Tworzy piękne tatuaże watercolor, a teraz nauczy cię tatuować!

Paweł "Mothloch" Stangreciak, tatuażysta z Trójmiasta, opowiada nam o blaskach i cieniach zawodu, pierwszych wpadkach i tatuażach, które zostają w pamięci na zawsze. Już w tę sobotę poprowadzi warsztaty, na których będziesz mógł spróbować swoich sił jako tatuażysta! Spokojnie, ucierpią tylko banany...
.get_the_title().

Paweł „Mothloch” Stangreciak to młody tatuażysta, który ma za sobą pracę w salonach tatuażu na całym świecie. Wyróżnia się wyrazistym stylem – jego dzieła wyglądają jak pomalowane akwarelami szkice. Watercolor to styl tatuowania, w ramach którego powstają kompozycje wzbogacone o barwne plamy przypominające rozlane farby akwarelowe.

Paweł będzie gościem kolejnego spotkania w ramach trójmiejskiego projektu „Wpływowi Goście”.

Będziecie mogli zobaczyć proces tatuowania w jego wykonaniu na żywo. Podczas spotkania dowiecie się także o faktach i mitach na temat tatuowania i pracy tatuażysty, będziecie też mogli sami wykonać tatuaż. Ale spokojnie, ucierpią tylko banany.


F5: Jak zaczęła się Twoja przygoda z tatuażem, no i komu zrobiłeś pierwszy tatuaż?

Paweł „Mothloch” Stangreciak: Od dziecka lubiłem rysować i malować, sztuka zawsze była bliska mojemu sercu. W szkole wszystkie moje zeszyty były wypełnione bazgrołami zamiast notatek z zajęć. Jako nastolatek malowałem graffiti i ćwiczyłem rysowanie.

Pierwszy tatuaż zrobił mi kolega z podwórka w domowych warunkach. Jego wykonanie pozostawiało wiele do życzenia, więc musiałem go szybko zakryć.

I tak poznałem Olka, który wówczas tatuażem zajmował się profesjonalnie. Szybko znaleźliśmy wspólny język, a Olek podzielił się ze mną swoją wiedzą na temat tatuażu. Z pożyczoną od niego maszynką zacząłem stawiać pierwsze kroki w świecie tatuażu. Profesjonalnie tatuuje od 8 lat – w tym czasie pracowałem w studiach w USA, Szwecji i Niemczech. Od 2 lat jestem na stałe w Polsce, od roku w Zajawie w Gdańsku i tu definitywnie czuje się najlepiej.

Moją pierwszą ofiarą była koleżanka z gimnazjum, ale tatuaż nie należał do udanych. Było to coś na wzór konturu diabełka z widłami, ale czy po zrobieniu go przypominał, pewien nie jestem.

Jaki jest Twój ulubiony tatuaż i kto Ci go zrobił? Czy masz tatuaż, którego żałujesz?

Mój ulubiony tatuaż robiła Magda z naszej Zajawy i jest to skarpetka z napisem „czikamoto”, które w języku mojego 2 letniego ówcześnie syna oznaczało „skarpetka”.

Chyba nie żałuję żadnego z moich tatuaży, bo każdy wiąże się z jakąś historią. Najczęściej tatuują mnie moi bliscy znajomi albo artyści, których prace i styl lubię. Żałuję trochę, że zapełniłem tak dużo miejsca w tak krótkim czasie, bo teraz bym to lepiej rozplanował.

Co jest najfajniejsze, a co najtrudniejsze w pracy tatuażysty?

Najfajniejsze jest to, że mamy możliwość poznawania nowych, ciekawych ludzi. Fajne jest też to, że niektóre projekty znaczą dla ich właścicieli naprawdę dużo. Kolejną zaletą jest możliwość podróżowania i pracowania gościnnie w studiach na całym świecie. Cenię sobie także luźną atmosferę daleką od korporacyjnego zgiełku. Najtrudniejsze jest znalezienie czasem porozumienia z klientem i skonfrontowanie jego wizji z efektem, który można realnie osiągnąć. Czasem spędzamy dużo czasu i energii na przygotowaniu projektu, po czym klient tuż przed umówioną wizytą odwołuje termin albo po prostu się nie zjawia. Tatuażyści często mają również problemy z bólem pleców i karku.

Czego nie wytatuowałbyś klientowi?

Jeżeli chodzi o umiejscowienie, to staram się odwieść ludzi, którzy chcą wykonać tatuaże w bardzo widocznych miejscach (twarz, szyja, dłonie), zwracając ich uwagę na konsekwencje tej decyzji.

W przypadku wzorów – nie wytatuowałbym nic, co niesie treści wywołujące nienawiść, tylko peace and love 🙂


Jak zmieniała się scena tatuażu w Trójmieście na przestrzeni lat? Albo szerzej, jak ta scena globalnie się zmienia? Widzisz jakieś zmiany?

Na pewno klienci są bardziej świadomi tego, co chcą umieścić na skórze i przychodzą z coraz to ciekawszymi pomysłami. Można też zauważyć sporą ilość nowo powstałych studio tatuaży. Dostrzegam także rosnące zainteresowanie wykonywaniem tego zawodu, przez co mamy pełno młodych, bardzo utalentowanych kolegów po fachu, którzy swoimi umiejętnościami i stylami wnoszą świeżość do branży. W moim studio mamy kilku praktykantów, którym przekazujemy naszą wiedzę.

To teraz jeszcze pytanie o trendy w tatuażach: jest coś na co teraz jest boom?

Nie jestem fanem powtarzających się motywów w tatuażu i tego, że coś jest akurat trendy. Klienci bardzo często przychodzą z powtarzającymi się motywami które znaleźli w Internecie. W takim wypadku zawsze dodaje coś od siebie lub zachęcam do autorskiego projektu. Myślę, że jednak fajnie zrobić sobie na ciele coś unikatowego.

Ulubiony tatuaż, który wykonałeś?

Nie mam ulubionego tatuażu, ale największe znaczenie ma dla mnie ten, który wykonałem dziadkowi. Był nim orzeł, który wytatuowałem mu na ramieniu na 2 tygodnie przed Jego śmiercią.

Obecnie cieszy mnie każdy tatuaż, przy którym mam okazję zaprezentować swoje umiejętności na własnym projekcie i stylu (watercolour, sketchy), w którym się specjalizuję.

Spotkanie „Wpływowi goście” poświęcone tatuażom i tatuażystom odbędzie się w Galerii Bałtyckiej w najbliższą sobotę, 11 maja na poziomie -1. Trwać będzie od godz. 12:30 do 17:30. Wstęp jest bezpłatny. 

Spotkanie będzie podzielone na trzy części:

To, czego nie wiesz o tatuowaniu, a zawsze chciałeś się dowiedzieć. Fakty, mity i ciekawostki. Dowiesz się, jak wygląda dzień z życia w studiu tatuażu oraz poznasz narzędzia wykorzystywane w tym zawodzie.

To, co dzieje się w studiu tatuażu, zostanie pokazane podczas spotkania. Na twoich oczach zostanie wykonany na scenie tatuaż przez naszego wpływowego gościa. Zobaczysz, jak wygląda cały proces i będziesz mógł zadać mu kilka pytań.

Spróbuj swoich sił w tatuowaniu. Wyjątkowa okazja, by poczuć się jak tatuażysta i wykonać własnoręcznie wzór na skórce od banana.

Kto robi dziś tatuaże? – Wszyscy, kobiety i mężczyźni, młodsi i starsi – mówi Marcin Pacześny, właściciel studiu Zajawa Tattoo, organizator festiwalu tatuażu Tattoo Konwent. – Często zaczyna się od jednego wzoru, a kończy na dziesięciu. Ale nie jest tak, że ktoś, kto zrobi pierwszy tatuaż, na pewno wróci po kolejne. To kwestia pomysłu na indywidualne wyrażenie siebie, a często także spełnienie marzeń, nie zawsze swoich. Zdarza się, że przychodzi syn i kupuje voucher dla mamy, która zawsze marzyła, by coś sobie wytatuować.

Więcej informacji tutaj. 

Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook