Zamieniła szeregówkę pod Łodzią w przytulny dom, w którym króluje kolor i drewno

Czasem warto zamieszkać parę kilometrów od miasta, aby znaleźć dla siebie większą przestrzeń. Tak też zrobiła Agnieszka, która kupiła szeregówkę w Konstantynowie Łódzkim i urządziła ją dokładnie tak, jak to sobie zaplanowała.
.get_the_title().

Czy mieszkanie w bloku wiąże się z nicnierobieniem? Tak właśnie myślała Agnieszka, która wychowała się w domu jednorodzinnym, gdzie zawsze były jakieś obowiązki – coś do zrobienia, coś do naprawienia. Kobieca natura jest jednak przewrotna, bo kiedy Agnieszka dorosła i stanęła przed szansą kupna własnego domu, to nie wahała się ani chwili. Kupiła 95-metrowy dom w Konstantynowie Łódzkim.

Z moim mężem zrobiliśmy rozpoznanie na rynku mieszkaniowym w Łodzi i okazało się, że kupno domku w zabudowie szeregowej pod miastem będzie tańsze niż średniej wielkości mieszkanie w dobrym miejscu w samej Łodzi. Wbrew pozorom, dojazd stąd do centrum zajmuje nam 10-15 minut, a to dodatkowy atut – wyjaśnia Agnieszka.

„Szeregówka” budowana przez dewelopera okazała się idealnym kompromisem – połączeniem blokowej wygody (bo za wszelkie prace wokół domu odpowiada administracja) i domowej swobody. Za 95 metrów kwadratowych i kawałek podwórka zapłacili 360 tys. złotych.

Cały wystrój jest zasługą Agnieszki, która zawodowo zajmuje się projektami, ale finansowymi. Tak jak w pracy skrupulatnie planuje kolejne etapy projektów, tak w swoim domu zaplanowała zasadzie wszystko: od kuchni przez łazienkę, na oświetleniu skończywszy.

Inspiracje zbierała na przestrzeni lat, a do każdego pomieszczenia przygotowała sobie osobny moodboard.

 

Kuchnia i salon „szeregówki” liczą sobie razem 37 mkw. Taką przestrzeń mądrze podzielili na strefy.

Inspiracją przy urządzaniu kuchni był dla Agnieszki projekt znajomych architektów – tam wpadły jej w oko wyraziste metalowe konstrukcje. Cała reszta kuchni to jej własna aranżacja, łącznie z wymyślną półeczką na wino.

W jadalni znalazł się stół i cztery krzesła. Gospodarzom zależało na tym, żeby stół był rozkładany, ale nie rozsuwany.

Agnieszka wspomina ze swojego domu rodzinnego tylko niewygodną ławę. U siebie chciała mieć stół z prawdziwego zdarzenia.

Za 5 tys. złotych kupiła duży, rozkładany stół – bez dokładek mierzy 1,80 m, a po rozłożeniu aż 2,40 m.

Telewizor zastępuje tu wielki rzutnik, na którym gospodarze oglądają m.in swojego ulubionego Jamesa Bonda.

Jako że młodzi właściciele mieszkają w swoim domu zaledwie rok, na zagospodarowanie czeka jeszcze dodatkowy pokój na parterze i piętro domu, na którym znajduje się sypialnia, łazienka i garderoba.

Ostatnich szlifów nabiera także przedpokój ukryty za czarną ścianą pokrytą farbą magnetyczną.

Sypialnia gospodarzy jest oszczędna w wystroju. Króluje tu wygodne łóżko i szafa w zabudowie.

Ściana za łóżkiem została pomalowana na zielono, co wprowadziło do przestrzeni nieco „tropikalnego” klimatu (uzupełnionego przez motywy roślinne).

Łazienka, w odróżnieniu od reszty pomieszczeń, nie miała od początku konkretnego projektu.

Wpadły mi w oko płytki, których cena była zaporowa i które okazały się… dekorami – wspomina Agnieszka. Dobrali do tego płytki z kolekcji Shadebox firmy Ceramica Sant’Agostino. Jako pierwsi w Polsce zamówili ten właśnie wzór. – Były przeraźliwie drogie – przynajmniej jak dla nas. Kosztowały 100 euro za metr kwadratowy, ale mieliśmy do pokrycia około 5,5 metrów, więc przeboleliśmy tę cenę – dodaje właścicielka domu.

Gospodarze czekają aż dotrze do nich fotel kinowy, bo jedno z pomieszczeń chcą urządzić w kinowym stylu. Nie zabraknie tu oczywiście plakatu z Jamesem Bondem w roli głównej. – Koleżanka, która wpadła z wizytą stwierdziła, że ciężko określić ,jaki tu jest styl. Bo to mój styl – uśmiecha się Agnieszka. A Wam jak się podoba?

Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook