamiętać o tym na chwilę przed jej wielkim powrotem.

Billboard.com
Trende.news

Tekst: Malwa Wawrzynek

Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook