Eileen Fisher – pozytywne oblicze mody

W dobie realnej katastrofy środowiskowej, spowodowanej w dużej mierze przez przemysł odzieżowy, warto szukać alternatywnych rozwiązań i ludzi, z których trzeba brać przykład. Jedną z takich osób jest Eileen Fisher.
.get_the_title().

Jeszcze dziesięć lat temu niewiele osób słyszało o jej dobrze prosperującej marce odzieżowej założonej w 1984 roku. Prosty design przynosił spore korzyści i pozwalał na rozwój biznesu, jednak to rok 2009 okazał się przełomowy nie tylko dla samej Fisher, ale jak się dzisiaj okazuje dla dużej części sektora odzieżowego. Niektórzy mówią o niej, że jest przynajmniej dekadę przed resztą świata, który dopiero dzisiaj budzi się z konsumpcyjnego letargu i powoli zaczyna zwracać uwagę na to, co najistotniejsze — na przyszłość miejsca, w którym żyjemy.

W 2009 roku Eileen Fisher rozpoczęła swój pierwszy eko program, nazwany „Green Eileen”, który skupiał się na recyklingu używanej odzieży. Firma Fisher zaczęła zbierać stare ubrania, które oczywiście w dużej części nadal nadawały się do noszenia. Projektantka wykorzystywała je do tworzenia nowych rzeczy, używając poszczególnych części lub przerabiając materiał tak, aby móc stworzyć z niego całkowicie nowe ubranie. Dzisiaj taki cykl staje się coraz bardziej popularny i wiele koncernów odzieżowych przyłącza się do procesu zamieniania starego w nowe.

Jednak Fisher rozpoczęła swoją inicjatywę dziesięć lat temu, co oznacza, że jest jedną z prekursorek odzieżowego recyklingu na tak dużą skalę.

Dlatego też wiele osób z sektora mody odpowiedzialnej patrzy i inspiruje się tym, co robi Fisher. A robi sporo, bo na stronie jej oficjalnego sklepu możemy zobaczyć pełną transparentność nie tylko łańcucha dostaw, ale też samej produkcji, odnowy materiału, koloryzacji i korzystania z naturalnych zasobów podczas produkcji. Fisher współpracuje z wieloma podmiotami, które przyczyniają się do zmiany na lepsze.

Razem z liderami sektora mody odpowiedzialnej szuka alternatywnych rozwiązań dla toksycznych farb, zużywania hektolitrów wody, pozbywania się starych, ale wcale nie zniszczonych ubrań i w końcu dla taniej siły roboczej, która obok zanieczyszczenia środowiska jest największym grzechem współczesnej mody.

Tutaj warto zaznaczyć, że bycie eko i wypłacanie standardowych pensji swoim pracownikom wcale nie musi oznaczać wizji rychłego bankructwa. W zeszłym roku cała firma Eileen Fisher uzyskała 500 milionów dolarów przychodu, z czego 3 miliony pochodziły z programu recyklingu ubrań, który dzisiaj nosi nazwę Renew. Chociaż dysproporcja może nadal wydawać się spora, to liczba trzech milionów przychodu z ubrań, które miały zostać wyrzucone, brzmi imponująco i napawa zgrozą oraz nadzieją jednocześnie.

Jak mówi Fisher, tygodniowo do jej fabryki przywożone jest około dwóch tysięcy rzeczy. Podlegają one bardzo wnikliwej segregacji, która pozwala określić wielkość uszkodzenia, zabarwienie i rodzaj ubrania, które potem zostaje wykorzystane w procesie projektowania i produkcji nowej serii ubrań.

Niektóre przywiezione ubrania wcale nie zamieniają się w całkowicie nowe rzeczy. Są czyszczone, naprawiane i odświeżane, a następnie sprzedawane ponownie.

Większość z nich bez problemu znajduje swojego nowego właściciela.

Działania Eileen Fisher są wzorem dla wszystkich firm pracujących w sektorze odzieżowym. Połączenie ekologicznej marki działającej w duchu mody odpowiedzialnej z programem recyklingowym sprawiło, że Fisher stała się symbolem nowej ery w modzie. Nic więc dziwnego, że właśnie odebrała Positive Change Award przyznawaną przez prestiżowe CFDA. Z kolei obszerny artykuł o Fisher, który ukazał się na stronie amerykańskiego Vogue’a, jasno stwierdza, że w najbliższej przyszłości wszyscy będziemy nosić ubrania inspirowane działalnością Eileen Fisher, te z recyklingu oraz te wyprodukowane z poszanowaniem ludzi i środowiska. Oby Vogue rzeczywiście okazał się wyrocznią mody.

Tekst: Malwa Wawrzynek
Zdjęcia: eileenfisherrenew.com

Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook