Innowatorzy w muzyce: Nirvana

Sporo jest głosów mówiących o tym, że Nirvana była ostatnim naprawdę wielkim zespołem rockowym, a Kurt Cobain ostatnią taką ikoną i symbolem rock’n’rolla.
.get_the_title().

Niejedna grupa należąca do tzw. dinozaurów rocka odcina od wielu lat kupony od dawnej sławy, grając wciąż te same numery na wyprzedanych do ostatniego miejsca stadionowych koncertach. Nigdy nie dowiemy się, jak skończyłaby Nirvana, bo Cobain – jak w piosence Neila Younga – wolał „się szybko wypalić, niż znikać powoli”. Jedno jest pewne, w pierwszej połowie lat 90. to właśnie jego zespół był na szczycie i wyznaczał trendy nie tylko w muzyce, ale także w modzie. Wpływ Nirvany na popkulturę jest olbrzymi, a nagrali przecież zaledwie trzy albumy studyjne.

Duch rewolucji

Grunge, jeden z największych muzyczny fenomenów końca XX wieku, dał światu wiele zespołów, z których część gra do dziś, ale to Nirvana jest jego największym symbolem, podobnie jak Sex Pistols dla punku. Zespół z Seattle dzięki przebojowi „Smells Like Teen Spirit” stał się „the next big thing”, zdetronizował Guns’n’Roses na rockowym Olimpie i był ostatnim przed ostateczną komercjalizacją rynku muzycznego aktem rewolucyjnego ducha, który dotarł do milionów.

Jak na grupę, której zależało na indywidualizmie i całkowitej wolności artystycznej, osiągnęli olbrzymią rozpoznawalność.

Po latach grunge przyniósł nam nudne popłuczyny typu Nickelback i Creed, ale styl Nirvany wciąż wydaje się być ponadczasowy. Było coś wyjątkowego w charyzmie Cobaina, co sprawiło że to właśnie nim, a nie na przykład Pixies czy Sonic Youth, się udało poprowadzić nową rewolucję w rocku.

Melodia i brud

Jak się spojrzy na listę muzycznych inspiracji Cobaina, to okaże się, że ogromna popularność piosenek jego grupy jest całkowicie zrozumiała. Oto bowiem Kurt okazał się być fanem zarówno bohaterów rockowego podziemia, Sonic Youth i Butthole Surfers, jak i największych gwiazd popu – Beatlesów i ABBY. O sukcesie Nirvany zadecydowało właśnie połączenie środków wyrazu i brzmień charakterystycznych dla muzyki alternatywnej z doskonałą melodyjnością. Panowie nigdy nie zapominali o swoich korzeniach, nawet wspierali te zespoły, z którymi kumplowali się przed laty, a które miały trudności w zaistnieniu na rynku. Wydaje się, że Kurt miał po prostu talent do pisania chwytliwych utworów (no cóż, niektóre też kradł) i na szczęście nie bał się też grać ich we wściekły, pełen zgiełkliwych dźwięków sposób.

Pod prąd

Na pewno nie można powiedzieć o amerykańskiej grupie, że była konformistyczna. Bunt i niezgoda na reguły muzycznego rynku nakręcały zespół i w sytuacji gigantycznego boomu na ich muzykę po sukcesie „Nevermind” na złość wytwórni postanowili nagrać album ciężki i nieprzystępny dla mainstramowego odbiorcy. Oczywiście wspomniany wcześniej zmysł do chwytliwych melodii sprawił, że i ten krążek był obecny na listach przebojów. „In Utero” to genialny przykład turpizmu i estetyki brzydoty zaserwowany w świecie popu.

Żadna wielka grupa nie miała tyle odwagi, by specjalnie „zepsuć” swoją muzykę w sytuacji, gdy wystarczyło płynąć na fali popularności.

Tę nonkonformistyczną postawę pokazali też przy okazji słynnego koncertu unplugged, gdzie zamiast grać swoje hity zaprezentowali sporo nieoczywistych coverów, w tym mało przecież rozpoznawalnego Meat Puppets.

Głos odrzuconych

Kurt Cobain był wrażliwy jako artysta, ale także jako człowiek. Wykazywał sporo empatii i zrozumienia, bo sam zmagał się z wieloma problemami.

Nie bez powodu lider Nirvany jest od lat patronem wszystkich smutnych, niepopularnych nastolatków.

W czasach działalności zespołu Cobain wielokrotnie wypowiadał się w sprawie walki o prawa kobiet i mniejszości. Występował nawet na scenie w sukience i nie wstydził się nigdy swojej kobiecej strony (która była silna mimo maczystowskiego wizerunku gwiazdy rocka). Szczerość tekstów pisanych przez wokalistę docierała ofiar molestowania i przemocy, pomagała wszystkim cierpiącym przez nałogi, źle urodzonym i nieprzystosowanym społecznie poczuć, że nie są osamotnieni.

Styl

Podarte dżinsy, znoszone trampki, rozciągnięta flanelowa koszula – esencja stylu modowego grunge, wyrosłego równocześnie z muzycznym boomem na ten gatunek. Po przeestetyzowanych latach 80. przyszła pora na niechlujstwo i luz, które zaczęły zadawać szyk i weszły na salony. To zresztą kolejny taki przypadek po punkowej kracie i agrafkach (nie byłoby tego bez Vivienne Westwood), które wyszły z podziemia i stały się popularne. Lider Nirvany konsekwentnie stawiał na styl, który nie mógł się podobać, a jednak wszedł na stałe do kanonu modowego i powraca do dziś w kolekcjach sieciówek. Grunge’owy styl zaadaptowany do high fashion przyniósł też ogromną popularność takim projektantom jak Alexander McQueen i Marc Jacobs.

Vogue

Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook