Brodacze ciągną w dół przemysł golarek

Producenci maszynek dwoją się i troją, by golenie znów stało się nieodłącznym elementem porannej toalety.
.get_the_title().

Moda na zarost wyraźnie zmieniła krajobraz polskich miast. Skutki można dostrzec nie tylko na twarzach mężczyzn, ale również w sektorze usług. Kolejne salony barberskie wyrastają jak grzyby po deszczu. Panowie coraz częściej dziękują fryzjerom za współpracę i oddają się w ręce specjalistów od klasycznego męskiego wizerunku. Chodzenie do barbera przestało już być ciekawostką, a stało się standardem.

Terminarze mistrzów brzytwy i nożyczek pękają w szwach. Zdarza się, że rezerwację trzeba robić z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem.

Barber / Zdjęcie: Allef Vinicius

W biznesie, podobnie jak w przyrodzie, nic nie ginie. Kiedy jedni się bogacą, inni muszą tracić. Aktualne trendy uderzyły po kieszeni firmy promujące gładkie buzie. Niespełna 15 lat temu marka Gillette została przejęta przez grupę kapitałową Procter & Gamble. Od tamtej pory jej wartość spadła o 8 miliardów dolarów.

Niższa częstotliwość golenia przyczyniła się do zmniejszenia rynku ostrzy i maszynek – komentuje Jon Moeller, dyrektor finansowy Procter & Gamble.

Moda była kluczową, ale nie jedyną przyczyną problemów Gillette. Znaczącą rolę odegrać mogła również presja konkurencji, a także udział w kampaniach reklamowych o charakterze ideologicznym.

Autor: JN

Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook