Steve Jobs oczami córki, czyli okrutny geniusz biznesu

Książka Lisy Brennan-Jobs „Small fry” obala mity, które narosły wokół postaci Steve’a Jobsa. Niestety przytacza też wiele zdarzeń, które przedstawiają jej ojca w bardzo smutnym świetle.
.get_the_title().

Właśnie ukazała się książka Lisy Brennan-Jobs „Small fry”. Lisa, pierwsza córka Steve’a Jobsa, chciała pokazać w niej prawdę o tym, jakim człowiekiem był uznawany za geniusza właściciel firmy Apple. Zaznacza, że jej zamiarem nie jest potępienie ojca. Na podstawie opublikowanych fragmentów można odnieść wrażenie, że jej pamiętniki rzeczywiście pewne sprawy wyjaśniają i prostują, ale w znacznej mierze stawiają jednak Jobsa w czarnym świetle. Lisa opisuje w niej m.in. osobliwe i niezrozumiałe metody wychowawcze oraz dziwną relację, jaką miała z ojcem.

Z pamiętników Lisy wyłania się z postać aroganckiego buca, który jest na tyle zaślepiony swoją karierą i perfekcjonizmem, że nie dostrzega swoich zaniedbań w relacjach z najbliższymi.

Nigdy nie było tajemnicą, że Steve Jobs potrafi być bezwzględny dla swoich podwładnych i współpracowników. Q filmie „Steve Jobs” z 2015 roku, który powstał na podstawie biografii Waltera Isaacsona, ukazany jest jako surowy i nieznoszący kompromisu przełożony. Lisa ujawnia jednak zdarzenia, które świadczą o tym, że Jobs potrafił być także okrutny dla najbliższych.

Pewne fakty były znane już od dawna – Jobs przez wiele lat nie chciał uznać Lisy jako swojej córki, nie płacił też na jej rzecz alimentów aż do momentu, gdy został do tego prawnie zmuszony.

W sądzie, podczas sprawy o ustalenie ojcostwa, twierdził, że poddał się sterylizacji i jest bezpłodny. Kilkanaście lat później spłodził trójkę dzieci. Co ciekawe, w swoim oficjalnym biogramie na stronie Apple informował, że jest ojcem trójki, a nie czwórki dzieci. Steve nie interesował się córką aż do momentu, kiedy poszła na studia. Był czas, gdy sąsiedzi musieli ją przygarnąć do siebie do domu, pomagali jej także opłacić czesne. Jobsowi trudno było mówić o emocjach i uczuciach. Kiedy nastoletnią Lisa trafiła do terapeuty, płakała i mówiła, że czuje się samotna, a jej pragnieniem jest, by rodzice ją przytulili i powiedzieli „dobranoc”. Żona Jobsa odparła, że może to być trudne, bo z natury są zimnymi ludźmi. Lisa wspomina, że ojciec nie zamontował ogrzewania w jej pokoju. Podkreślał, że nie odziedziczy po nim ani grosza. „Jeśli chodzi o pieniądze, jedzenie i słowa, ojciec nigdy nie był hojny” – pisze.

Jej matka poprosiła go kiedyś, żeby kupił dom dla niej i córki. Jobs obejrzał dom, przyznał, że jest ładny i wygodny, a następnie kupił go dla siebie i swojej drugiej żony Laurene Powell Jobs.

Córka zapytała go, dlaczego przez ostatnich dziesięć lat nie dostała choć jednego maila lub telefonu z życzeniami w dniu urodzin. Jobs odparł, że nie dzwonił, bo miał żal, że lata temu Lisa nie zaprosiła go na inauguracyjną galę na Harvardzie. Gdy jednak córka spytała, czemu nigdy jej o tym nie powiedział, stwierdził, że nie jest zbyt komunikatywny.

Lisa Brennan-Jobs

Pozostali członkowie Jobsów nie potwierdzają opowieści Lisy. Laurene – matka trójki dzieci Steve’a, odpiera zarzuty stawiane jej mężowi. W relacji dla portalu Business Insider przyznaje, że ze smutkiem przeczytała jej książkę, która dramatycznie różni się od wspomnień reszty rodziny. ‚Portret Steve’a nie jest portretem męża i ojca, jakiego znaliśmy. Steve kochał Lisę i żałował, że nie był takim ojcem, jakim powinien być w okresie jej wczesnego dzieciństwa” – twierdzi.

Pamiętniki Lisy miały pokazywać złe i dobre cechy geniusza, rewolucyjnego przedsiębiorcy, męża i ojca czwórki dzieci. Książka wydaje się bardzo emocjonalna i chyba więcej mówi o niej, niż o jej ojcu. Ciężko zresztą odbierać jej prawo do poczucia żalu i raczej nie chodzi o wzbudzenie sensacji, bo taką Lisa mogła wywołać już dawno, np. przy okazji premiery książki Waltera Isaacsona „Steve Jobs”. Bez wątpienia spisanie pamiętników mogło pomóc jej uporać się z przeszłością i poczuciem frustracji, chociaż podejrzanie brzmią próby usprawiedliwienia każdego cierpienia, jakiego doświadczyła ze strony ojca. Lisa tłumaczy np. brak pomocy finansowej czy nieogrzewanie jej pokoju specyficzną nauką wartości, która miała jej pomóc rzekomo w życiu.

Słusznie uważa się Jobsa za tego, który dokonał odrodzenia marki Apple. W momencie, kiedy przejmował dowodzenie, przedsiębiorstwo było na skraju bankructwa. Gdy opuszczał firmę na jakiś czas przed swoją śmiercią, Apple było w natomiast czołówce największych firm produkujących elektronikę użytkową.

Prawdopodobnie gdyby nie on, nie udałoby się ocalić firmy, a na pewno nie dotarłaby do pozycji, jaką zajmuje obecnie na rynku. Jest to niemałe osiągnięcie. Jobs stworzył tysiące miejsc pracy i pomógł wzbogacić się całej rzeszy ludzi, nie tylko z Apple.

To może oczywiste, ale trzeba przypomnieć, że bez Jobsa nie byłoby wielu kultowych produktów, jak iPhone, Mac, iPad, iPod czy komputery Apple. Możliwe, że ktoś zaprojektowałby kiedyś podobne, nie zmienia to jednak faktu, że bez Maca i iPhone’a wiele rzeczy wyglądałoby inaczej.

Oczywiście trzeba wspomnieć o unikaniu płacenia podatków przez firmę Apple, umiejscowieniu fabryk w Chinach oraz o tym, że Jobs odmówił wydania akcji dla pierwszych pracowników. To wszystko niektórzy nazywają złą karmą, która wróciła do Steve’a.

Czy ta książka zmieni coś w postrzeganiu Jobsa przez nas, pokolenie, które często otacza go kultem? Mamy tendencję do wybielania autorytetów, tworzenia wizerunku nieskazitelnych bohaterów. Możliwe więc, że książka zmieni nasze postrzeganie sukcesu, jako nie tylko ciężkiej pracy i wyrzeczeń, ale niekiedy wręcz objawu poważnych problemów emocjonalnych.

Nie wiadomo, czy sukces Steve’a Jobsa wynikał z jego okrucieństwa i arogancji. Prawdopodobnie chciał, by kariera „zwolniła” go z obowiązku bycia dobrym człowiekiem, a co najmniej z poświęcania czasu na sferą życia związaną z miłością, przyjaźnią i czynieniem bezinteresownego dobra. Sam Jobs był porzucony przez rodziców jako małe dziecko, czego nigdy nie wybaczył swojemu ojcu. Ciężko mówić o usprawiedliwianiu, ale czuć, że wszystkie elementy tej rodzinnej układanki do siebie pasują.

Historia Jobsów potwierdza z pewnością, czym często bywa okupiony sukces. To, co z zewnątrz może wydawać się dla wielu marzeniem, dla samego zainteresowanego i jego rodziny może być udręką.

Jobs w ostatnich słowach wygłoszonych tuż przed śmiercią potwierdza ogrom cierpienia, jaki towarzyszył mu w życiu prywatnym. Radzi, abyśmy inaczej niż on, bardziej dbali o miłość, niż o bogactwo. „Dopiero teraz rozumiem, że trzeba też realizować cele, które nie są związane z pieniędzmi. (…) Doszedłem na szczyt sukcesu w biznesie. W oczach innych samo moje życie jest symbolem sukcesu. (…) W ciemności, kiedy patrzę na zielone światła sprzętu do sztucznego oddychania i słyszę dźwięk tych wszystkich machin, czuję oddech zbliżającej się śmierci. Mogę zabrać ze sobą tylko wspomnienia, które zostały wzmocnione przez miłość. To jest prawdziwe bogactwo, które będzie za Tobą podążało, towarzyszyło Ci, dawało siłę i światło, aby przejść dalej. (…) Proszę, doceniaj swoją miłość do rodziny, miłość do współmałżonka, miłość do przyjaciół… Traktuj wszystkich dobrze i bądź w przyjaznych stosunkach z sąsiadami” – mówił.

Tekst: DL
Źródło: BusinessInsider.com

Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook