Klip Beyonce i Jay-Z wywołał „apeshit”, czyli gniew tak wielki i nieludzki, że przypomina bardziej zachowanie małpy niż człowieka

Teledysk do „Apeshit” oburzył wielu "miłośników sztuki".
.get_the_title().

Według definicji Urban Dictionary angielskie słowo „apeshit” oznacza to gniew tak wielki i nieludzki, że przypomina bardziej zachowanie małpy niż człowieka. Taki też tytuł nosi najnowszy singiel Beyonce i Jaya-Z. Jego teledysk sprawił, że niektóre obszary internetu wybuchły. I to właśnie od gniewu, który jak na moje oko jest całkiem małpi.

Zagniewani i oburzeni mają jeden problem – teledysk został nakręcony w LUWRZE. W świątyni Sztuki najwyższej, poważnej i klasycznej.

W miejscu kontemplacji i zadumy nad pięknem, w którym trzeba się modlić do obrazów Leonarda, Davida i Delacroix, ewentualnie do Nike bez głowy lub Wenus z Milo bez rąk. W najbardziej popularnym muzeum świata, do którego pielgrzymuje co roku rekordowa liczba zwiedzających – w 2017 było to 8,1 mln ludzi. W instytucji, w której trzeba walczyć o życie, bo niechcący można zostać zadeptanym przez miłośników sztuki.

Otóż Beyonce i Jay-Z kupili Luwr. Może nie aż tak, jak Zjednoczone Emiraty Arabskie, która faktycznie kupiła markę Luwru i wybudowała sobie Luwr Abu Dhabi. Ale wynajęli go i wystąpili w nim przed wielkimi i klasycznymi dziełami sztuki.

Tańcząc, śpiewając i rapując, a w niektórych scenach nawet oglądając obrazy. W pięknych ubraniach i bogatych stylizacjach.

I to wszystko na tle egipskiego Sfinksa, Nike z Samotraki, Mony Lisy, dzieł Davida, Delacroix i Gericault. Mówiąc o bogactwie, drodze do sukcesu, kończąc teledysk kadrem z obrazem dziewiętnastowiecznej malarki Marie-Guillemine Benoist, przedstawiającym portret bezimiennej czarnoskórej kobiety.

Konserwatywny historyczno-sztuczny internet wybuchł.
Że jak to, jak można RAPOWAĆ I TAŃCZYĆ na tle sztuki dawnej?
Że jak można się LANSOWAĆ na Luwr i sztukę dawną?
Że jaki to wszystko ma związek z tym bełkotliwym, rapowanym tekstem?

I jeszcze kilka cytatów:

„Apogeum kultury renesansu ląduje w postkolonialnym błocie.”

„Gdy ktoś nie rozumie, dlaczego tego typu wygłupy nie pasują do sztuki ancien regimu, to nie zrozumie.”

„Może nie jestem docelowym odbiorcą tego… ‚utworu’, ale zrozumiałem go tak – para zblazowanych klaunów nie wiedzących, co zrobić z forsą, przyjechała na zakupy do Luwru.”

Oszczędzę szanownemu czytelnikowi innych tego typu zdań, także z tego powodu, że samo ich czytanie podnosi mi ciśnienie. Generalnie wszystko obraca się wokół założenia, że sztuka jest „wysoka”, muzeum jest „świątynią” a dwójka superbogatych czarnoskórych artystów z głupiej Ameryki robi „małpi gaj” (cytat) i obraża wielkie europejskie dzieła sztuki.

I niestety, sporo w tych komentarzach jakiegoś podskórnego i obrzydliwego rasizmu.

I to nie tylko na polskojęzycznych stronach, tak generalnie.

Tymczasem:

I to jest moja opinia o tym teledysku. Jeżeli dzięki niemu chociaż jedna osoba na świecie zajara się historią sztuki, wybierze się do Luwru lub – jeżeli to dla niej za daleko – do innego muzeum w pobliżu i faktycznie zainteresuje się jakimś dziełem sztuki, to wszystkim nadętym pseudokrytykom język powinien stanąć kołkiem (w najlepszym wypadku tylko tyle).

„Apeshit” jest bezcenny jeśli chodzi o edukację w dziedzinie historii sztuki.

W końcu w trzy dni po publikacji teledysku obejrzano go 18 mln razy. Przypomnę, że to ponad 2 razy więcej niż odwiedzających Luwr w całym 2017 roku.

Czekam aż jakiś popularny polski artysta wpadnie na pomysł, że można lansować się sztuką i zrobi teledysk w muzeum. Naprawdę bardzo bym chciała.

Tekst: Zuzanna Stańska, DailyArt

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook